PLAN LOTU
Ziemia rok 2030. Europa Środkowa. Baza Międzynarodowych Lotów
Kosmicznych.
Zaczynamy
odliczanie. – poinformował wszystkich zgromadzonych na kosmodromie, miły
kobiecy głos. Wszystkie głowy odwróciły się w kierunku ogromnego zegara, na
którym wyświetlały się kolejno liczby :
50, 49, 48......
Sześć osób w
obszernych, srebrnych kombinezonach, leżało prawie bez ruchu w rozłożonych fotelach.
Wszyscy byli zapięci grubymi sztywnymi pasami. Wyglądało na to, że cierpliwie
czekali na to co miało nastąpić. Niektórzy wymienili między sobą ledwo
zauważalne pod hełmami uśmiechy, które zdawały się mówić: uf, nareszcie!!!!
Tymczasem odliczanie
trwało dalej: 21, 20, 19...
Jeszcze tylko kilka sekund, a nasze marzenie się spełni. -
pomyślał mężczyzna w fotelu pośrodku. Najprawdopodobniej był to dowódca, na to
przynajmniej wskazywała jego pozycja w kabinie.
…..4, 3, 2, 1....
Po tych słowach pojazd w którym się znajdowali, wpadł w
dziwne drgania, którym towarzyszył ryk silników. Jeszcze chwila, a nie będzie
już odwrotu. Klamka zapadła,
rozpoczynali swoją podróż, niektórzy pierwszą. Tylko dowódca, Klemens Borecki i
pierwszy oficer, Aldona Materska, mieli doświadczenie w lotach międzyplanetarnych.
Dla pozostałych był to chrzest. Nie kryli swojego podniecenia, ale też i strachu
przed nieznanym. Nikt, tak naprawdę nie
wiedział, jak długo potrwa ta misja i jakie ma szanse powodzenia. Zdecydowano
się podjąć tę próbę teraz, bo w zasadzie nic już nie można było zrobić, aby zapewnić większe bezpieczeństwo
kosmonautom. Międzynarodowa Komisja do Spraw Kosmicznych orzekła, że stopień
ryzyka jest na tyle mały, że można zrealizować przedsięwzięcie. Gra była warta
świeczki, mieli się przekonać czy w odległym świecie istnieje życie, chociaż
trochę podobne do naszego. Niektórzy członkowie załogi zadawali sobie pytanie,
czy po powrocie na Ziemię, jeżeli w ogóle powrót nastąpi, zobaczą się ze swoimi
najbliższymi. Tam gdzie zmierzali czas płynął inaczej niż na Ziemi. Zdaniem
naukowców podobno dziesięć razy wolniej niż na naszej Planecie. A może badacze
pomylili się i czas płynął tak samo, a może szybciej. Czy czas może płynąć
różnie w różnych częściach wszechświata? Dla nas Ziemian, jest to
niewyobrażalne. No cóż, uczestnicy wyprawy mieli się o tym przekonać na własnej
skórze. Lecieli ku nieznanemu, ale zgodzili się na to dobrowolnie, byli ochotnikami. Niczego nie żałowali, przeciwnie,
rozpierała ich duma, czuli się wybrańcami.
Po kilkunastu
minutach z głośników rozległ się komunikat: Parametry lotu ustawione, prędkość
wyrównana.
Niemalże w tym samym
momencie, pasy przytrzymujące ludzi w fotelach odpięły się same.
Możecie zdjąć kaski i
kombinezony – kontynuował głos z głośników.
Tak jakby na jedną komendę wszyscy podnieśli się. Powoli zdjęli hełmy.
Teraz dopiero można było zobaczyć, że wśród nich były dwie kobiety i czterech
mężczyzn. Jedną z kobiet była wymieniona wcześniej Aldona Materska,
doświadczony nawigator, druga to Tamara Brodzka lekarz i mikrobiolog. Dowódcą
statku był bardzo doświadczony pilot, mający na swoim koncie, między innymi,
dowodzenie wyprawą na Marsa, Klemens Borecki. Pozostali to: mechanik pokładowy,
Jakub Pilecki, drugi pilot Maciej Wolski i geolog, profesor Antoni Grodzki.
Lecieli do Gwiazdozbioru Wielkiego Psa, bo naukowcy na Ziemi, od dłuższego
czasu odbierali dziwne sygnały, które
kryptolodzy zinterpretowali jako zaproszenie od rozumnych istot.
Określono dokładnie położenie miejsca z którego były emitowane i dlatego
właśnie, wysłano statek do odległego o osiem lat świetlnych gwiazdozbioru. Była to pierwsza tego typu wyprawa. Jeszcze
nikt nie próbował podróży na tak ogromną odległość, mimo opanowania techniki
poruszania się materii z prędkością zbliżoną do prędkości światła. Przygotowywano
ją 15 lat. Rakieta, która wyniosła statek w przestrzeń kosmiczną, była użyta po
raz pierwszy. Do jej konstrukcji wykorzystano wiele najnowszych technologii,
opracowanych wyłącznie na potrzeby tej jednej wyprawy. Mieli nadzieję, że nic
nie zawiedzie. Przeprowadzono setki, może nawet tysiące prób w czasie których
wszystko przebiegało bez zarzutu. Start
i wyjście z atmosfery były najważniejszą próbą, z której pojazd wyszedł doskonale. W czasie lotu raczej nic nie mogło
zawieść, ale jednak była to maszyna, no
i nie można było przewidzieć czy statek
nie napotka na swojej drodze przeszkód,
które spowolnią jego ruch.
Powoli wszyscy zdjęli
kombinezony.
- Moi drodzy, witam
Was na pokładzie. Mam nadzieję, że dobrze znieśliście start. Macie jakieś pytania?....... Widzę, że nie.
Zatem do roboty, sprawdźmy działanie wszystkich systemów. Każdy wie co ma
robić? Jeżeli tak, to zabieramy się do pracy, a później część z nas pójdzie spać.
- odezwał się dowódca. - Sprawdzamy parametry lotu, dokonujemy ewentualnych poprawek
i kontrolujemy funkcjonowanie przyrządów.
No i jeszcze, musimy ustalić kolejność i skład zmian. Może zróbmy to od
razu. Macie może jakieś sugestie? - zapytał.
- Wiem, że wcześniej ustalono, że zmiany będą dwuosobowe. Czy skład zmian też został z góry
ustalony? - zapytała Tamara.
- Właściwie tak, wiecie przecież, że każda zmiana musi
posiadać odpowiednie kwalifikacje, ale możemy dokonać małej korekty, jeżeli
macie jakieś życzenia. Moim zdaniem każdy skład poza Tamarą z Antonim jest do
zaakceptowania.
- No tak, oczywiście rozumiem.
- Czy masz jakieś życzenie, z kim chciałabyś być na zmianie.?
- zapytał Klemens.
- Nie, tak tylko zapytałam.
- Jeżeli macie jakieś życzenia w tej materii to chętnie się
do nich zastosuję. Ostatecznie zmiany trwają cały rok, więc dobrze by było
gdybyście dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Jeżeli nie macie żadnych uwag
to może przejdziemy do skonfigurowania par. Ja proponuję tak; pierwsza zmiana
oczywiście należy do mnie i może do Tamary? Co Ty na to?
- Bardzo chętnie. - może zbyt szybko zgodziła się Tamara.
Można było odnieść wrażenie, że tego oczekiwała. Chyba wszyscy to zauważyli.
- No to pierwsza zmiana z głowy. Na drugą proponuję Aldonę
i Antoniego. Pasuje?
- Oczywiście. - zgodzili się od razu.
- Czyli na trzecią zostają Jakub i Maciej. Nie macie nic przeciwko temu? - widać było, że Klemens
chciałby, żeby wszyscy byli zadowoleni.
- No chyba nie mamy wyboru – odpowiedział Jakub – ale mnie
pasuje, nie wiem tylko co na to Maciek?
- W porządku, trzecia zmiana? Bardzo mi pasuje, przynajmniej
się wyśpimy, prawda Jakub?
- Masz rację.
- No to super, jedną rzecz mamy z głowy. - Klemens wyraźnie
był zadowolony. - Proszę, żeby każdy przygotował się do czekających go
obowiązków, tak, żeby po obudzeniu mógł od razu normalnie funkcjonować. Przygotujcie
swoje osobiste komputery i sprawdźcie
czy są w ogólnej sieci, wtedy będziecie mogli sobie odtworzyć wszystko co
działo się w czasie gdy spaliście.
Wszyscy w skupieniu zajęli się pracą. każdy wprowadzał jakieś
dane do komputerów, których w kabinie było kilkanaście. Po mniej więcej godzinie kolejno
meldowali dowódcy gotowość do wykonywania powierzonych im zadań.
- Jeżeli jesteście gotowi, to możemy rozpocząć procedurę
zasypiania. Tamara gotowa? - zapytał Klemens.
- Tak, Panie Dowódco. – zameldowała oficjalnie.
- A reszta?
- Jesteśmy gotowi, - odpowiedzieli prawie chórem.
- No to przechodzimy do „sypialni”. - zażartował Klemens.
Po chwili wszyscy znaleźli się w małym pomieszczeniu, gdzie
umieszczone były cztery przezroczyste walce, z czymś w rodzaju materaca w
środku. Na suficie pełno było rożnego rodzaju kolorowych wskaźników. Klemens
podszedł do rogu pomieszczenia, gdzie
stał komputer, włączył go i po kolei zaczął uruchamiać poszczególne walce –
łóżka, które otwierały się jedno po drugim. Wszyscy oprócz Tamary i Klemensa
założyli na siebie dziwne srebrne dresy i zajęli miejsca w tych cudacznych
tubach.
- Gotowi? – zapytał Klemens.
Wszyscy przytaknęli.
- Tamara, możesz podać im te swoje specyfiki. – ciągnął
dalej.
- No to zaczynamy. – Tamara odczytywała nazwiska z pojemników
i po kolei podała leki całej czwórce.
Po piętnastu minutach wszyscy
spali.
Klemens zamknął wszystkie walce, sprawdził coś w komputerze,
ustawił alarm na wypadek gdyby coś nie działało jak należy i wyszli zamykając szczelnie
drzwi tej dziwnej sypialni.
- Jak się czujesz? - Zapytał zwracając się do Tamary.
- Nie ukrywam, że trochę dziwnie. Zostaliśmy sami, sami cały
rok.
- Damy sobie radę, nie martw się. Musimy teraz umówić się co
do naszych dyżurów. Zrobimy tak : teraz przygotujemy razem plan naszego
działania i Ty pójdziesz spać, pośpisz osiem godzin. Potem Cię obudzę i
popracujemy razem cztery godziny i ja pójdę spać na osiem godzin. Taki cykl
pracy opracowałem dla wszystkich zmian. Co Ty na to? Jedno śpi osiem godzin ,
cztery godziny razem, drugie śpi i znowu cztery godziny razem. I tak przez cały
rok.
- Chyba wszystko precyzyjnie dopracowane, chociaż jest to
cykl dwudziestogodzinny, a nie dwudziestocztero. Mam nadzieję, że nasze
organizmy nie będą miały nic przeciwko temu.
- Ale jako lekarz nie masz nic przeciwko temu?
- Nie, nie mam.
- No to chodźmy do pracy. Musisz jeszcze raz przećwiczyć
niektóre procedury. Najważniejsza jest łączność z Ziemią. Ten komputer ją
obsługuje, pamiętasz? – powiedział podchodząc do dużego pulpitu. - Musimy co
godzinę wysyłać meldunki o stanie lotu. Nie możesz o tym zapomnieć, bo jak
wiesz wraz ze zwiększającą się odległością zanika sygnał, który wysyła nasz
system anten. Po sile sygnału baza określa nasze położenie. Jak się spóźnisz,
wprowadzisz zamęt. Komputer będzie Ci przypominał na piętnaście minut przed
każdą godziną. Nie możesz tego przegapić. Jasne?
- Tak. A nie możemy ustawić komputera, żeby sam bez naszego
udziału wysyłał te meldunki?
- Nie. Procedura jest taka, że osoba będąca na zmianie wysyła
meldunek ze swojego klucza. Jeżeli będzie robił to komputer, to na Ziemi nie
będą wiedzieli czy żyjemy, czy tylko maszyna bezmyślnie wykonuje program.
Rozumiesz? Mówiliśmy o tym na szkoleniu wielokrotnie.
- Tak, zapomniałam o tym, a to takie logiczne. Wiem, że mam też
inne zadania. Chyba znam wszystkie.
- Znasz. Zresztą jak
się wyśpisz to omówimy je od nowa. To nic trudnego. Wszystkim steruje centralny
komputer. Ty tylko kontrolujesz wskaźniki. Gdyby Cię coś bardzo zaniepokoiło to mnie obudzisz. Zresztą jak wstaniesz
będziemy mieli cztery godziny, żeby to wszystko powtórzyć. Jeszcze coś?
- Chyba nie mam pytań, idę spać.
I wyszła do małego pomieszczenia gdzie stał tapczan, prawie taki jaki miała w swoim
maleńkim mieszkanku na dwudziestym piętrze swojego mrówkowca. W pomieszczeniu
tym była jeszcze malutka prawie osobna łazienka. Umyła się, przebrała w piżamę,
połknęła jakąś tabletkę ze słoiczka na nocnej szafce i położyła się. Zasnęła
prawie natychmiast.
Tymczasem Klemens połączył się z Centrum Lotów kosmicznych na
Ziemi.
- Cześć Olek! Korzystam z okazji żeby pogadać ostatni raz, bo
mniej więcej za godzinę stracimy bezpośrednią łączność. Chciałem zameldować, że
wszystko w porządku. Ja mam pierwszą wachtę. Jesteśmy z Tamarą na zmianie.
Reszta jest w letargu.
- Gdzie Tamara?
- Poszła spać, ma jeszcze jakieś siedem i pół godziny.
- Widzę, że udało Ci się dobrać pary według swoich potrzeb.
- Co masz na myśli?
- Nie udawaj, wiem co czujesz do Tamary. Ale nie myśl, że mam
coś przeciwko. Nawet się cieszę. Macie przecież spędzać ze sobą dużo czasu,
więc lepiej żebyście dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Mam nadzieję, że
ona czuje to samo.
- Możemy skończyć ten temat?
- Oczywiście.
- Pamiętasz może, złożyłem meldunek. Wszystko przebiega
według planu.
- Zapisałem. Trzymajcie się. Powodzenia, wszyscy na Ziemi
będą śledzić wasze losy na ile to będzie możliwe. Za chwilę stracimy kontakt
głosowy i wizyjny. Zostanie tylko sygnał elektromagnetyczny. Wiesz, że zawsze
będziecie mogli nadać wiadomość, ale im będziecie dalej tym później ją
otrzymamy. Ale co godzinę będziemy wiedzieli gdzie byliście w chwili wysłania
meldunku, no i będziemy pewni, że wszystko z wami, w tym czasie, było w
porządku. Zostanie tylko poprawka czasu w związku z odległością. Ale po co ja
to mówię, przecież ty to wszystko wiesz.
- Oczywiście, że wiem. Teraz uzmysłowiłeś mi do końca, że tak
naprawdę będziemy zdani tylko na siebie.
- Wiedzieliście o tym od początku, ale jestem pewien, że Cię
to nie przeraża.
- Raczej nie.
- No to mam nadzieję, do zobaczenia za jakieś dwadzieścia do
pięćdziesięciu lat. Będę na Ciebie czekał z szampanem.
- Mam nadzieję, że nikogo nie zawiedziemy.
- Jestem pewien, że nikt nie wykonałby tego zadania lepiej.
Ostatnich słów Klemens już nie usłyszał, bo właśnie łączność
została zerwana. Zrobiło mu się smutno. Z Olkiem znali się prawie od urodzenia,
czyli jakieś czterdzieści lat. Prawdopodobnie była to ich ostatnia rozmowa. To
spotkanie za dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat to był chyba żart ze strony
przyjaciela. Wybierając się w tę podróż wiedzieli, jak bardzo jest
prawdopodobne, że już nigdy nie zobaczą swoich rodzin ani przyjaciół. Jego mama
nazwała go okropnym egoistą, nie chciała żeby leciał. Chyba się nie dziwił, był
jedynakiem a mama nie miała ani siostry ani brata. Właściwie została tam sama.
Gdy o tym pomyślał, zrobiło mu się żal tej małej szczupłej kobietki, która
wcale nie wyglądała na jego matkę, raczej na starszą siostrę. Zawsze był z
niej dumny. Cieszyło go gdy patrzył na
osłupiałe miny przyjaciół, którym ją przedstawiał.
- Mamo, kocham Cię bardzo, ale musiałem to zrobić. Mam
nadzieje, że kiedyś to zrozumiesz. – powiedział do siebie patrząc w ekran
monitora na którym była uśmiechnięta twarz jego matki. – piękna kobieta, na
pewno sobie poradzi. Jeszcze będzie ze mnie dumna.
Z tej zadumy wyrwał go dźwięk komputera, który domagał się
ustawienia harmonogramu wysyłania meldunków do bazy na Ziemi. Przestał wyć
dopiero gdy wszystko było zaprogramowane. Wszedł do małej kuchenki, gdzie
zrobił sobie kawę, następnie przeszedł do szklarni, podlał warzywa, zerwał
pomidora i wrócił. Zjadł coś z małej zielonej tubki, co smakowało jak groszek z
kurczakiem, zagryzł pomidorem i wrócił do sterowni.
- Dobrze, że się uparłem, żeby założyć na statku hodowlę
warzyw. Chyba bym nie wytrzymał na tym skondensowanym jedzeniu. Chociaż skrycie
przyznał, że nie było takie złe. Nauczyli się w tych laboratoriach robić coś
smacznego. Tym lepiej dla nas. – pomyślał.
Sprawdził wszystkie monitory i spojrzał na zegar.
Tamarze zostały jeszcze trzy godziny snu. Szkoda, chciałby,
żeby tu była. A swoją drogą ciekawe, jak będzie się czuła sama w sterowni
potężnego statku kosmicznego. Nigdy jeszcze nie uczestniczyła w takim locie.
Odbyła kilka wycieczek po orbicie okołoziemskiej, ale to nie to samo.
Sprawdzano jak jej organizm znosi przeciążenia przy starcie i lądowaniu. Po
tych próbach została zakwalifikowana do jego
załogi. Był to ostatni test. Pozostałe przeszła najlepiej spośród
dwudziestu innych kandydatów. Nie krył, że spodobała mu się, ta mała brunetka o
czarnych, wiecznie śmiejących się oczach. Podczas przygotowań załogi, które
trwały prawie cztery lata zżyli się ze sobą bardzo. Klemens pomyślał nawet, że
w innych okolicznościach mogliby tworzyć bardzo dobrą parę. Zostali bliskimi współpracownikami, no i mieli perspektywę spędzenia reszty życia razem. Może
nie tak jak inne pary, ale to musiało im
wystarczyć. Gdy tak rozmyślał, włączył się czerwony alarm. Szybko podbiegł do
monitora, żeby sprawdzić co się dzieje. Był to sygnał kursu kolizyjnego.
- Co do diabła? – wrzasnął. – Co to może być na naszym
kursie? Chyba tylko jakieś odłamki meteorytów, po prostu śmiecie kosmiczne. - Spojrzał
na mapę nieba, nic nie powinno być na kursie. - Ciekawe dlaczego nic nie widać na monitorach? – analizował sytuację.
Jeszcze raz obejrzał monitory, nic , a alarm kolizyjny wyje
jak oszalały. Już miał go wyłączyć, gdy nagle sam zamilkł tak samo
niespodziewanie jak się włączył. Jeszcze raz spojrzał na monitory. To co
zobaczył po prostu go zaskoczyło. Można powiedzieć ,że na ekranie nic nie ma, a
jednak jest. Wyglądało to tak jakby leciały na nich puste, przezroczyste bańki.
Dosłownie w ostatniej chwili udało mu się włączyć osłonę grawitacyjną, która
pozwoliła uniknąć, ewentualnego
uszkodzenia poszycia kadłuba statku. Dlaczego alarm wyłączył się zanim włączył
osłonę? Gdy zastanawiał się od czego zacząć sprawdzanie systemu ostrzeżeń,
alarm znowu się włączył. Ekran radaru, tak jak poprzednio był pusty. Ponownie
włączył, osłonę grawitacyjną, która wyłączyła się automatycznie, gdy system
uznał, że zagrożenie minęło. Tym razem jednak przezroczyste bańki nie pojawiły się. Alarm znowu zaczął wyć jak
oszalały, wyglądało na to, że bez powodu. Gdy włączył osłonę, przestał wyć. Takie
zjawisko powtarzało się jeszcze kilka razy i tak samo nagle jak się pojawiało,
znikało. Podszedł do centralnego komputera, żeby sprawdzić zapis całego
wydarzenia. Zdziwił się bardzo gdy w pamięci nie znalazł żadnego śladu. Wyglądało
to tak, jakby nic się nie wydarzyło. Nie mógł uwierzyć, sprawdził jeszcze kilka
razy, ale nie znalazł zapisu tego czego był świadkiem. Bardzo dziwne. Chyba nie
były to tylko halucynacje?
Rozmyślając o tym co się stało, nie zauważył, że od paru
minut w drzwiach stała Tamara i z wielkim zaciekawieniem obserwowała go. W
końcu zapytała:
- Czy stało się coś nieprzewidzianego?
- O nie śpisz już? – dopiero jak się odezwała , zobaczył, że
nie jest sam.
- Nie śpię, bo budzik zadzwonił. Minęło już osiem godzin,
jestem wyspana i wypoczęta. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Co się
stało?
- Nic szczególnego. Po prostu alarm się włączał i tylko raz
było to ostrzeżenie przed, być może meteorytami. W pozostałych przypadkach nic się
nie działo.
- Sprawdziłeś zapis?
- Oczywiście.
- I co?
- I nic.
- Jak to nic?
- No nic, nie ma żadnego zapisu, nigdzie.
- Jak to możliwe?
- Właśnie się zastanawiałem, gdy weszłaś.
- I co z tym zrobimy?
- Nic nie możemy zrobić. Mam nadzieję, że to tylko mała
usterka, naprawiona przez centralny komputer. Zresztą zaraz się o tym
przekonamy. Tymczasem zjedz coś.
- A ty?
- Coś przekąsiłem gdy spałaś.
- Może razem coś zjemy, nie lubię jeść sama.
- Dobrze, zjemy razem, ale już nie marudź.
- Ja marudzę?
- To może ja?
- To Ty jeszcze nie widziałeś jak można marudzić.
- Dobrze idź już i zobacz
co tam jest do jedzenia, ale nie nastawiaj się na wykwintny posiłek. Zaraz
przyjdę, tylko sprawdzę i ewentualnie poprawię parametry.
Gdy Tamara wyszła, Klemens podszedł do głównego pulpitu i
zaczął coś sprawdzać. Postukał trochę w klawiaturę, wcisnął „enter” i poszedł
do małej kuchenki. Tamara już na niego czekała. To dziwne jak potrafiła
przygotować posiłek. Stół wyglądał tak jak kiedyś u mamy, chociaż potrawy,
którymi dysponowali w najmniejszym
stopniu nie przypominały tamtych z dzieciństwa. Smak też nie ale i tak jak na
warunki, było bardzo smaczne.
- Widzę, że jesteś mistrzynią kuchni, Jak udało Ci się to
wszystko wyczarować?
- Tajemnica, możesz
następnym razem mi pomóc, to też będziesz umiał. A, chciałam Cię o coś zapytać.
- Tak?
- Byłeś w szklarni?
- Tak.
- Nie zauważyłeś nic dziwnego?
- Nie, a Ty coś zauważyłaś?
- Właśnie nie wiem, wszędzie na podłodze jest pełno jakiejś
dziwnej galarety.
- Galarety?
- Tak, przezroczystej, błyszczącej galarety. Możesz
sprawdzić.
- Chodźmy tam od razu.- I zanim Tamara zdążyła się odwrócić,
już go nie było. Dogoniła go, gdy otwierał drzwi szklarni. Stali przez chwilę w
osłupieniu, obserwując pomieszczenie. Wszędzie, dosłownie wszędzie , na podłodze,
na ścianach a nawet na roślinach pełno było, dziwnej przezroczystej ruchomej
galarety, która sprawiała wrażenie, że oddycha.
- Co to jest u diabła? – Klemens wpatrywał się w dziwne
trzęsące się twory. – Skąd to się tutaj wzięło?
- Nie wiem, ale mam zamiar to zbadać. Zaraz pobiorę próbki. -
Mówiąc to Tamara schyliła się do najbliższej kupki galarety i wtedy stała się
rzecz niewyobrażalna. Galareta zaczęła uciekać!!! I to w takim tempie, że ledwo mogli śledzić jej ruchy.
- Klemens! Wygląda na to, że to ma zmysły, słyszy, widzi i
myśli. Zaczynam się bać.
- Nie panikuj. Musimy to złapać i zbadać.
- Łatwo powiedzieć , złapać. Tylko jak? Zobacz, prawie
wszystkie zlepiły się w jedną kulę. O tam pod stołem. Widzisz?
- Widzę, ale musimy coś wymyślić. Nie pójdę spać, dopóki tego
nie zbadamy.
Gdy tylko wypowiedział te słowa, maleńka część galarety
oderwała się od głównej kuli i potoczyła w kierunku drzwi. Klemens odruchowo je
otworzył. Kulka wytoczyła się na korytarz i bezbłędnie trafiła pod drzwi
laboratorium. Tam się zatrzymała, wyraźnie czekając na ich otwarcie. Gdy tylko
je otworzyli, odbiła się od podłogi i wskoczyła na blat stołu, gdzie była
umieszczona cała aparatura do badania składu chemicznego substancji.
- Niebywałe, ona sama się zbada i pokaże nam z czego jest
zbudowana. – Tamara była oszołomiona przebiegiem wydarzeń.
Tymczasem kulka w jakiś tajemniczy sposób uruchomiła
mikroskop elektronowy, a następnie na ekranie monitora wyświetlił się skład
chemiczny oraz zastosowanie. Wyglądało na to, że jest to substancja organiczna
z bardzo dużą zawartością wody, przeznaczona do pielęgnowania roślin. Nie było
to białko, tak jak podejrzewała Tamara.
- Nie przypomina żadnej substancji, która występuje na Ziemi.
Bardzo dziwny skład. W jej składzie jest coś co nie występuje w Tablicy Mendelejewa.
- Co znaczy, nie występuje w Tablicy Mendelejewa? Sugerujesz,
że to jakiś obcy pierwiastek? Nie odkryty do tej pory?
- Tak, mało tego, nie mogę powiedzieć nie odkryty, bo nie ma
na niego miejsca w tak skonstruowanej tablicy. Myślę, że nie ma go na naszej
Planecie.
- Nic z tego nie rozumiem. Skąd do diabła wziął się na naszym
statku, skoro nie występuje na Ziemi?
- Nie mam pojęcia.
Gdy oni zastanawiali
się skąd wzięła się dziwna substancja, kulka przeprowadziła jeszcze jeden test.
Podskoczyła do doniczki z ulubioną azalią Tamary i zanim się zorientowali co
chce zrobić, oplotła gałązki jakąś dziwną nicią. Roślina w oka mgnieniu
zwiększyła swoje rozmiary, listki nabrały koloru świeżej zieleni a kwiaty z
bladoróżowych stały się wyraziście czerwone.
- Ona chyba chce nam powiedzieć, że potrafi regenerować
rośliny. – powiedziała Tamara z ogromnym niedowierzaniem.
- Co ty gadasz, KOBIETO! Jak taka kupa galarety może nam coś
powiedzieć, chyba sama w to nie wierzysz. Co za brednie. Opamiętaj się, bo
zaraz coś mnie trafi .
- Nie denerwuj się. Przecież my bardzo mało wiemy na temat
życia we wszechświecie. Teraz mamy na to dowód.
- Jaki dowód? Co Ty gadasz? Chyba sama w to nie wierzysz?
- Chyba zaczynam wierzyć. Tak, jestem nawet pewna, że to jest
jakaś forma życia, którego nie znamy i dlatego nie rozumiemy jak ono
funkcjonuje.
- Twierdzisz więc, że ta kupa galarety, to jakaś rozumna
forma życia?
- Wszystko na to wskazuje.
- Nie, ja chyba śnię. Weź się w garść i zacznij myśleć
racjonalnie.
- Właśnie to robię. To ty zacznij myśleć logicznie. Dla mnie
jest oczywiste, że jest to rozumna forma życia. Całe szczęście nastawiona do
nas przyjaźnie.
- A jak się tu znalazła? Może mi to łaskawie wytłumaczysz.
Masz jakieś logiczne wyjaśnienie?
- Jeszcze nie mam, ale myślę, że razem coś wymyślimy.
- Ja na pewno nic nie wymyślę. Dla mnie to jakiś absurd.
- Pomyśl, może jak spałam zdarzyło się coś dziwnego, coś
czego nie można wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób.
- Nic takiego sobie nie przypominam.
- Proszę Cię, zastanów się, byłeś sam osiem godzin. Cały czas
obserwowałeś przyrządy?
- Tak…. Zaraz, zaraz.
- Co?
- Masz rację. Było takie dziwne zjawisko. W pewnym momencie
włączył się alarm kolizyjny a na ekranie monitorów nic nie było. Wył jak
oszalały.
- No tak, mówiłeś mi o tym.
- Ale nie mówiłem Ci,
że raz na ekranie pojawiły się przezroczyste bańki.
- Jakie bańki?
- Po prostu, bańki. Widziałaś kiedyś bańki mydlane?
- Nie żartuj.
- Wcale nie jest mi do śmiechu.
- Chyba wiem o co chodzi. Te bańki to chyba nasza galareta.
Przynajmniej wszystko na to wskazuje.
- A jak niby dostała się na nasz statek? Masz jakąś teorię
może?
- Gdybyś nie ironizował to sam byś wysnuł odpowiednie
wnioski. Mówiłeś, że nie włączyłeś od razu osłony, bo nic nie widziałeś. Moim
zdaniem właśnie wtedy to „coś” dostało się na pokład. Innego wyjaśnienia nie
widzę. Dlatego alarm wył bez przerwy, pozornie bez powodu. Gdy tylko ta masa
dotykała kadłuba, alarm się włączał chociaż nic nie widziałeś na ekranie. Taka
jest moja teoria. Może Ty masz jakąś inną koncepcję?
- Nie mam. Widzę, że Cię nie doceniłem. Chyba Twoje
wyjaśnienie jest do przyjęcia. Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Tylko
kto nam to podesłał? Bo jakoś nie mogę uwierzyć, że był to przypadek. No i
którędy to paskudztwo przedostało się na nasz statek?
- Jeżeli umieszczenie tu tej galarety było zamierzone, to i
miejsce przedostania się do wnętrza było precyzyjnie dobrane. Może to podarunek od tych którzy przysłali nam
to dziwne zaproszenie?
- To chyba mało prawdopodobne. Przecież oni są oddaleni od
nas o miliony kilometrów. Może nawet nie wiedzą, ze wyruszyliśmy na spotkanie z
nimi.
- Może nie wiedzą, a może wiedzą. Nie wiemy jaką technologią
dysponują.
- Gdyby dysponowali jakąś nadzwyczajną technologią i wiedzą
to dawno odwiedziliby nas na Ziemi. No ale proponuję zakończyć ten temat, bo i
tak do niczego nie dojdziemy. Najważniejsze jest to, że chyba ze strony tej
galarety nic nam nie grozi, a wręcz odwrotnie, jest chyba nam przyjazna.
- Też odnoszę takie wrażenie. Chyba ma nam w jakiś sposób
pomóc. Zresztą jest pod kontrolą w szklarni. Możesz spokojnie iść spać. Będę ją
miała na oku.
- No to przekazuję Ci zmianę. Wiesz jakie masz zadania? Gdyby
coś Cię zaniepokoiło, budź mnie natychmiast.
- Idź już. – popędzała go Tamara.
Klemens wyszedł.
Przez chwilę zrobiło jej
się nieswojo. Nigdy jeszcze nie była sama w sterowni statku kosmicznego. Czuła,
że robi coś bardzo ważnego. Sprawdziła wskazania przyrządów i postanowiła
zobaczyć co dzieje się w ich hodowli roślin. Bardzo intrygowała ją ta dziwna
substancja, która zdawałoby się przejęła opiekę nad ich uprawami. Powoli
otworzyła drzwi. To co zobaczyła było niewiarygodne. Przezroczysta galareta
głaskała listki i owoce małych krzaczków, które nabrały żywych barw.
- Niesamowite – pomyślała. – Kto przysłał nam tę dziwną
myślącą substancję? W jaki sposób
dostała się na pokład? Czy celowo się tu znalazła, czy był to czysty przypadek?
– Te pytania i wiele innych zadawała sobie obserwując zabiegi galarety przy roślinach.
Stała jeszcze długą chwilę nie mogąc się nadziwić temu co obserwowała. W końcu
prawie bezszelestnie zamknęła drzwi i wróciła do sterowni. Wszystko było w
porządku. Usiadła w fotelu nawigatora i zaczęła przeglądać raporty z kontaktów
z obcą cywilizacją, które przez wiele lat sporządzały służby kosmiczne. Nie
wszystko rozumiała do końca. Doczytała się, że po raz pierwszy odebrano sygnał
w 1990 roku, ale potraktowano to jako szum kosmiczny, bez żadnego sensu. Jednak
identyczne sygnały powtarzały się cyklicznie z dokładnością do jednej setnej
sekundy. Wtedy naukowcy nabrali przekonania, że nie jest to przypadek, że jest
to działanie zamierzone. Zatrudniono całe rzesze kryptologów i wtedy dopiero
się zaczęło. Ilu naukowców tyle domysłów jaki sens ma odbierany przekaz.
Jednak, ją jako lekarza, zainteresował pewien fragment, który został
przetłumaczony jako opis organizmu żywego. Być może był to opis istoty żyjącej
gdzieś tam we wszechświecie, która wysłała wiadomość. Zaczęła dokładniej
studiować opis. Według kilku kryptologów ten żywy organizm nie miał wyraźnej
formy. Zmieniał swoje kształty w zależności od potrzeb. Mało tego, kilka
organizmów mogło się łączyć w jeden większy i dalej ten większy miał taką samą
budowę jak te z których powstał. To zupełnie jak ta galareta, dzieli się i
łączy w dowolne kawałki. Chyba ci kryptolodzy dobrze to przetłumaczyli. Może na
planecie na którą lecą wszystkie organizmy mają takie właściwości? Ale czy to
są te myślące istoty, które wysłały zaproszenie? Postanowiła, że przeczyta
wszystko i postara się zrozumieć jak najwięcej. Otworzyła następny plik, ale od
razu go zamknęła, bo zawierał jakieś dane urządzeń technicznych. Stwierdziła, że jej
jako lekarzowi niczego nie wyjaśni. Postanowiła, że będzie szukała tylko
opisów, które mówią o żywych organizmach, na tym się zna i będzie mogła ocenić
czy tłumaczenie jest prawdopodobne. Na samym początku następnego pliku znalazła
wypowiedzi genetyków, którzy analizowali
informacje, dotyczące wszystkiego
co mogło być uznane jako istoty żywe i myślące. Niestety nie było żadnych
danych sugerujących skład chemiczny tych organizmów. Dysponowała zapisem z mikroskopu, po badaniu kulki z
galarety. Nie rzucało to jednak żadnego nowego światła na sprawę. Jedno było
pewne, te organizmy stanowiły materię organiczną, ale nie były zbudowane z
białka. Przeglądając jeszcze raz zapis z mikroskopu elektronowego, zwróciła
szczególną uwagę na skład chemiczny. Materia ta zawierała arsen. Przyglądając
się bliżej zauważyła, że w składzie tej żywej substancji nie ma fosforu, jest
natomiast arsen. Arsen jest bardzo silną trucizną dla człowieka a te organizmy
wykorzystują go do budowy swojej struktury. Na Ziemi do tej pory odkryto tylko
jedną bakterię w jeziorze Mono w Kalifornii, której organizm zastąpił fosfor,
arsenem. Może więc inne formy życia zbudowane są z zupełnie innych pierwiastków
niż my? Gdyby nie arsen, to mogłaby powiedzieć, ze budowa badanej substancji
przypomina cząsteczkę kwasu hialuronowego, bardzo popularnego na Ziemi. No ale
nie był to ten kwas, mogła to stwierdzić z całą pewnością. To jest zagadka,
możliwe, że ta wyprawa to wyjaśni.
- Aaaaaa…- jęknęła. – czyżby te nieznane istoty były kiedyś
na naszej Planecie? Czy istnienie na Ziemi
tej bakterii z arsenem w składzie, może być na to dowodem? Przeszukała
pamięć komputera „Encyklopedii” ale nie znalazła nic na temat bakterii z
jeziora Mono. Szkoda, bo mogłaby porównać ze składem dziwnej galarety, która
nie wiedzieć skąd i jak wtargnęła na pokład ich statku. Poczuła silny dreszcz
przechodzący przez jej ciało. Teraz była pewna, że obecność tej dziwnej
substancji w ich pojeździe nie jest przypadkowa. Czy powinna się bać? A może
powinna obudzić Klemensa? Nie, nie będzie go budziła chyba nic im nie grozi.
Odwróciła się do drzwi i znieruchomiała. Połowę pomieszczenia w którym się znajdowała, do
wysokości mniej więcej metra zajmowała tajemnicza galareta.
- Skąd się u licha wzięła? Czyżby się rozmnażała?
Najwyraźniej tak. – powiedziała sama do siebie.
- Co tam mówisz? – Klemens już wstał i właśnie szedł do
sterowni. – A co to do diabła jest? Skąd to się wzięło? Tamara! Gdzie jesteś? –
zawołał zaniepokojony.
- Tutaj, na stanowisku dowodzenia, - zawołała.
- Nic Ci się nie stało?
- Nie, ale jestem tu uwięziona. Ta galareta zasłania połowę
drzwi. Stoi mi na drodze.
- Poczekaj, spróbuję się do Ciebie przedostać. Wszędzie tego
pełno. Podejdź jak najbliżej wyjścia.
Zrobiła co powiedział i wtedy stała się rzecz niesłychana.
Galareta rozstąpiła się na boki robiąc jej tunel, którym bez trudu przeszła do
miejsca gdzie stał Klemens. Cała drżała.
- Boję się.
- Myślę, że nie ma powodu. Chyba nie jest nastawiona do nas
wrogo. Gdyby chciała zrobić nam krzywdę, to już byśmy nie żyli. Ma nad nami
przewagę, ale nie jest agresywna. Nie pokazuj, że się boisz. Chodźmy do
stanowiska dowodzenia. Myślę, że nas przepuści.
Bardzo powoli zaczęli iść do pomieszczenia z którego
wcześniej wyszła Tamara. Nieznana substancja rozstępowała się robiąc im
korytarz szerokości mniej więcej metra. Jednak gdy tam dotarli, całe pomieszczenie
zaczęło się wypełniać przezroczystą galaretowatą masą. Jeszcze chwila a ich
zakryje. Czuli, że za chwilę się uduszą .
W ostatniej chwili świadomości Klemens pomyślał – To moja
wina, dlaczego zlekceważyłem to świństwo. Trzeba było to unicestwić. – Z wielkim
bólem patrzył jak przezroczysta masa przenosi Tamarę na fotel nawigatora,
otacza ją i pochłania. Poczuł, że jego
też sadza na fotelu dowódcy. To były ostatnie myśli i odczucia zanim zapadł w
nicość.
Gdy się obudził leżał na czymś niewyobrażalnie miękkim. A
właściwie czuł, że nie leży na niczym tylko wisi w powietrzu. Ale wygodne te
łóżka zrobili, fajnie się spało. Pora wstawać – pomyślał.- Ciekawe jak
poradziła sobie Tamara w czasie gdy spałem.
Otworzył oczy… i wtedy
sobie przypomniał, że przecież już dawno wstał i wiedział, że wydarzyło się coś
strasznego, nie mógł jednak przypomnieć sobie co to było. Gorączkowo próbował
znaleźć w pamięci co to było. Gdzie jest Tamara? Chciał zawołać, ale nie mógł z siebie wydobyć głosu. Powoli
wracała świadomość tego co się wydarzyło. Przypomniał sobie wszystko. Spróbował
wstać, ale był sparaliżowany.
- Gdzie jestem? A może
tak właśnie wygląda śmierć? – myślał. – Gdybym tylko mógł odwrócić głowę i
zobaczyć gdzie jestem. – przekonał się jednak, że jest to niemożliwe.
Postanowił czekać na rozwój wypadków. Jeżeli nie umarł to coś musi się niebawem
wydarzyć.
Nie pomylił się. Po
kilku minutach usłyszał dziwny szum, chyba taki jaki robiła ta dziwna
substancja na statku. Tak to ona, wisiała mu nad głową. Patrzyła? Nie, nie
mogła patrzeć, bo nie miała oczu. Jednolita przezroczysta masa. W pewnej chwili
ta masa przybrała postać Tamary, a może to była Tamara.
- Tamara, nic Ci się nie stało? – zapytał, ale nie usłyszał
odpowiedzi. Ponowił pytanie prawie krzycząc. Teraz do niego dotarło, że mówi.
Zawsze to jakiś postęp.
Pochylająca się nad nim twarz wykrzywiła się nienaturalnie i
powtórzyła – Tamara, nic Ci się nie stało? - Nie był to jednak głos Tamary.
Spróbował podnieść rękę i o dziwo udało się. Poruszył nogą, też się udało. Może
to był tylko przejściowy paraliż. Ale gdzie jest Tamara? Odwrócił głowę w lewo,
później w prawo i stwierdził, że nie jest na statku. Gdzie był i co stało się z
resztą jego załogi? W głowie miał zamęt. Usiadł, a następnie wstał. Poczuł, że
nadepnął na coś miękkiego. Spojrzał pod nogi i zobaczył tę dziwną przezroczystą
galaretę, która bardzo szybko się rozstąpiła na boki i teraz mógł zobaczyć
podłoże na którym stanął. To na czym stał przypominało konsystencją ziemski
piasek, ale było koloru fioletowego. Właściwie fioletowego to mało powiedziane,
odblaskowo fioletowego, porażającego wzrok. Gdy popatrzył na to dłużej, zrobiło
mu się niedobrze, a głośno powiedział to
co mu przyszło do głowy : Co to za paskudztwo, zaraz zemdleję.
I wtedy znowu stała się rzecz niebywała i niewytłumaczalna,
podłoże zmieniło kolor na czerwony.
- No już trochę lepiej. – powiedział nie wiedząc do kogo.
Po tych słowach, podłoże znowu zmieniło kolor na
pomarańczowy. Czuł się upoważniony do wyrażenia opinii : Nie to też mi nie
pasuje.
Teraz podłoże przybrało kolor żółty.
- To jeszcze nie to. – powiedział głośno.
Po tych słowach przed Klemensem ukazało się widmo ciągłe światła
białego, znane wszystkim, którzy widzieli tęczę. Wzdłuż kolorowego paska
przesuwał się bardzo powoli ciemny punkcik. Gdy przebiegł całą drogę, wrócił do
początku i od nowa rozpoczął wędrówkę po tęczy. Klemens zrozumiał, że ma wybrać
kolor, który mu najbardziej odpowiada. Gdy punkcik dotarł do zielonego, zawołał
: stop, to jest ten kolor.
Spojrzał pod nogi, podłoże na którym stał było zielone.
Zielone i miękkie. Te wydarzenia upewniły go, że istoty, które go tu
sprowadziły nie mają wobec niego złych zamiarów, skoro spełniły jego życzenie
co do koloru podłoża. Chyba go rozumieją. Postanowił podjąć próbę dowiedzenia
się co stało się z jego towarzyszami podróży. Zapytał, nie wiedząc kogo:
- Gdzie reszta mojej załogi? Co z nimi zrobiliście?
Po chwili usłyszał dziwny, znany mu szum, po którym ze
wszystkich stron otoczyła go znajoma galareta i można powiedzieć zaprowadziła
go, długim ciemnym korytarzem do dziwnego pomieszczenia w którym było tak
jasno, że musiał zakryć oczy, bo poczuł ostry ból w głębi czaszki. Prawie
natychmiast natężenie światła zmniejszyło się o połowę. Sala miała kształt
półkuli, naokoło umieszczone byłe jakieś rulony, które chyba służyły do
siedzenia, ale nikogo oprócz niego tam nie było. W pewnym momencie ściany
rozstąpiły się i ku swojej ogromnej
radości zobaczył wchodzących
wszystkich członków ekspedycji, całych i zdrowych. Na jego widok na ich
twarzach pojawił się uśmiech. Wszyscy niemalże jednocześnie zaczęli zadawać mu
najróżniejsze pytania, każdy chciał wiedzieć gdzie są i co im grozi.
- Słuchajcie! - Przerwał im ten grad pytań. - Nie wiem gdzie
jesteśmy, ale myślę, że nikt nie chce nam zrobić krzywdy.
Tu opowiedział im historię z kolorem podłoża.
- No tak, wygląda na to, że chcą żebyśmy się dobrze tu czuli.
– stwierdziła Tamara. – Tylko nie wiemy gdzie jesteśmy i po co nas tu
ściągnęli.
- Myślę, że zaraz się tego dowiemy, chyba dlatego zgromadzili
nas tu wszystkich razem. – skwitował Antoni.- Nie wiem czy zwróciliście uwagę
na to, że właściwie nie możemy dotknąć żadnej ściany. O zobaczcie, widzicie?
Odnoszę wrażenie, że przed nami uciekają.
Mówiąc to podszedł do ściany, wyciągnął rękę i trafił w
pustkę mimo, że wzrok mówił im, że
ściana tam jest. Wszyscy po kolei podjęli próbę dotknięcia ściany, ale nikomu
się to nie udało.
- Bardzo to jest dziwne, bardzo. – powiedziała Aldona. –
chociaż, nie wiem czy pamiętasz, Klemens, na Marsie też spotkaliśmy przedmioty,
które uciekały, gdy wyciągaliśmy do nich rękę. Ale te nie uciekają, są chociaż
nie wyczuwamy ich dotykiem. Bardzo dziwne.
- Myślę, że jeszcze niejedno nas tu zaskoczy, teraz widzę, że
nie mamy pojęcia o innych niż nasza formach rozumnego życia. Chodźcie
usiądziemy na tej niby kanapie. – Klemens pokazał wałek wzdłuż ścian sali. –
Idziecie?.
Podeszli do dziwnego mebla i po kolei zaczęli siadać.
- No i co? Siedzę, ale wydaje się, że jestem zawieszony w
powietrzu. Nie czuję żadnego ucisku na ciele. Bardzo, ale to bardzo dziwne, nie
mogę tego zrozumieć. – Antoni siadał i wstawał, jakby chciał pokazać, że nie ma
tam żadnych przedmiotów. – Myślę, że w tym świecie rządzą nieznane nam prawa
fizyki. A może występują tu zupełnie inne zjawiska niż na Ziemi? Może tylko dla
nas Ziemian jest to dziwne? Nie wiem czy wiecie, ale oni umieją wyłączać pole
grawitacyjne.
- Jak to możliwe? – zapytał Jakub.
- Ty nas o to pytasz? Przecież najlepiej z nas znasz się na
technice. - Zdziwił się Maciej.
- Tak, na technice naszej ziemskiej, ale ta nie ma nic
wspólnego z tym z czym zawsze miałem do czynienia.
- Chyba mogliśmy się tego spodziewać. - Podsumował Antoni.
Niemalże w tym samym momencie do tej tajemniczej sali, weszło
kilka postaci, tak postaci. Kształtem były bardzo zbliżone do ludzi, miały
tylko proporcjonalnie dużo krótsze ręce, dłuższe nogi i mniejsze głowy,
przypominające kokon jedwabnika. Nie mieli włosów ani uszu. Właściwie w ich
głowach były tylko dwa otwory, jeden pełnił funkcję oka a drugi był chyba
organem oddechowym i służył do przyjmowania pokarmów. Tak przynajmniej to
wyglądało na pierwszy rzut oka. Poruszali się bezszelestnie. W pewnej chwili
tuż nad ich głowami pojawiło się coś, co do złudzenia przypominało ekran
ogromnego telewizora. To co na min
zobaczyli, wprawiło ich w osłupienie. Oglądali krajobrazy Ziemi, tak to na
pewno była ich Planeta. Film pokazywał egipskie piramidy, wieżę Eiffla, Statuę
Wolności i wiele innych charakterystycznych ziemskich budowli. Skąd to mieli?
Czyżby nas szpiegowali? Czego od nas chcą? Te i wiele innych pytań kłębiło się w głowach całej
szóstki.
W pewnym momencie na ekranie pojawił się napis: Witajcie!
Cieszymy się, że przyjęliście nasze zaproszenie. Jesteście na planecie U-624 w
gwiazdozbiorze zwanym przez Was „Wielki Pies”
- O! To znaczy, że dolecieliśmy. Słyszycie? Zaraz, zaraz, a
skąd znają nasz język tak doskonale? Chociaż nie wiem, czy powinienem się
dziwić, maja tak dokładną wiedzę na nasz temat, że chyba bardziej by mnie
dziwiło gdyby nie umieli się z nami porozumieć. – skwitował Klemens. –To
znaczy, że sterowali naszym statkiem i sprowadzili nas tutaj.
- Jak to możliwe? No, ale jest to jedyne sensowne
wyjaśnienie. Bo przecież czworo z nas spało, a ty i Tamara byliście uwięzieni
podobno w jakiejś galarecie. No przynajmniej tak nam to zrelacjonowałaś. Dobrze
zrozumiałem? – tu Antoni zwrócił się do Tamary.
- Tak, dobrze zrozumiałeś. Właśnie tak było. Musimy poczekać
na rozwój wypadków. A gdzie jest nasz statek? Czy mamy szanse powrotu na Ziemię? – zaniepokoiła się Tamara.
Nie musieli zbyt długo czekać na odpowiedź, bo ledwo
skończyła mówić, na ekranie ukazał się obraz ich pojazdu. Stał sobie spokojnie
na czymś co przypominało pas startowy lotniska. Chyba nie był uszkodzony.
Odczuli ogromną ulgę. Tymczasem na
ekranie pojawiło się kilka informacji na temat Ziemi.
- Dziwne skąd te istoty żyjące tak daleko mają takie dokładne
dane na nasz temat.- zastanawiał się Maciej. - Czy ich technika jest tak bardzo
rozwinięta, że pozwala im obserwować odległe światy? W jakim celu to robią?
Może chociaż część tych pytań znajdzie odpowiedź.
Cała szóstka z wielkim
zainteresowaniem obserwowała ekran. Teraz obrazy pokazywały chyba którąś epokę
lodowcową, następną i jeszcze następną. Obok obrazów pojawiały się daty. Przy
ostatniej widniał rok 2080 jako rozpoczęcie gwałtownego obniżania się
temperatury. Do 2150 cała Ziemia ma być jedną wielką zmarzliną.
- Czy to możliwe? Przecież klimat na Ziemi cały czas się
ociepla. To skąd ta epoka lodowcowa? Chyba tracimy czas na oglądanie tych
bzdur. – zdenerwowała się Aldona.
- Może nie do końca są to bzdury. Nasz klimat wcale się nie
ociepla, na jednym biegunie lody topnieją ale na drugim systematycznie zwiększa
się grubość pokrywy lodowej. Po prostu jest inny rozkład temperatur na naszym
globie, ale średnia z całego obszaru jest stała od kilku stuleci, a może nawet
nieco niższa. Wierzcie mi wiem coś na ten temat. – wyjaśnił Antoni.
- Ale skąd oni o tym wiedzą? I to lepiej od nas? – nie dawała
za wygraną Aldona.
- No i to jest dobre
pytanie. Też chciałbym znać na nie odpowiedź. – Stwierdził Antoni.
- Przestańcie, lepiej popatrzcie co mają nam do powiedzenia
nasi gospodarze. – przerwał dyskusję Klemens.
Na koniec na ekranie pojawił się napis: Czy chcecie wracać na
Ziemię? Czy zostaniecie na naszej Planecie?
- Oczywiście, że wracamy, jeżeli jest to możliwe. –
odpowiedzieli niemal jednocześnie.
Napis na ekranie
poinformował ich, że powrót jest
możliwy, ale nie wiadomo w którym ziemskim roku tam dotrą. Mimo, że mieszkańcy
planety U-624 potrafili podróżować w czasie, to z precyzją mieli jednak poważne
kłopoty, bo czas w różnych miejscach Wszechświata płynął inaczej. Nie potrafili sobie z tym poradzić.
Dalej informowali , że ich podróż w przestrzeni była jednocześnie podróżą w czasie,
bo czas na Ziemi płynął dużo szybciej niż tu gdzie się znajdują. Na Ziemi był teraz
rok 3256. Planeta była niezamieszkana, wszystkie żywe istoty, od człowieka po
rośliny wyginęły w czasie trwania ostatniej epoki lodowcowej. Ich gospodarze
zastanawiali się nad ponownym zasiedleniem Ziemi, jednak ich ostatnie
informacje, poddawały w wątpliwość sens takiej operacji. Klimat Planety uległ
znacznemu pogorszeniu, średnia roczna temperatura nie przekraczała zera stopni,
a skład atmosfery nie pozwalał na życie jakichkolwiek ssaków. Najpierw trzeba
by rozwinąć hodowlę roślin, a czas potrzebny do ich rozwoju byłby zbyt długi.
Poza tym zbadali aktywność Słońca, która znacznie spadła i nie było gwarancji,
że następna epoka lodowcowa nie przyjdzie zbyt wcześnie i nie zakończy na
zawsze życia Ziemi. Prawdopodobnie po takiej następnej epoce Planeta umrze na
zawsze. Ta informacja ich zszokowała.
- Po co wobec tego mamy wracać na Ziemię? – zdenerwował się
Jakub. – Jeżeli wiemy co tam zastaniemy? Mamy tam wrócić, żeby natychmiast umrzeć? To
chyba jest pozbawione jakiejkolwiek logiki. Ja nie wracam.
- Poczekaj! Zobacz co nam zaproponują. Później zdecydujemy. –
uspokajał go Klemens.
Uważnie śledzili napisy na ekranie. Mieszkańcy planety U-624 mieli urządzenie umożliwiające podróżowanie w czasie i chcieli w nie
wyposażyć ich statek. Będą zatem mieli możliwość powrotu na Ziemię w dowolnie
wybranym momencie. Być może, po wylądowaniu, zajdzie potrzeba ponownego
ustawienia zegara tego urządzenia, bo czas na Ziemi płynie inaczej niż na U-624
i nie wiadomo w którym roku wylądują. Zaprezentowali takie urządzenie na
ekranie i pokazali jak je obsłużyć. Nic trudnego, zwyczajny zamek szyfrowy, nie
zegar, ale nie było tam cyfr tylko dziwne znaki.
- Jak mamy ustawić czas jak nie ma tam cyfr?- zdziwił się
Jakub.
Po tych słowach na zegarze pojawiły się cyfry arabskie.
- No teraz wszystko jasne. Teraz damy radę to ustawić, jeżeli
zajdzie taka potrzeba.
Na ekranie znowu pojawił się napis, informujący o tym, że ich
statek zostanie dodatkowo wyposażony w najnowsze technologie, którymi dysponują
na U-624, aby skrócić długość lotu
powrotnego. Było też ostrzeżenie,
nie mogą trafić na Ziemię w latach swego życia, bo doprowadzi to do ich
śmierci. Zginą oba osobniki z tym samym kodem genetycznym, jeżeli znajdą się w
tym samym czasie w odległości mniejszej niż sto tysięcy ziemskich kilometrów,
bo wytwarzane przez nie biopola, z mniejszej odległości znoszą się. Dlatego
trzeba zachować ostrożność przy ustawianiu zegara, żeby nie doprowadzić do
takiego spotkania.
- Czy można ten zegar ustawić tak dokładnie, żeby tego
uniknąć?
Ekran wyjaśniał: Można, ale nie będzie to łatwe, bo na Waszej
planecie czas płynie inaczej niż na naszej. Nie znamy tak dokładnego
przelicznika, żeby ustawić czas z dokładnością lepszą niż 5000 lat na tak dużą
odległość, ale jak będziecie na miejscu to ustawicie go z dokładnością do dwudziestu
ziemskich lat. To Wam wystarczy. Oczywiście jeżeli ktoś wyrazi wolę pozostania
na naszej Planecie, będziemy zaszczyceni. Jest jednak pewien problem. Wasze
organizmy nie tolerują arsenu, który znajduje się we wszystkich organicznych
substancjach występujących na U-624. Dla nas nie ma różnicy, czy arsen czy
fosfor, a dla Was arsen jest silną trucizną, szczególnie jego tlenek. Gdybyście
zostali byłby problem z produkcją żywności dla Was. Ale jak się zdecydujecie,
to na pewno poradzimy sobie z tym problemem.
- Jeżeli jest możliwość powrotu w odpowiednim czasie to chyba
nie skorzystamy z zaproszenia. Jakub, co ty na to? – zapytał Klemens.
- Tak, dziękujemy. Myślałem, że wrócimy na Ziemię w następnej
epoce lodowcowej. Dlatego chciałem zostać..
- Czy ktoś chce się wypowiedzieć w tej sprawie? Nie? No to
wszystko jasne. Wracamy, ale chcielibyśmy się dowiedzieć, po co nas tu
zaprosiliście. Jakie ważne informacje chcieliście nam przekazać, że musieliśmy
pokonać tak ogromną odległość. Czy nie mogliście nam tego przekazać w jakiś
inny sposób?
Ekran znowu się odezwał:
Chcieliśmy zaprezentować Wam naszą Planetę, która być może
kiedyś stanie się domem Ziemian.
- Domem Ziemian? To chyba mało prawdopodobne. – Antoni nie
krył zdziwienia.
Zaraz będziecie mogli ocenić to sami.
Teraz na ekranie pojawiły się krajobrazy, które od ziemskich
różniły się tylko kolorystyką, no i wielkością roślin. Na pewno były dużo bardziej
okazałe i co dziwne prawie w ogóle nie występował tam kolor zielony. Przeważał
fioletowy. Nigdzie nie było widać żadnych budowli.
- A gdzie mieszkacie?
Teraz na ekranie ukazały się potężne budowle z różowego
kamienia, kształtem do złudzenia przypominające Egipskie piramidy. Jeżeli były
to budowle mieszkalne to zadziwiające było to, że nie miały okien. Wokół każdej
kręciły się jakieś postacie. Na pierwszy rzut oka bez celu. Patrzcie uważnie,
bo być może patrzycie na swoje przeznaczenie. – informował napis na ekranie.
- Jak to? Nasze przeznaczenie? – Aldona była zbulwersowana. –
Słuchajcie, mam nadzieję, że za chwilę się obudzę i ta bajka się skończy. To ma
być nasze przeznaczenie?
Może nie konkretnie Wasze, ale następnego pokolenia Ziemian.
Być może zechcą oni uciec z Waszej Ziemi zanim cała zamarznie na kilkadziesiąt
lat. Wasze organizmy nie zniosą tak niskich temperatur, nie będziecie mieli
pożywienia, ani opału do ogrzania pomieszczeń. Życie na Planecie zginie, chyba tym
razem bezpowrotnie. Umieszczamy na waszym statku instrukcje jak wydostać się awaryjnie
z Układu Słonecznego i dotrzeć tutaj.
- Nie potrzebujemy takich instrukcji, bo jak widzicie jakoś
do Was dotarliśmy. – oburzył się Jakub.
No powiedzmy, że sami dotarliście. Wystartowaliście sami, ale
cały lot był pod naszą kontrolą. Nie wiecie jednak, że jak temperatura na Ziemi
spadnie poniżej minus stu stopni w waszej skali temperatur, to wystartowanie
jakimkolwiek pojazdem będzie niemożliwe. W instrukcji podajemy Wam graniczne
warunki, ciśnienia i temperatury, przy których będziecie mogli jeszcze odlecieć
z Waszej Planety. Wierzcie nam, nie
będziecie mieli zbyt dużego wyboru. Sprowadziliśmy Was tutaj, żebyście mogli
osobiście przekonać się, że istnieje Planeta na której będziemy mogli żyć razem
w pokoju i harmonii z jej środowiskiem .Zobaczyliście już jak wygląda
nasza Planeta, przekażcie to wszystkim Ziemianom. Zostawiamy Wam nośniki danych
, na których jest wszystko o naszej planecie i Waszym pobycie tutaj. Gdy przyjdzie odpowiedni czas
mieszkańcy Ziemi sami zdecydują co robić. Jeżeli macie jakieś pytania, to jest
teraz odpowiedni czas na wszelkie wyjaśnienia.
- Nie rozumiem, dlaczego chcecie uratować akurat nas z odległej maleńkiej planety,
zagubionej gdzieś we wszechświecie. Czym sobie na to zasłużyliśmy? – Tamara nie
mogła w to uwierzyć.
Jednym z powodów jest, to że oprócz nas jesteście jedynymi
myślącymi istotami we wszechświecie z którymi udało nam się skontaktować. Odkąd
wiemy o waszym istnieniu nie czujemy się już samotni w tej ogromnej
przestrzeni. Są też inne powody. Po powrocie na Ziemię sami to zrozumiecie.
- Nie możecie nam tego powiedzieć? Jak dla mnie za dużo tu
zagadek. Co to za tajemnica?
Rozwiązanie tej tajemnicy znajdziecie na Ziemi. Nie możemy
Wam nic więcej powiedzieć. Chcemy żebyście sami to odkryli, bo być może wtedy
łatwiej będzie uwierzyć Ziemianom w to
co ich czeka. Na pewno łatwiej
podejmiecie decyzję o opuszczeniu Planety. Sprowadziliśmy Was tu tylko dlatego, żeby Was
ratować. Nie chcemy żeby wasza cywilizacja zginęła, jest dla nas zbyt cenna.
Zapytacie: Dlaczego? Odpowiedź na to
właśnie pytanie znajdziecie na Ziemi. Są jeszcze jakieś pytania?
- Pewnie, że są, ale skoro nie chcecie nam nic więcej
powiedzieć, to ja nie mam pytań, - poddała się Tamara.
Chcemy, ale wierzcie nam będzie lepiej jeżeli sami odkryjecie
o co chodzi. Nikt więcej nie ma pytań?
Jeżeli nie, to teraz odeślemy Was na Ziemię, tak samo jak Was tu
sprowadziliśmy. Sami zaprogramujemy cały lot i będziemy nim sterowali. Wy
będziecie spali. Obudzicie się dopiero przed wejściem w atmosferę ziemską. Jeżeli
jesteście gotowi to zapraszamy na pokład.
- Chodźmy, chyba możemy im zaufać, zresztą nie mamy wyboru. –
poddał się Klemens.
