ALBATREA
Albatrea, to wyspa na środkowym Pacyfiku, zamieszkała przez
garstkę ludzi, uprawiających zboża, len bawełnę, owoce i warzywa. Hodują tu
niewielką liczbę trzody chlewnej i bydła. Łowią też ryby i inne owoce morza. Praktycznie
są samowystarczalni. Wyspa swoją nazwę zawdzięcza albatrosom, obecnie największym ptakom żyjącym na Ziemi.
Do dziś zakładają one kolonie na północy
wyspy, tam gdzie nie ma osiedli ludzkich.
Prawie wszyscy mieszkańcy wyspy to biedacy, żyjący
praktycznie z dnia na dzień. Mieszka tam też bardzo bogaty przemysłowiec,
będący właścicielem wielkiego koncernu samochodowego. Wraz z rodziną uciekł od
zgiełku współczesnego świata i osiedlił się na wyspie, która wydała mu się rajem. Ma on sześcioletniego
syna i półroczną córeczkę. Na wyspie żyje około pięciuset osób w tym prawie setka dzieci, które w przeciwieństwie
do syna przemysłowca nigdy nie opuściły swojej wioski. Nie znają innego świata,
nie mają telewizji, ani komputerów. Jednak syn bogacza miał wszystko, ale nie
utrzymywał kontaktów z rówieśnikami z wyspy. Pogardzał nimi, tak jak jego
ojciec.
Ludzie na wyspie żyli bardzo skromnie, ale byli szczęśliwi,
jedynie dzieci zazdrościły synowi przemysłowca, który miał wszystko, jadał
wykwintne dania i latał helikopterem na kontynent. Często przechwalał się swoim
bogactwem.
Pewnego razu przyglądał się bawiącym rówieśnikom trzymając w
ręce kawał pachnącej kiełbasy. Jej zapach zwabił wszystkie okoliczne dzieciaki.
Stały z otwartymi buziami przełykając łakomie ślinę. Jeden z nich poprosił:
- Daj kawałek. W odpowiedzi usłyszał:
- Nie dla psa kiełbasa.
Usłyszawszy taką odpowiedź rozpłakał się i pobiegł do domu,
a reszta dzieciaków za nim.
Życie na wyspie toczyło się spokojnie, do czasu wielkiej
klęski nieurodzaju. Brakowało dosłownie wszystkiego. Piekarz nie miał mąki, bo
były kiepskie zbiory zbóż. Wypiekał zaledwie połowę chleba. Nie obrodziły też
warzywa, bawełna i len, nie było czy karmić zwierząt. Wtedy mieszkańcy wyspy
postanowili udać się po ratunek do przemysłowca, który nie odczuł żadnych
braków, bo wszystko przywoził z odległego lądu.
Przedstawili mu swoją trudną sytuację i poprosili o pożyczkę
i pomoc w zakupie niezbędnych towarów.
Piekarz poprosił o mąkę.
- Panie nie mam z czego piec chleba, nie utrzymam rodziny.
- A co mnie obchodzi twój chleb i twoja rodzina, trzeba było być przewidującym. Nic nie dam.
I tak kolejno odmówił pomocy wszystkim, którzy go o nią
prosili.
Wrócili do domów i postanowili, że będą sprawiedliwie
dzielili wszystko co mają, żeby przetrwać te ciężkie chwile. Wtedy stała się
rzecz niebywała. Prawdopodobnie na skutek burzy magnetycznej na Słońcu,
wszystkie urządzenia elektroniczne przestały nagle działać. Bogacz został uwięziony na wyspie, bo ani
helikopter, ani łódź motorowa nie chciały odpalić. Im dłużej ta sytuacja
trwała, tym bardziej dramatyczna stawała się sytuacja jego rodziny. Mieszkańcy wyspy prawie nie
zauważyli, że coś się dzieje, bo nie używali żadnych urządzeń elektronicznych.
Gdy głód zajrzał w oczy przemysłowcowi, postanowił wybrać się do wioski żeby kupić trochę
jedzenia. Najpierw poszedł do piekarni.
- Poproszę cztery bochenki chleba.
- Nie ma chleba. – odpowiedział piekarz.
- Jak to nie ma? Przecież widzę, że leży na półce.
- Ten bochenek jest dla szewca, ten dla stolarza, ten dla
rybaka…… - po kolei wymieniał wszystkich dla których był przeznaczony chleb.
- Sprzedaj mi natychmiast chleb, zapłacę dziesięć razy tyle
ile wynosi jego cena.
- Co mi po twoich pieniądzach? Nimi dzieci nie nakarmię, nie
mogę sprzedać tobie chleba przeznaczonego dla innych.
Wściekły bogacz udał
się następnie do właściciela krowy.
- Sprzedaj mi dwa litry mleka dla mojej małej córeczki.
- Nie ma mleka. – odparł mleczarz.
- Jak to nie ma. Masz przecież całe wiadro.
- To jest mleko dla syna piekarza, córki szewca, bliźniaków
rybaka….- tak wymienił chyba pół wsi.
- Zapłacę ci dziesięć razy więcej.
- A cóż mi po twoich pieniądzach?
- Moja córeczka nie ma co jeść, błagam sprzedaj mi mleko.
- Nie mogę. Jak sprzedam tobie to inne dziecko nie dostanie
mleka. Dlaczego twoja córka ma być ważniejsza niż dziecko mojego sąsiada? Czy
dlatego, że jesteś bogaty a on biedny?
Kiedy my byliśmy w potrzebie, ty nam odmówiłeś pomocy, mówiąc, że nie
obchodzi cię nasz los. Dlaczego nas ma obchodzić twój i twojej rodziny?
Poszedł bogacz do domu, już nie próbował dalej szukać
pomocy, bo przypomniał sobie jak potraktował mieszkańców wyspy gdy przyszli go
prosić o pożyczkę. Zrobiło mu się bardzo wstyd. No ale cóż nie mógł już cofnąć
czasu. W domu czekała na niego zrozpaczona żona i dwoje głodnych dzieci, ale on
przyszedł z pustymi rękami. Ich sześcioletni syn wybiegł z płaczem z domu.
Poszedł w miejsce gdzie zawsze bawiły się miejscowe dzieciaki. Przyglądał się
im z zazdrością patrząc jak zajadają się świeżym chlebem z masłem. Stał
przełykając ślinę i płakał. Wtedy
podszedł do niego syn piekarza, ten który poprosił go kiedyś o kawałek kiełbasy
i w wyciągniętej ręce podał mu pajdę chleba grubo posmarowaną masłem. Oddał mu
swój posiłek. Mały rzucił się na jedzenie jak wygłodzony wilk.
Zauważył to jego ojciec i zawstydził się. On odmówił pomocy
ojcu chłopca. Wieczorem mieszkańcy wyspy zebrali się na specjalnym zebraniu.
Długo się naradzali. Nazajutrz zapukali do drzwi przemysłowca, każdy przyniósł
część swoich zapasów.
- Dzielimy się z wami tym co mamy, jest to skromny dar, ale
może pomoże waszej rodzinie przetrwać te trudne czasy.
- Ile się za to wszystko należy?
- To nie jest na sprzedaż . Nie wszystko można kupić.
- Nie wiem jak mam się Wam odwdzięczyć?
- Niczego nie oczekujemy. Będziemy szczęśliwi mogąc pomóc.
I tak codziennie przychodzili do domu przemysłowca,
dostarczając mu żywność. Po dwóch miesiącach burza magnetyczna się skończyła i
wszystko minęło. Helikopter został uruchomiony i cała rodzina bogacza poleciała
na ląd. Nie było ich chyba pół roku a mieszkańcy wyspy zastanawiali się czy nie
wyprowadzili się na dobre.
Pewnego wrześniowego dnia na wyspie wylądowały dwa
helikoptery. Z jednego wysiadł przemysłowiec z rodziną a z drugiego zaczęto
wynosić stosy różnych paczek, które po kolei
roznoszono do domów biedaków na wyspie. Mieszkańcy wyspy byli bardzo zdziwieni, nie
chcieli przyjąć darów od bogacza, zbyt byli dumni, ale on ich przekonał.
- To jest podziękowanie za naukę, którą od Was dostałem. Teraz
wiem, ze dzielenie się tym co mamy z innymi, może przynieść wiele radości.
Byłem egoistą, ale dzięki Wam już nim nie jestem . Was było stać na to aby
podzielić się ze mną tym co mieliście, chociaż mieliście niewiele i
uratowaliście moją rodzinę od śmierci głodowej. Na zawsze pozostanę waszym dłużnikiem.
Każde mieszkające na wyspie dziecko dostało komputer, a
każde gospodarstwo domowe telewizor. Bogacz uruchomił na wyspie sieć
energetyczną. Od tego czasu każda rodzina na wyspie dostawała co tydzień zapas
jedzenia. Na wyspę sprowadzono nauczycieli i założono szkołę. Syn bogacza bawił
się razem z dziećmi z wyspy, a ojciec stale mu powtarzał, żeby przy wyborze
przyjaciół kierował się, nie ich zamożnością ale szlachetnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz