sobota, 11 maja 2013


  HISTORIA Z ZAŚWIATÓW

Obudził się z tępym bólem głowy. Spojrzał na zegarek.
- Boże! Dopiero druga. Co za ból. Masakra.
W tym momencie zauważył, że nie jest sam w pokoju.
- Kto tu jest? – zapytał.
- JA tu jestem, wołałeś mnie. – odparła tajemnicza postać.
- Ja kogoś wołałem? Daj mi spokój, potwornie boli mnie głowa, tak bardzo, że aż gadam do siebie.
-  Nie do siebie. Wołałeś: Boże! Więc jestem.
- Chyba mam gorączkę, albo jest to jakiś dziwny sen.
- To nie sen i nie masz gorączki.
- Fajnie , przyszedł do mnie Bóg, który nie istnieje i nawet do mnie gada. Nigdy w to nie uwierzę.
- Dzisiaj uwierzysz. Chcesz, żeby natychmiast przestała boleć cię głowa?
- Głupie pytanie , tak mnie boli, że za chwilę chyba zwymiotuję.
W tym momencie w pokoju zrobiło się przerażająco ciemno. Chyba na chwilę stracił przytomność, ale gdy ją odzyskał, poczuł się odprężony i wypoczęty. Nic go nie bolało. Rozejrzał się po pokoju, był sam. Dziwne, był przekonany, że przed chwilą z kimś rozmawiał.  Przywidzenie i tyle. Przecież  od dwóch lat, odkąd umarła jego żona, mieszka sam. Rozpłakał się, a nie często mu się to zdarzało. Dlaczego Karolina umarła? Miała dopiero dwadzieścia pięć lat. Ich przyszłość zapowiadała się tak fantastycznie. Oboje skończyli studia, mieli fajną pracę. Właśnie zaczęli myśleć o dziecku, gdy przyszła ta straszna wiadomość. Jego żona miała nieoperowalnego raka mózgu. Do dziś pamięta ten dzień, tę chwilę, kiedy lekarz odczytał im diagnozę. Cały ich świat legł w gruzach. Starał się być dzielny, ale nie mógł. Odwiedzili wielu lekarzy w kraju i zagranicą, nikt jednak nie dawał im żadnej nadziei. I stało się, Karolina odeszła. Wtedy żałował, że jest niewierzący, bo wraz z nią umarła nadzieja na to, że się jeszcze kiedyś spotkają. To niesprawiedliwe, pomyślał. Dlaczego właśnie ona? Gdyby Bóg istniał na pewno nie pozwoliłby jej umrzeć. Tak, teraz wie na pewno, że żadnego Boga nie ma. Straszne. Jeszcze nie nauczył się żyć bez niej. Stale wydaje mu się, że za chwilę wyjdzie z łazienki z mokrymi włosami z tym swoim pięknym uśmiechem i będzie go popędzała do wyjścia. Czekał, ale nic takiego się nie wydarzyło. Spojrzał na zegar i w tym momencie uświadomił sobie, że dziś mija druga rocznica jej śmierci. Dokładnie o drugiej w nocy. Przypomniał sobie, że właśnie o tej godzinie obudził go straszny ból głowy. Czyżby to był  jakiś znak? Bzdura, jaki znak? Niby kto dał mu ten znak? Siedział skulony na łóżku i przywoływał obrazy z przeszłości, kiedy byli razem. Tak bardzo ją kochał. Nigdy nie pogodzi się z jej stratą. Zaczął zastanawiać się nad sensem życia, ale nie mógł  tego sensu znaleźć. Musi przestać o tym myśleć bo zwariuje. Nie może dopuścić do takiej sytuacji jaka miała miejsce przed dwoma laty, kiedy był bliski popełnienia samobójstwa. Nie zrobił tego ze względu na rodziców. Nie mógł im tego zrobić. Żył, a właściwie nie żył, wegetował. Znowu spojrzał na zegar, trzecia. Nie będzie już spał. Postanowił, że ubierze się i pójdzie na cmentarz. Po tym postanowieniu poczuł się o wiele lepiej. Jak postanowił tak zrobił. O wpół do czwartej był pod bramą cmentarza. Zamknięta? Dlaczego zamykają cmentarz na noc? Stał chwilę, aż przypomniał sobie, że od strony  Wólczyńskiej jest dziura w murze, wejdzie tamtędy. Dziura rzeczywiście była, po dziesięciu minutach marszu stał nad pięknym marmurowym pomnikiem, przeczytał napis: Karolina Brzozowska, żyła 25 lat. Boże! Tylko 25 lat, tak bardzo chciałby ją zobaczyć chociaż raz, żeby móc jej powiedzieć jak bardzo ją kochał i jak bardzo mu jej brakuje.
- Znowu mnie wołałeś, a podobno nie wierzysz we mnie.
- Co?  Znowu te zwidy?
- Nie zwidy, jeżeli we mnie uwierzysz, to spełnię twoje życzenie. Będziesz mógł spotkać się z żoną i powiedzieć jej to czego nie zdążyłeś gdy była miedzy żywymi.
- Jestem gotowy uwierzyć we wszystko, jeżeli tylko będę mógł ją jeszcze raz zobaczyć.
- Widzę, że się nie dogadamy. Twoja wiara musi być szczera i prawdziwa.  Jeżeli nie poczuję, że naprawdę we mnie uwierzyłeś, to nie dam ci tej szansy.
- Daj mi jakiś znak. Nie mogę nagle stać się wierzący skoro wychowano mnie na ateistę. To dla mnie bardzo trudna sytuacja. Proszę o jakiś dowód.
- Czy to, że teraz ze mną rozmawiasz nie jest dowodem? Nikogo nie widzisz a głos słyszysz. A głowa już cię nie boli? Myślisz, że ból sam przeszedł, tak sobie? Pomyśl o swojej żonie, ona zawsze we mnie wierzyła.
- I co jej z tego przyszło. Wiara nie pomogła w pokonaniu choroby. – znowu się rozpłakał.
- Nie płacz. – usłyszał kobiecy głos. – jestem szczęśliwa, brakuje mi tylko Ciebie, ale kiedyś znowu będziemy razem.
- Karolina? Gdzie jesteś?
- Popatrz w lewo Dawidzie, jestem tu , możesz mnie teraz zobaczyć.
Odwrócił głowę i oniemiał. Karolina, jak żywa z krwi i kości. Znowu się rozpłakał. Podbiegł do niej, ale zniknęła.
- Nie możesz do mnie podejść bliżej niż na  dwa metry. Stój tam gdzie jesteś, to będziemy mogli spokojnie chwilę porozmawiać. Przestań rozpaczać po mnie, jest mi tu bardzo dobrze, a twoje łzy mnie bolą. Nie mogę zaznać spokoju dopóki stale mnie przywołujesz. Daj mi odpocząć. Bardzo Cię kochałam, ale moje życie dobiegło końca. Postaraj się z tym pogodzić. Może kiedyś uda ci się ułożyć życie od nowa. Życzę ci tego z całego serca. Będę szczęśliwa jeżeli ci się to uda. Chcę żebyś był szczęśliwy.
- Nigdy nie będę szczęśliwy bez Ciebie. Jesteś jedyną kobietą, którą kochałem i nigdy już nikogo nie pokocham.
- Nie nadużywaj słowa NIGDY , nie możesz wszystkiego przewidzieć. Czas leczy rany.
 - Nie moje.
- Nie mów tak , bo utrudniasz mi to spotkanie. Nie będziemy już więcej mieli takiej szansy. Pożegnajmy się i zachowajmy w pamięci nasze szczęśliwe chwile. Będę nad tobą czuwała, zawsze możesz tu przyjść i się wyżalić, wysłucham wszystkiego, chociaż nie będę mogła się odezwać. 
- Powiedz mi, czy naprawdę Bóg istnieje?
- Na to pytanie musisz znaleźć odpowiedź sam. Przeanalizuj wszystko co cię dzisiaj spotkało i poszukaj odpowiedzi.
- Do końca nie wiem czy to dzieje się naprawdę, czy to mi się śni, albo tak działa moja wyobraźnia. Nie mam żadnego dowodu na to, że to dzieje się w mojej rzeczywistości.
- Poszukaj go. Zostawię ci mój ukochany zaręczynowy pierścionek, który włożyłeś mi  drugi raz na palec po śmierci. Kładę go tu. – Mówiąc to położyła pierścionek na skraju grobowca. – Weźmiesz go dopiero jak zniknę. – dodała widząc, że zrobił ruch w jego stronę.  Poznał go, duży ametyst trzymany tak jakby  złotymi łapkami żaby. Robiony na zamówienie w Krakowie. Jeden jedyny na świecie. Sam wymyślił ten wzór. Leżał teraz na kamiennej płycie i smutno połyskiwał w promieniach wschodzącego słońca.
