- Proszę się nie ruszać, jestem lekarzem. Zaraz będzie
karetka.
- Karetka? Nie potrzebuję karetki, przewróciłem się tylko,
nic mi nie jest. – powiedział i spróbował wyprostować prawą nogę, ale ból był
nie do wytrzymania. – Chyba jednak coś mi się stało, bo nie mogę wyprostować
nogi w kolanie.
- Chyba ma pan pogruchotaną rzepkę.
- Jak to pogruchotaną?
- Bardzo niefortunnie pan upadł. O jest już pogotowie. Czy
mamy kogoś powiadomić o tym co się panu przytrafiło?
- Nie, dziękuję.
Zadzwonię do ojca. Bardzo panu dziękuję za pomoc.
Tak jak powiedział lekarz, który pomagał mu na ulicy, rzepka
była pogruchotana i konieczna była natychmiastowa operacja. Z ojcem
zobaczył się dopiero po wybudzeniu z narkozy.
- Tato, powiadomiłeś moich znajomych o tym co się stało?
- Tak, właśnie wsiadają do pociągu. Bardzo im było przykro.
Masz od nich pozdrowienia.
- Ale pech, tak bardzo chciałem jechać.
- Nie martw się, życie toczy się dalej, pojedziesz za rok.
Można powiedzieć, że los spłatał ci bardzo nieprzyjemnego figla. Ale to jeszcze
nie koniec świata. Teraz najważniejsze jest to żebyś wyzdrowiał. Lekarze mówią,
że to wyjątkowo paskudny uraz, będziesz unieruchomiony przez co najmniej trzy
miesiące.
- Ile? Trzy miesiące? Całe wakacje?
- Nic na to nie poradzimy, ale nie martw się, damy sobie
radę. Przeżyliśmy gorsze chwile.
W tym momencie obaj pomyśleli o tym samym. Dwa lata temu
musieli sobie poradzić z utratą żony i matki. Stało się to tak nagle. Zawsze
była zdrowa i pełna energii. Cały dom rozbrzmiewał jej śmiechem. Wnosiła w ich
życie radość i spokój. Teraz pozostała pustka, a oni musieli z tym żyć. Nigdy
się z tym nie pogodzą. Życie jest bardzo niesprawiedliwe.
W tym momencie,
Dominik przypomniał sobie incydent na ulicy. Kogo widział w tłumie
przechodniów? Ta kobieta była bardzo podobna do jego matki, niemalże jak
siostra bliźniaczka. Gdy stracił przytomność, też ją widział ale to mógł sobie
racjonalnie wytłumaczyć. To było jak sen, który często do niego wracał, tak
bardzo za nią tęsknił.
- Dominiku, słyszysz co do ciebie mówię?
- Przepraszam tato, zamyśliłem się.
- Przyniosłem ci trochę rzeczy osobistych, no i oczywiście
laptopa. Musisz tu zostać kilka dni, więc chyba ci się przyda.
- Dzięki.
Dopiero w tym momencie tak naprawdę uświadomił sobie co się
stało. Jego wymarzone wakacje, do których przygotowywał się cały rok, diabli
wzięli. Wszystko przez głupie potknięcie. Jak mógł być taki nieuważny? Chciało
mu się wyć z bezsilności. Będzie mógł tylko obejrzeć zdjęcia, które przywiozą
jego przyjaciele. Bardzo im zazdrościł.
- Tato idź już do domu, widzę, że jesteś bardzo zmęczony.
Dam sobie radę. Pamiętasz? Mam dwadzieścia trzy lata.
- Dobrze już idę. Gdybyś mnie potrzebował, dzwoń.
- Dzięki, chyba zaraz usnę, jestem potwornie zmęczony.
- To do jutra. – powiedział , z progu sali, pomachał mu na
pożegnanie i już go nie było.
Dominik został sam, leżał zastanawiając się nad tym co go
dzisiaj spotkało. W końcu usnął. Obudził go jakiś dziwny dźwięk, poczuł ogromny
niepokój. Leżał na podłodze, było mu bardzo zimno i potwornie wszystko go
bolało. Próbował sobie przypomnieć gdzie jest i co u się stało. Było bardzo
ciemno a ze wszystkich stron dobiegały go jęki ludzi. Teraz sobie przypomniał,
miał jechać do Hiszpanii ale coś, czego nie mógł sobie teraz przypomnieć spowodowało, że został w Warszawie. Czyżby na
pewno został? Był w wagonie, widział
wszystkich swoich przyjaciół. Nie to nie mogło się wydarzyć, wszyscy byli
bardzo ciężko ranni, niektórzy nie żyli.
Wydawało mu się, że słyszy głos mamy, która tłumaczyła mu
dlaczego nie pojechał. Chyba wiedziała co się wydarzy. Dlatego miał wypadek i
uszkodził sobie rzepkę. Dlaczego nie dala mu inaczej znać, mógłby uprzedzić
innych, którzy wsiadali do tego pociągu. No tak, ale czy uwierzyłby? Na pewno
nie. On nie wsiadł do tego pociągu ale nie z własnej woli.
Obudził się spocony i bardzo zmęczony, za oknem wstawał nowy
dzień. Przetarł oczy.
- Uff, ale paskudny sen, makabra. Dobrze, że to tylko sen. –
pomyślał.
Spojrzał na zegarek, dopiero piąta. Chyba już nie zaśnie.
Sięgnął po laptopa. Postanowił zobaczyć
najświeższe wiadomości. Otworzył Wirtualną Polskę. Już na pierwszej stronie
zobaczył ogromny napis: Katastrofa polskiego pociągu we włoskich Alpach.
Zesztywniał. Od razu przypomniał sobie swój sen. Nie to nie było możliwe.
Dłuższą chwilę zastanawiał się czy czytać dalej. Przez chwilę myślał, że może
jeszcze śpi. Uszczypnął się, chyba jednak nie spał. Zaczął czytać. Okazało się,
że na ostrym zakręcie dwa ostatnie wagony odczepiły się od składu i runęły w
przepaść. Na razie nie było wiadomo dlaczego. Wszyscy pasażerowie zginęli,
niektórzy na miejscu niektórzy zmarli w szpitalu lub w drodze do niego. Nie
wiedział w którym wagonie jechali jego przyjaciele ale dzisiejszy sen kazał mu
myśleć, że w którymś z tych które spadły do przepaści. Od histerii
powstrzymywała go myśl, że może jednak jechali w innym wagonie a jeżeli w tym
to nie zginęli. Często prasa podawała mylne informacje. Musiał czekać na bardziej
szczegółowe informacje. Odszukał stronę tvn24, może tu będzie coś więcej. Na
razie tylko informacja o katastrofie. Żadnych szczegółów. Zadzwonił do ojca,
całe szczęście już nie spał.
- Tato, czy mógłbyś włączyć jakiś program informacyjny i
dowiedzieć się czegoś na temat
katastrofy pociągu w Alpach?
- Oczywiście, że mogę, ale ty masz przecież wykupiony pakiet
tvn 24 na żywo. Włącz go, pamiętasz hasło?
- Tak dziękuję. Zupełnie o tym zapomniałem bo dawno nie
używałem. To na razie. – rozłączył się i szybko otworzył wiadomości. Tak to ten
pociąg. Nie miał wątpliwości. Nic jednak jeszcze nie było wiadomo na temat
ofiar. Dziennikarze bardzo ostrożnie o tym informowali. Wiadomo jednak, że w
pociągu było 156 Polaków i 184 cudzoziemców. Na pewno były ofiary śmiertelne
ale nie wiadomo ile i jakich narodowości. Trzeba czekać.
Po obchodzie przyszedł ojciec. Wyraźnie był zadowolony, że
Dominik nie pojechał wczorajszym pociągiem. Cały dzień czekali na jakieś
informacje o ofiarach. Rodzice jego przyjaciół dzwonili do polskiej ambasady we
Włoszech ale tam też nie znano jeszcze nazwisk ofiar. To czekanie było
najgorsze.
W końcu przyszła ta straszna wiadomość. Wszyscy pasażerowie
dwóch ostatnich wagonów nie przeżyli katastrofy. Na stronie ambasady polskiej
we Włoszech podano listę ofiar. Łącznie zginęło 78 osób w tym 39 Polaków. Wśród
których byli wszyscy przyjaciele Dominika. Nie mógł uwierzyć, że nikt nie
ocalał. On też powinien być na tej liście. Przypadek sprawił, że nie było go w
tym pociągu. Teraz przypomniał sobie całą sytuację, szedł ulicą i zobaczył
swoja zmarłą mamę. W czasie pogoni za nią przewrócił się i uszkodził rzepkę.
Czyżby…..? Nie to niemożliwe, nie wierzył w takie rzeczy. A jednak żył, ten
wypadek uratował mu życie. Może kiedyś porozmawia o tym z ojcem. Może……
Świetne opowiadanie, bardzo mi się podobało! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTo, co napisałam wyżej dotyczy opowiadania Przypadek. Będę czytać nastepne.
OdpowiedzUsuń