Ekran znowu informował. Jeszcze chwila. Każdy z Was zostanie
otoczony myślącą substancją, którą już znacie, nie bójcie się. Będzie Was ona chroniła przed niebezpiecznym promieniowaniem
kosmicznym lepiej niż skafandry. Musimy się pospieszyć, bo za chwilę zmieni się
orientacja elekromagnetyczna naszej planety i start waszego pojazdu będzie
możliwy dopiero za sto ziemskich godzin. Nie myślcie, że chcemy się Was pozbyć,
nasze zaproszenie jest nadal aktualne, ale skoro podjęliście decyzję o powrocie,
to w tej chwili jest najlepszy rozkład sił pola magnetycznego U-624 dla Waszego
statku, który prawie cały zbudowany jest z ferromagnetyków. Przez następne sto
godzin wasz pojazd będzie uwięziony w klatce elektromagnetycznej, z której nie
będzie w stanie się wydostać, bo siła ciągu jego silników jest zbyt mała. Mamy
nadzieję, że to rozumiecie. Możemy zaczynać procedurę? Jesteście gotowi?
- Tak. Zaczynajcie. – Podjął decyzję Klemens.
A, zapomnielibyśmy o takim małym wyjaśnieniu. Przypatrzcie
się dokładnie temu urządzeniu na
ekranie. Jest to nasz dźwig grawitacyjny.
W tym momencie na ekranie ukazał się niewielki metalowy
walec, tak jakby przecięty w połowie, obrócenie jednego pierścienia względem
drugiego powodowało, że znajdująca się pod pierścieniem bryłka jakiejś
substancji, podskoczyła do góry. Ponowne obrócenie pierścieni w odwrotnym
kierunku i wiszące w powietrzu ciało
spadło na dół.
Umieszczamy kilka takich urządzeń na waszym statku. Za jego
pomocą, będziecie mogli przenosić nieskończenie
wielkie ciężary. Jego działanie polega na wyłączaniu pola grawitacyjnego pod
dowolnie wielkim przedmiotem i czynienie go nieważkim. Na pewno przyda się
Ziemianom takie urządzenie. Wiemy, że nauczyliście się wytwarzać sztuczne pole
grawitacyjne, tam gdzie go nie ma, ale nie umiecie wyłączyć naturalnej
grawitacji. Teraz już będziecie umieli. Wyłączanie tego pola jest bardzo
pomocne przy startach wszelkiego typu pojazdów, ale przeszkadza przy lądowaniu.
Musicie to zapamiętać, bo może się okazać, że lądowanie, przy włączonym takim
dźwigu, jest wręcz niemożliwe. Zresztą dołączamy dokładne instrukcje.
Informacje umieszczone na dyskach waszych komputerów pomogą Wam przekonać
mieszkańców Ziemi, że nie jesteśmy Waszymi wrogami. Wy już to wiecie. No teraz to już chyba
wszystko. Przenosimy Was na statek. Żegnajcie.
Po chwili, w niezrozumiały dla nich sposób, byli już w znanym
wnętrzu swojego statku. Można było odnieść wrażenie, że każdy odetchnął z ulgą.
Dopiero teraz zdali sobie sprawę z tego, że na obcej planecie nie czuli się całkowicie bezpiecznie. Ledwo zamknęły się za
nimi drzwi, gdy ze wszystkich stron wypełzła przezroczysta galareta , która przeniosła
ich na fotele startowe i szczelnie oblepiła, pogrążając w dziwnym śnie. Nie
czuli strachu, chociaż tylko dwoje z nich znało już to uczucie. Resztką
świadomości Klemens pomyślał, że chyba wypełnili powierzone im zadanie, bez
względu na to czy przeżyją tę podróż czy nie. Nie mogli zrobić nic więcej. Ważne
tylko, żeby ich statek dotarł na Ziemię.
Ziemia rok 2050.
Egipt. Okolice Gizy. Teren objęty wykopaliskami
archeologicznymi. W jednym z wykopów w kilku miejscach pracuje kilkudziesięciu
ludzi. Widać, że bardzo są podekscytowani. Poprzedniego dnia wieczorem dokonali
niesamowitego odkrycia. Znaleźli dziwne urządzenie przypominające bardzo
nowoczesny kalkulator elektroniczny. Już zajęły się nim służby techniczne i
laboratoria badawcze, żeby ustalić wiek znaleziska. Szukali dalej, licząc na
to, że to nie wszystko. Czuli, że dokonali epokowego odkrycia. W pewnym
momencie jeden z pochylonych mężczyzn zawołał:
- Chodźcie tu szybko, chyba coś mam.
Wszyscy rzucili się w
kierunku skąd dobiegał głos.
Z dziury w ziemi wyskoczył mężczyzna w średnim wieku, mocnej
budowy ciała. W ręku trzymał coś co wyglądało jak kryształowa kulka na
plastikowej podstawce. Kilkanaście osób z niedowierzaniem patrzyło na
znalezisko.
- To przecież zwyczajna szklana kulka.. – powiedział jeden ze
zgromadzonych mężczyzn.
- Nie jest zwyczajna, dziwnie się mieni przy dotyku.. Moim
zdaniem jest bardzo stara, chociaż do złudzenia przypomina nośnik danych z
początku wieku, ale ma dziwną podstawkę, której tamte nie miały. – oburzył się
ten, który ją znalazł.
- No to wszystko jasne,
zobacz na podstawce jest data 2030 rok.
- Rzeczywiście, nie zauważyłem. Ale skąd to się tam wzięło? –
znalazca był wyraźnie rozczarowany. – Dlaczego znalazło się to w warstwach
odpowiadających czasom grubo sprzed pierwszej
dynastii? Jest mało prawdopodobne, żeby ktoś podrzucił to tam celowo. Zresztą
po co miałby to robić? Kogo chciał oszukać? Nic z tego nie rozumiem. Chodź sam
zobaczysz to miejsce.
Poszli. Gdy wchodzili do wykopu zauważyli, że na dnie leży
jeszcze inny dziwny przedmiot, nie pasujący do tego miejsca. Była to tubka, być
może z pastą do zębów, przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
- Nie zauważyłem tego wcześniej.
- No to wszystko jasne, ktoś podrzucił nam te przedmioty i
nieźle się teraz bawi naszym kosztem.
- Co ty gadasz? Odrzuciłem chyba trzy metry sześcienne ziemi z tego miejsca. Kto chciałby dla
zwykłego psikusa wykonać taką tytaniczną pracę. Zresztą zauważyłbym ślady,
gdyby ktoś niedawno tu pracował. Na pewno nikt tu przede mną nie kopał, grunt
był bardzo twardy, no i wcześniej znalazłem te kości. Widzisz?
- To żaden dowód.
- Trzeba je zbadać , może coś nam wyjaśnią. Były nieco wyżej
niż ta kulka.
- Może i wyjaśnią, ale na Twoim miejscu za bardzo bym na to
nie liczył. Ta kulka chyba służyła do zapisu danych z komputera. Coś w rodzaju
magazynu różnego rodzaju treści.
- Tak, znam to urządzenie, posługiwałem się takim jak chodziłem do szkoły, ale wydawało mi się,
że tamte były jednak inne, podobne, ale inne. – powiedział Paweł, starszy z
mężczyzn.
- No widzisz , to nie
może być starsze niż dwadzieścia lat.
- Ale skąd się wzięło tak głęboko pod ziemią?
- Tego nie wiem, ale na pewno istnieje jakieś sensowne
wyjaśnienie. Może spróbujemy odczytać co jest zapisane na tym nośniku danych i
wyjaśnimy zagadkę?
- Świetny pomysł. Chodźmy,
pobawimy się trochę komputerem.
Dwaj archeolodzy wrócili do bazy, włączyli komputer,
podłączyli do niego podstawkę kulki. Rozczarowali się jednak, bo programy obu
urządzeń nie chciały współpracować.
- Będziemy musieli poszperać w archiwach, może znajdziemy
stary program do odczytywania danych z takich nośników. Posługiwałem się kiedyś
takimi urządzeniami, ale to ma jakieś dziwne zabezpieczenia. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Marek,
idziesz ze mną?
- Jasne, nie mogę przegapić takiej sensacji.
- No, nie wiem czy to będzie jakaś sensacja. Mam taką
nadzieje, no bo dlaczego ktoś miałby chować takie rzeczy w piaskach Egiptu, a
nie w jakiejś bibliotece? Idziemy.
Byli w kilku bibliotekach Kairu, ale nigdzie nie znaleźli
żadnych wskazówek. W jednej z gazet z 2030 roku, była wzmianka, że w takie
nośniki danych była wyposażona ekspedycja naukowa, która wyruszyła ze specjalną
misją do Gwiazdozbioru Wielkiego Psa w 2030 roku. Dowiedzieli się też, że
opiekunem wyprawy tu na Ziemi był profesor Aleksander Zarębski z Europejskiego
Centrum Badania Kosmosu.
- Chyba będziemy musieli się z nim skontaktować, on na pewno
będzie umiał to odczytać. – Marek już zaczął szukać jakichś namiarów na
profesora. – Mam, Paweł zobacz, mieszka w Holandii. Jest nawet numer telefonu.
Dzwonimy?
- Poczekaj, trzeba się zastanowić co mu powiemy.
- Jak to co powiemy? Prawdę. Zapytamy czy pomoże nam to
rozszyfrować.
- No to dzwoń jak masz koncepcję rozmowy.
Zadzwonił. Na początku profesor podszedł do ich sensacji
sceptycznie. Poprosił jednak o odczytanie numeru seryjnego z podstawki. Po
dłuższej chwili, odezwał się. Widać było, że jest bardzo podekscytowany.
- Panowie, jeszcze dziś wsiadam w samolot i przylatuję do
Egiptu. Myślę, że powinienem być na miejscu najdalej za jakieś 6 godzin. Możemy
się jakoś konkretnie umówić?
Umówili się w jednym z hoteli poza Kairem.
- Mówiłem Ci, że to jest jakaś sensacja. Gdyby tak nie było
to nie dostałby takiego popędu. – stwierdził Marek.
- Chyba masz rację. Idziemy na miejsce wykopalisk, zobaczymy
co się tam dzieje.
Pogadali trochę z kolegami z ekipy. Chcieli się dowiedzieć
czy przypadkiem któryś z nich nie natrafił na nic szczególnego. Ale nikt nie
chwalił się żadną sensacją. Skontrolowali czas. Dopiero za pięć godzin mają
spotkanie z profesorem w hotelu. Czas dłużył im się niemiłosiernie, włóczyli
się bez celu po brudnych ulicach. W końcu o wyznaczonej godzinie stawili się na
umówione spotkanie.
Profesor był już przygotowany. Cały pokój zastawiony był
jakąś aparaturą. Skąd to wszystko? Jak to zorganizował?
Po krótkim przywitaniu, przystąpił od razu do rzeczy.
- Gdzie mają panowie to znalezisko?
Paweł podał mu niewielką kulkę umieszczoną w podstawce.
Profesor, dokładnie ją obejrzał, odczytał datę i numer seryjny z podstawki i
umieścił w specjalnym wgłębieniu swojego laptopa.
- Widzę, że ma pan starego typu czytnik takich urządzeń. – Marek
był pełen podziwu.
- Tak dokładnie panowie to określiliście, że wiedziałem co
zabrać. Inaczej nie odczytalibyśmy danych tu zapisanych. Jeszcze chwilka. O
mam!
Po chwili hotelowy pokój wypełnił się przestrzennymi
wirtualnymi obrazami. Aleksander zobaczył swojego przyjaciela Klemensa, który
dwadzieścia lat temu poleciał z bardzo ważną misją. Do tej pory sygnały o położeniu statku przychodziły na
Ziemię regularnie. Nie wiedzieli jednak czy wyprawa dotarła do Gwiazdozbioru
Wielkiego Psa, bo sygnał był coraz słabszy. Ale byli pewni, że żyją. Byli
przygotowani na to, że misja może trwać nawet pięćdziesiąt lat, więc nikt nie
był zdziwiony, że jeszcze nie wrócili. W pewnej chwili Klemens zaczął mówić:
- Nie wiem kto mnie w tej chwili słucha, najlepiej by było gdybyś
to był Ty Olku, ale nie mam pojęcia czy ten zapis został odnaleziony w
odpowiednim czasie. Nie wiem czy w ogóle zostanie kiedykolwiek odnaleziony.
Opowiem jednak wszystko co się nam przytrafiło. Można
powiedzieć, że nasza misja się powiodła. Dotarliśmy do gwiazdozbioru Wielkiego
Psa i wylądowaliśmy na Planecie U- 624. I tu nastąpiła opowieść o Planecie, jej
mieszkańcach i powrocie na Ziemię.
Coś poszło nie tak w ustawieniu zegara sterującego podróżami
w czasie, dlatego wylądowaliśmy na Ziemi
w 24525 roku przed naszą erą. Tak wtedy to wyglądało: Obrazy
holograficzne pokazywały niesamowite rzeczy. Kilkaset dziwnych postaci kręciło
się po ogromnym placu budowy. Bez trudu można było rozpoznać, że jest to budowa
Wielkiej Piramidy, którą nazwano dużo później Piramidą Cheopsa. Z przekazu
jasno wynikało, że nie zbudował jej egipski faraon. Klemens wyjaśniał: Te
istoty, które tu widzicie zamieszkiwały kiedyś naszą Planetę, ale opuściły ją
przed jedną z epok lodowcowych. Przenieśli się na U-624 i mieszkają tam do
dziś. To od nich przychodziły regularne zaproszenia dla nas. Myślą, że ludzie
też się tam przeniosą przed zbliżającym się kolejnym zlodowaceniem. Pewnie
zastanawiacie się dlaczego nigdy nie odkryto żadnych śladów tych istot. Odkryto
i to już w dwudziestym wieku, ale ukryto te informacje przed światem i zakazano
prowadzenia wykopalisk pod posągiem sfinksa, bo tam jest rozwiązanie wielu
zagadek naszego świata. Do Ziemi dotarło też kilka statków wysłanych z U-624,
które wylądowały na terenie Stanów Zjednoczonych w Roswell w stanie Nowy
Meksyk. Na pewno o tym słyszeliście. Jednak Amerykanie skrzętnie to ukryli
przed światem.
- O rany!!! Mówiłem Ci, że to jakaś ogromna sensacja. – nie
wytrzymał Marek.
- Fakt, mówiłeś. – poddał się Paweł.
- Panowie, sensacja, nie sensacja, ale na pewno jest to
sprawa wielkiej wagi. Oglądamy dalej. – profesor uruchomił dalszą część
przekazu.
Obrazy ukazywały niekształtne postacie przenoszące nie
wiedzieć w jaki sposób ogromne kamienne bloki niczym piórka.
Klemens wyjaśniał, że potrafią oni wyłączać pole grawitacyjne
na bardzo małym obszarze i dlatego bez trudu przenoszą kilkutonowe bloki w
niewyobrażalnie krótkim czasie.
Wyglądało to tak, jak
gdyby układali bloki ze styropianu. W oddali widać było postać Sfinksa,
pięknego, wyglądającego tak jakby dopiero ukończono jego rzeźbienie.
- Niesamowite. Czy mogą być prawdziwe tak niewiarygodne informacje? – Marek nie wierzył w to co widzi.
- Uważam, że tak.- profesor nie miał wątpliwości.
- Który rok podali? 24 tysiące lat przed naszą erą? Czy to
możliwe? – Paweł złapał się za głowę.
- Tak, ale zobaczmy co ma nam jeszcze do powiedzenia Klemens.
Aleksander ponownie
włączył przekaz.
- Za chwilę podejmiemy
drugą próbę ustawienia zegara. Jeżeli
nam się uda to spotkamy się najwcześniej około roku 2051, a jeżeli maszyna nas zawiedzie to
cóż? Pewnie nigdy się już nie zobaczymy, bo nie mamy pojęcia do jakiego czasu
zostaniemy przeniesieni. Ten kto zobaczy ten zapis, sam musi zdecydować czy
ujawni ten przekaz światu, czy zachowa na zawsze dla siebie. Chyba to już
wszystko. A jeszcze jedno. Jeżeli znaleźliście ten zapis to macie również coś w
rodzaju kalkulatora. Są tam zapisane instrukcje dla Ziemian jak postępować w
obliczu zbliżającej się epoki lodowcowej, która będzie tym razem dużo dłuższa i
obejmie całą Ziemię. Jeżeli nie zastosujecie się do instrukcji i w porę nie
opuścicie Planety, wszyscy zginiecie. Ta epoka lodowcowa zabije wszelkie życie
na Ziemi. Zostawiamy też jeden dźwig grawitacyjny, może uda się Wam
skonstruować coś podobnego. Teraz to już wszystko. Koniec przekazu.
Wszystko zniknęło. Przez długą chwilę trzej mężczyźni stali
nieruchomo w milczeniu. Pierwszy odezwał się Paweł.
- To jakaś bajka, nie wiem jak Wy, ale ja w to nie wierzę.
Ktoś zrobił nam wszystkim niezłego psikusa. Profesorze, pan zna tego Klemensa?
- Tak, to mój najlepszy przyjaciel.
- Gdzie on teraz jest?
- Nie wiem gdzie jest teraz, ale wiem, że w roku 2030
dowodził wyprawą do Gwiazdozbioru Wielkiego Psa i dotąd nie wrócił.
- Skoro nie wrócił, to skąd ten przekaz?
- Właśnie, skąd? – włączył się Marek.
- Wydaje mi się, że to właśnie musimy wyjaśnić. Mam pewne
podejrzenia, ale o tym potem. Proponuję, żebyśmy udali się na miejsce
wykopalisk. Może tam znajdziemy odpowiedź na część naszych pytań. Czy znaleźliście
może coś, co mogłoby być tym dźwigiem grawitacyjnym?
- My nie, ale może inni coś mają.
- No to chodźmy. Popytamy.
Po niecałej godzinie byli na miejscu. Okazało się, że
pracujący tam ludzie wydobyli z tego miejsca jeszcze kilka dziwnych przedmiotów,
zastosowania których nikt z nich się nawet nie domyślał. Aleksander podjął
decyzję. Całą sprawę musi przejąć Międzynarodowa Agencja Kosmiczna. Podszedł do
kierującego pracami Egipcjanina, zamienił z nim kilka słów i zwrócił się do
Pawła i Marka.
- Panowie, czy możecie odwieść mnie do hotelu?
- Oczywiście, czy może nam pan powiedzieć co się dzieje?-
Marek był bardzo zainteresowany całą sprawą.
- Zaraz Wam to wyjaśnię, ale chodźmy już. Wszystko opowiem po
drodze.
Gdy znaleźli się w samochodzie, profesor krok po kroku
opowiedział im o wyprawie i o swoich przypuszczeniach. Podejrzewał, że
mieszkańcy odległej Planety, rzeczywiście mieli możliwość podróżowania w
czasie.
- Podróże w czasie? Przecież istnieje dowód, że jest to
niemożliwe. – Paweł nie dawał za wygraną.
- Dla nas jest to niemożliwe, ale my to nie cały Wszechświat.
Chyba mamy dowód na to ,że jednak takie
podróże są możliwe. Bo jak inaczej wyjaśnić Wasze znalezisko?
- Bardzo prosto. Ja uważam, że ten przekaz jest rzeczywiście
od cywilizacji, która żyła na Ziemi 24 tysiące lat przed naszą erą i została
całkowicie zgładzona, głównie przez warunki klimatyczne. Prawdopodobnie
dysponowali techniką o jakiej nam się nawet nie śniło. Teraz znajdujemy dowody
na istnienie takiej właśnie cywilizacji. Czy to nie jest prawdopodobne
wyjaśnienie?
- Oczywiście, że jest to dobre wyjaśnienie, ale jak
wyjaśnicie fakt, że ja znam człowieka, który opowiada nam tę historię. Skąd
wiedziałby o wyprawie z 2030 roku? No i wyraźnie zwraca się on do mnie,
imiennie. - Aleksander był przekonany, że wyjaśnienie nie jest takie proste jak
sugeruje Paweł.
- Z całym szacunkiem panie profesorze, ten Klemens wymienia
tylko imię, no a rok? Cóż, nie wiemy jak liczyli czas wtedy , gdy powstawał ten
zapis. Podejrzewam, że takich dat 2030 było na Ziemi już kilka. Jeżeli życie
odradzało się po każdej epoce lodowcowej, to chyba jest to bardzo
prawdopodobne.
- A jak wyjaśni pan fakt, że rozpoznałem w nim mojego
przyjaciela?
- To też może być złudzenie. Wydaje mi się, że bardzo chciał
pan w nim rozpoznać swojego przyjaciela, bo można by wtedy wyjaśnić bardzo
wiele zagadek przeszłości.
- Mówi pan bardzo logicznie, jednak ja jestem przekonany, że
był to przekaz od Klemensa. Zbyt dużo wiedział na temat tamtej wyprawy, No ale
poczekajmy na wyniki badań. Zobaczymy z czego zbudowana jest ta szklana kulka
no i podstawka. Uczeni będą mogli dosyć precyzyjnie określić ich wiek, a wtedy
przekonamy się czy pochodzi sprzed 20 lat, czy też jest starsza.
Gdy podjechali pod
hotel Aleksander zaprosił archeologów do
apartamentu na kolację. Po złożeniu zamówienia profesor, przeprosił swoich
gości i zabrał się za wykonanie kilku telefonów. Zanim do drzwi zapukał kelner
z kolacją, była już odpowiedź z Centralnej Agencji Kosmicznej. Aleksander
spodziewał się tego, Agencja przejmowała sprawę i jego profesora Zarębskiego
wyznaczyła do kierowania dalszymi pracami mającymi na celu wyjaśnienie tej
sprawy.
Kolacja upłynęła w bardzo miłej atmosferze. Przed pożegnaniem
Aleksander zaproponował archeologom współpracę, nie chciał angażować w sprawę
zbyt dużo osób. Paweł i Marek wiedzieli wystarczająco dużo.
Ucieszyli się bardzo, że będą mogli uczestniczyć w
rozwikłaniu tej zagadki, bo w ich duszach też zostało zasiane ziarno
niepewności. Ustalili harmonogram prac i przydział obowiązków, umówili się na
następny dzień na szóstą rano i Aleksander został sam.
Postanowił, że jeszcze raz odczyta informacje od Klemensa,
tak ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że ten przekaz nagrał jego
przyjaciel. Może coś przeoczył? Nalał sobie drinka wygodnie usiadł i włączył
komputer. Oglądał go kilka razy, ale nic nowego nie wywnioskował. Zastanawiało
go tylko dlaczego Klemens powiedział, że podejmą druga próbę, powrotu do 2051 roku. Dlaczego 2051 akurat?
Przed wyprawą rok 2050 był przewidywanym rokiem powrotu na Ziemię, jeżeli powrót
byłby w ogóle możliwy. Skąd więc 2051? Jeżeli mam ten przekaz, myślał dalej
Zarębski, to znaczyłoby, że oni dawno wylądowali na Ziemi a teraz chcą trafić w
odpowiedni czas. Czy to jest możliwe? A może Paweł miał rację? Logika
podpowiadała mu, że wyjaśnienie Pawła było bardziej racjonalne, niż jego
przypuszczenia. Ale nie chciał się poddać. Serce mówiło mu, że się nie myli.
Obudziło go głośne pukanie do drzwi. Nie od razu przypomniał
sobie gdzie jest i co się dzieje.
Zawołał tylko:
- Chwilkę.
Podszedł do drzwi, otworzył je i z przerażeniem stwierdził,
że jest już szósta, bo na korytarzu stali dwaj sympatyczni archeolodzy.
- O, profesor zaspał? – uśmiechnął się Marek.
- Przepraszam panowie. Dajcie mi dosłownie pięć minut.
- Pięć za mało, musi pan zjeść porządne śniadanie, bo nie
wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie dziś czas na następny posiłek.
- To może zjemy w barze na dole?
- My dziękujemy, już jedliśmy. Zaczekamy. Proszę się nie
spieszyć.
- Przepraszam jeszcze raz, zasiedziałem się trochę. Kilka
razy analizowałem przekaz Klemensa. Moim zdaniem jednak Klemensa.
Szybko się ubrał i zeszli do baru hotelowego. Aleksander
poprosił o prowiant na cały dzień, napił się mocnej kawy i już siedzieli w
samochodzie. Przed siódmą byli na miejscu, gdzie czekał na nich przedstawiciel Centralnej
Agencji Kosmicznej, który był poinformowany, że Profesor Zarębski przejmuje
kierownictwo całej akcji i wszyscy mają mu udzielić wszelkiej możliwej pomocy.
Pierwszą rzeczą którą zrobili było zejście do wykopu, gdzie leżały fragmenty
kości, znalezione przez Pawła poprzedniego dnia. Na miejscu był też genetyk,
którego Aleksander poprosił o pobranie próbek kości. Następnie geolog pobrał
próbki gruntu z wykopu. Pobrano również próbki z terenu całego wykopaliska. Gdy
kończyli pracę, było już ciemno.
- No panowie, chyba na dzisiaj koniec. Nic już nie widać,
zresztą chyba tu na miejscu nie możemy nic zrobić. Jutro będziemy kontynuowali
pracę, ale to już tylko Wasze zadanie, bo chodzi mi tylko o prace czysto archeologiczne. Może znajdziemy
tu jeszcze inne ciekawe ślady. Będę Wam towarzyszył, może się czegoś nauczę i
na starość zostanę archeologiem?
- Będzie nam bardzo miło. – odparli prawie jednocześnie.
Zanim odjechali profesor określił policjantom teren, którego mieli pilnować.
Następnego dnia wszyscy trzej byli na miejscu wykopalisk przed
szóstą. Pracowali bez wytchnienia, ale tego dnia nic nie przykuło uwagi
badaczy, poza dziwnym przedmiotem przypominającym latarkę. Postanowili ją
rozebrać i bliżej przyjrzeć się jej budowie. Nie było niczego co mogłoby
uchodzić za żarówkę czy baterię, ale była ogromna soczewka, powiększająca
kilkadziesiąt razy. Żadnych przewodów. W długiej tubie, która była zakończona
tą dziwną soczewką, poruszał się natomiast srebrny walec. Paweł potrząsnął
dziwnym przedmiotem i wtedy soczewka zaczęła emitować silne żółte światło.
Przedmioty na które padało świeciły w ciemnościach przez długą chwilę po
zaniknięciu światła. Paweł znowu potrząsnął „latarką”, tym razem energiczniej i
dłużej. Światło, które emitowała teraz
soczewka było tak bardzo intensywne, że musieli zakryć oczy.
- Ekstra, darmowe źródło światła. – Marek wziął latarkę od
Pawła i zaczął się nią bawić.
- No niezupełnie darmowe, bo musisz trochę popracować, żeby
świeciło. Praca zamieniona w energię świetlną, Zastanawia mnie w jaki sposób? –
Paweł wziął znowu ten dziwny przedmiot do ręki i zaczął dokładnie oglądać. –
Zobaczcie, nic tu nie ma co tłumaczyłoby powstawanie światła. Ciekawe z jakiego
materiału wykonana jest ta soczewka. Na pewno tu leży sedno sprawy. Ale co
pobudza materiał soczewki do świecenia? Panie profesorze, o ile sobie
przypominam, nigdy nie było na Ziemi takich urządzeń? Chyba, że Centralna
Agencja Kosmiczna miała takie urządzenia na wyposażeniu.
- Miała, z wyglądu podobne latarki, które nie wymagały
żadnego źródła prądu, ale tam była umieszczona zwojnica i ruchomy magnes, czyli
taka mini prądnica. Tutaj natomiast nie ma żadnych przewodów. Coś musi je tutaj
zastępować. Ale co?
- Właśnie. Co? – włączył się Marek.
- Myślę, że sami tego nie zbadamy. Ale na pewno pomogą nam w
tym specjaliści. To co, kończymy na dzisiaj? Jutro mamy dostać wyniki badań
próbek znalezionych kości i plastiku spod kulki. Może jeszcze dzisiaj oddamy tę
dziwną latarkę naszym naukowcom. Zaraz to załatwię. Wykonał parę telefonów po
czym wsiedli do samochodu i odjechali.
Następnego dnia nie pojechali pod piramidy, bo rozpętała się
burza piaskowa. Czekając na wyniki badań, porządkowali zdobyte do tej pory
informacje.
W końcu około południa przyszła ekspertyza określająca wiek
kości. Tak jak przewidywał profesor, ich wiek
był zadziwiający. Bez żadnych wątpliwości nie były one młodsze niż 24
tysiące lat. Poza tym skład chemiczny był zaskakujący. Szczątki zawierały spore
ilości arsenu.
- Panowie chyba dokonaliście epokowego odkrycia. Mamy dowód
na to, że na długo przed naszą cywilizacją Ziemię zamieszkiwały istoty, których
technika przewyższała naszą o kilkanaście tysięcy lat. No i na pewno nie byli
to ludzie. Chyba, że osobnik, którego fragmenty kości znaleźliśmy, został
otruty arszenikiem. Ale chyba to mało prawdopodobne, chociaż nie niemożliwe. No
i kształt tych kości, wyklucza hipotezę,
że są to ludzkie szczątki. Co o tym sądzicie?
- Też byłbym skłonny tak twierdzić, ale dlaczego archeologia
nigdy nie natknęła się na ślady tej cywilizacji? Przecież znaleźliśmy te
szczątki w miejscu gdzie stale są prowadzone jakieś prace. Dlaczego dopiero
teraz je znaleźliśmy? Nie dziwi Was to,
że nie znaleźliśmy ich więcej? – Paweł był bardzo sceptyczny.
- A postacie z przekazu Klemensa? Pamiętacie ich kształty? A
może ta cywilizacja opuściła Ziemię z jakichś powodów, zabierając ze sobą
wszystko co tylko było możliwe? Może celowo zacierali za sobą ślady? A może
jakiś kataklizm spowodował zatarcie tych śladów? No cóż, na pewno nie będzie
łatwo znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. Ale myślę, że istnieje jakieś
sensowne wytłumaczenie, być może to właśnie my je znajdziemy. Może trzeba
będzie zdobyć pozwolenie na prace archeologiczne pod sfinksem? – profesor był
chyba przekonany, że znalezione szczątki nie należą do osobnika rasy ludzkiej.
Zadzwonił telefon. Instytut Techniki w Kairze zapraszał ich
na konsultację w sprawie badania plastiku spod kulki.
Na miejscu dowiedzieli się, że ma on więcej niż 20 tysięcy
lat. Aleksander nie mógł w to uwierzyć, był pewien, że numer seryjny na
urządzeniu wyraźnie wskazywał, że został on wyprodukowany na potrzeby wyprawy z
2030 roku.
- Panie docencie – zwrócił się do małego człowieczka, który
zakomunikował im tę nowinę – proszę powtórzyć badanie. Na pewno popełniliście
jakiś błąd. Coś musieliście przeoczyć.
- Na pewno nic nie przeoczyliśmy, wykonaliśmy to badanie aż
sześć razy. Za każdym razem wynik był taki sam. Też tego nie rozumiemy, bo
wiemy, że takie urządzenia weszły na rynek około 2030 roku. Zresztą jest numer
seryjny i data. Przeprowadzaliśmy badania czterema metodami i każda dawała ten
sam wynik. Musimy przyjąć, że ten przedmiot przeleżał w piaskach Egiptu ponad
20 tysięcy lat. Nie wiem jak to jest możliwe, bo rozum mówi co innego niż
wyniki naszych badań. – dokładnie wyjaśnił sprawę docent.
- A badania tej dziwnej tubki, zbadaliście jej zawartość?
- Tak, to tubka ze skondensowanym pokarmem, ale co nieco
popsutym. Wieku jedzenia nie da się określić, ale plastik, z którego jest
wykonana, ma mniej więcej tyle lat co podstawka spod kulki.
- A latarka?
- To jest najbardziej intrygujący przedmiot jaki kiedykolwiek
widziałem. Gdy nim poruszać, wytwarza bardzo silne pole magnetyczne, które nie
wiedzieć dlaczego pobudza tę dziwną soczewkę do świecenia. Nic więcej nie
możemy powiedzieć o tym przedmiocie. Wieku nie da się określić, bo zbudowana
jest z jakiegoś metalu, którego jeszcze nie zidentyfikowaliśmy. Może uda się
określić wiek tej dziwnej soczewki. Gdybyśmy coś odkryli niezwłocznie Pana
powiadomimy. Jest jeszcze ten srebrny płaski walec, ale na razie nic o nim nie
możemy powiedzieć. Nie świeci, nie wytwarza żadnego pola, ale się nie
poddajemy.
- No cóż, nic tu po nas. Nie umiemy tego w tej chwili
wyjaśnić w żaden logiczny sposób. Być może dalsze badania rzucą nowe światło na
tę sprawę. Dziękujemy bardzo panie docencie.
- Mam nadzieję, że jeżeli znajdziecie Panowie odpowiedź, to
podzielicie się z nami swoimi spostrzeżeniami. Do widzenia.
- Do widzenia, jeszcze raz dziękujemy za pomoc.
- I co Pan profesor na to? – dopytywał Marek gdy wyszli.
- Powiem szczerze, że nie zdziwiło mnie to za bardzo.
Spodziewałem się takiego wyniku. Chyba mam wstępne wyjaśnienie. Moim zdaniem
wyprawa Klemensa wróciła na Ziemię 24 tysiące lat przed nasza erą. Wiem, że
przeczy to naszej nauce i zdrowemu rozsądkowi, ale wierzę, ze oni tu byli. Nie
wiem jak działa mechanizm podróży w czasie, ale jestem przekonany, że są one
możliwe. Może kiedyś się o tym przekonamy namacalnie.
Ziemia rok 2051. Północna Syberia.
Mała wioska. Na ławeczce przed ubogą chałupą siedzi dwoje staruszków.
- Siergiej zobacz jakaś rakieta na nas leci. – stara kobieta
wyciąga rękę przed siebie i pokazuje dziwny przedmiot na niebie.
- To samolot jakiś. Ale wyje, pewnie ma jakąś awarię. Chyba
nas ominie. Oj zaraz się rozbije, słyszysz jak ryczy?
Po chwili usłyszeli huk. Zza pobliskiego lasu buchnął ogień i
w powietrze wystrzelił słup gęstego czarnego dymu.
- A niech to! Rozbił się. Chyba nikt nie przeżył. Wołaj
Andrieja. Nie trzeba idzie.
- Tato widzieliście to? – zapytał.
- A tak. Zawiadom kogo trzeba.
- Syreny wyją. Już tam są. Pojadę zobaczę co za licho.
Wsiadł na rower i odjechał.
Na miejscu katastrofy było już pełno ludzi. Milicja
zabezpieczała teren. Nie można było się dowiedzieć co się stało. Właśnie
przyjechała ekipa telewizyjna, ale jej też nie dopuszczono na miejsce wypadku.
Poinformowano tylko, że katastrofie uległ amerykański samolot pasażerski i, że
nikt nie przeżył. Polecono wszystkim opuścić teren, ale nikt nie reagował.
Dopiero gdy przyjechało wojsko i otoczyło miejsce wypadku czołgami, tłum powoli
zaczął się rozchodzić.
Profesor Aleksander Zarębski siedział w ekskluzywnej
restauracji z przyjaciółmi i małymi łyczkami sączył wytrawne czerwone wino.
Wszyscy byli w wyśmienitych humorach, bo świętowali właśnie opatentowanie
nowego pojazdu powietrznego przeznaczonego na ekspresowe latające taksówki.
W pewnej chwili zadzwonił telefon profesora.
- Olek nie odbieraj, niech nikt nie psuje nam zabawy. –
zawołał ktoś z towarzystwa.
Zarębski wyjął telefon z kieszeni, popatrzył na numer i powiedział.
- Przepraszam, ale musze odebrać. To sprawa najwyższej wagi.
Chwilę słuchał w najwyższym skupieniu. Jego towarzysze
usiłowali z jego miny wyczytać co takiego ważnego się wydarzyło, że niepokoją
go tak późno w nocy.
W końcu zakończył rozmowę krótkim :- Rano tam będę.
Chwilę siedział w zadumie, widać było, że to co usłyszał nie
należało do radosnych nowin. W końcu zwrócił się do przyjaciół.
- Panowie, bardzo Was przepraszam, ale będziecie musieli
dokończyć świętowanie beze mnie. Mam bardzo pilne zadanie do wykonania.
- I pewnie nie możesz nic więcej powiedzieć? - zapytał młody czarnowłosy mężczyzna.
- Dokładnie tak. Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Po tych słowach pożegnał się i wyszedł w pośpiechu.
Następnego dnia około południa wysiadał z samolotu na małym lotnisku oddalonym
od maleńkiej wioski na Syberii o jakieś 50 kilometrów. Tu czekał na niego
niewielki wojskowy pojazd, który zawiózł go na miejsce katastrofy.
Jeden rzut oka na zgliszcza powiedział mu wszystko.
Bezbłędnie rozpoznał niektóre części z konstrukcji statku kosmicznego wyprawy
Klemensa. Nie mógł się mylić, taka konstrukcja była tylko jedna. Jednak wrócili
do swojego czasu, ale dlaczego się rozbili? Czy kiedykolwiek, ktokolwiek pozna
przyczynę? Wiedział, że czeka go wiele miesięcy a może i lat, wytężonej pracy,
żeby znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania. Na niektóre na pewno nigdy takiej odpowiedzi
nie będzie. Może Klemens zostawił jakieś nagrania wyjaśniające chociaż część
wątpliwości. Jeżeli tak, to czy dadzą się odczytać? Czy z tych zgliszcz uda się
cos wydobyć?
Jedno było pewne jego przyjaciel i załoga statku odbyli
podróż w czasie. Może w tych szczątkach znajdą odpowiedź na pytanie , jak tego
dokonali? Może znając tę odpowiedź, będą
mogli uratować ludzi, którzy tu wczoraj zginęli? W tej chwili było to jednak
jedną wielką zagadką.
Aleksander był pewien, że jeżeli kiedykolwiek rozszyfruje
tajemnicę podróży w czasie, to na pewno spotka jeszcze swojego przyjaciela. Ta
myśl dodała mu otuchy. Teraz był gotów do zmierzenia się z niewiadomym.