- Dawidzie.  Muszę już iść, czekają na mnie. Nie martw się jestem szczęśliwa i ty też bądź szczęśliwy. Żegnaj.
Nie zdążył odpowiedzieć, a jej już nie było. Wziął pierścionek i długo wpatrywał się w każdy jego szczegół. Tak to był ten pierścionek, był tego pewien. Usiadł na ławeczce i kilkanaście razy czytał napis na nagrobku, aż usnął. Obudził się w swoim łóżku, przemarznięty i obolały. Powoli zaczął przypominać sobie ostatnie wydarzenia. Był na cmentarzu, rozmawiał z Karoliną. Rozmawiał z Karoliną? Nie to mu się śniło. Czy rzeczywiście tylko mu się śniło? Zrobiło mu się bardzo smutno.
Zaraz, zaraz, musi coś sprawdzić. Sięgnął do kieszeni spodni, które nie wiedzieć czemu, leżały na podłodze i na moment znieruchomiał. Wydawało mu się, że ma w ręku, między innymi drobiazgami, pierścionek. Długo zastanawiał się czy wyjąć go. A jeżeli to nie jest ten pierścionek?  Powoli wyjął rękę z zawartością kieszeni. Niemożliwe stało się możliwe. Między monetami i kilkoma paragonami lśnił różowy ametyst. Od razu go rozpoznał. Jednak był w nocy na cmentarzu i przyniósł stamtąd ten najcenniejszy dla jego żony klejnot. Ale w jaki sposób wszedł w jego posiadanie? Powoli przypomniał sobie. Był prawie pewien, że widział tej nocy Karolinę i , że to właśnie ona dała mu ten pierścionek.  Ma w oczach obraz, jak kładzie go na marmurowej płycie grobowca. Nie to nie mogło się wydarzyć, przecież jego żona nie żyła od dwóch lat. Ale jak wobec tego wytłumaczyć fakt, że ma go właśnie w ręku?  Czuł, że za chwilę zwariuje. Nie poradzi sobie z tym sam.  Podniósł słuchawkę telefonu, wykręcił numer rodziców, gdy usłyszał głos w słuchawce zapytał:
- Mamo, czy pamiętasz może pierścionek zaręczynowy , który dałem trzy lata temu Karolinie?
- Tak, bardzo dobrze go pamiętam. A dlaczego o niego pytasz? Pochowałeś go przecież razem z nią dwa lata temu.
- Czy mogę do was przyjechać na kilka minut?
- Oczywiście, nawet nie na kilka minut. Może przyjedziesz dziś na obiad?
- Nie, na obiad to za późno. Będę za pół godziny.
- To aż takie pilne?
- Bardzo. Jadę.
Wsiadł do samochodu i jak szalony popędził ulicami Warszawy. Pod drzwiami mieszkania rodziców był za dwadzieścia minut. Nie witając się z ojcem, który otworzył mu drzwi, wtargnął do małego saloniku, gdzie siedziała jego matka. Bez słowa sięgnął do kieszeni , wyjął pierścionek i położył go przed nią na stole.
- Skąd go masz? – zapytała zaniepokojona.
- Leżał na płycie grobu Karoliny.
- Jakim cudem się tam znalazł?
- Położyła go Karolina.
- Co ty opowiadasz synu, ona nie żyje. Nie mogła tego zrobić. A może jacyś wandale  zbezcześcili jej grób?
- Nie, grób jest nienaruszony. Mówię ci mamo, widziałem jak go tam kładła. Jesteś pewna, że to ten pierścionek?
- Jestem pewna, zresztą odczytaj napis na jego wewnętrznej stronie.
- Zupełnie o tym zapomniałem.
Szybkim ruchem wziął pierścionek i podszedł do okna. Wewnątrz odczytał napis: Karolinie – Dawid.
- Jest Twój napis?
- Jest. Tak to bez wątpienia jest ten pierścionek.   Mamo chyba nasze życie nie kończy się tu na Ziemi.
 - I ty to mówisz?  Przecież jesteś zagorzałym ateistą.
- Byłem mamo, byłem…….



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz