TAJEMNICZE ZNIKNIĘCIE
5 grudnia 1945 roku.
Pięć amerykańskich samolotów torpedowo bombowych Grumman TBF
Avenger wyrusza z bazy Lauderdale na
Florydzie o godzinie 14.05, pod dowództwem porucznika Taylora. Był to lot
ćwiczebny, mający trwać około dwóch godzin. Po godzinie lotu, dowódca klucza, zgłosił się
do bazy i poinformował, że zawracają i za godzinę będą lądować.
- Halo, baza. Słyszycie mnie? Prosimy o zgodę na lądowanie.
- Tu baza, macie zgodę na lądowanie.
Kontroler lotów nie zdążył dokończyć, gdy w słuchawkach usłyszał przerażony głos porucznika Taylora.
- Halo baza. Dzieje się coś niedobrego, nasze przyrządy
zwariowały. Nie możemy określić swojego
położenia. Wszystkie samoloty straciły
możliwość określenia położenia. Halo słyszycie mnie?
- Słyszymy. Taylor, uspokój się i powiedz spokojnie co się
dzieje.
- Baza? Słyszycie mnie? Wlatujemy w jakąś cholerną mgłę,
może mleczną wodę nie wiem, nic nie widać. Halo baza! Halo Baza! – wrzeszczał
do mikrofonu. W jego głosie można było wyczuć
ogromne przerażenie. W słuchawkach rozległ się dziwny trzask i po chwili
wszystko umilkło.
—Halo Taylor, słyszysz mnie? Halo Taylor……
Mimo wielokrotnego wywoływania, porucznik Taylor nie zgłosił
się już więcej. Natychmiast zorganizowano ekipę ratunkową. Z bazy wyleciał hydroplan
Martin Mariner typu PBM, pilotowany
przez porucznika Coney’a. Wyruszyły też
jednostki pływające. Przeszukano wybrzeże o powierzchni ponad pięćdziesiąt
kilometrów kwadratowych, bez rezultatu. Po dwudziestu minutach lotu samolot porucznika
Coney’a nie odezwał się już więcej. On również zaginął. Poszukiwania nie
przyniosły żadnych rezultatów. W końcu uznano, że był to po prostu wypadek,
chociaż nie znaleziono żadnych dowodów w postaci części samolotów. Poszukiwania
zakończono po miesiącu.
- Halo baza! Halo baza!....
Na próżno porucznik Taylor
wywoływał bazę, nikt go nie słyszał. Sytuacja stawała się bardzo
niebezpieczna. Nie wiedzieli gdzie są i dokąd lecą i nie mieli możliwości tego
sprawdzić. Do tego ta potworna mgła, albo nie mgła. Widoczność, zero. Nie
wiedział gdzie są pozostałe Avengery? Wyczuwał je po ryku silników. Miał nadzieję,
że nie dojdzie do przypadkowego zderzenia. Po godzinie lotu, mgła nagle
ustąpiła a przyrządy zaczęły normalnie działać. Wskazania Taylora mówiły, że znajdują się prawie nad
lotniskiem macierzystym.
- Halo baza! – porucznik podjął próbę wywołania kontrolera, ale bezskutecznie.
- Panowie ma ktoś może kontakt z bazą? – zapytał, nie
usłyszał jednak potwierdzenia.
- Wobec tego lądujemy bez potwierdzenia. – zdecydował.
- Poruczniku, nie widać lotniska, tam ciągle utrzymuje się spora
mgła . – usłyszał w słuchawkach.
- Widać początek pasa, dalej sobie poradzimy. Lądujemy w
kolejności ustalonej przy starcie. Zaczynaj William.
Po kolei zaczęli schodzić do lądowania. Ostatni dowódca, czyli porucznik Taylor. Gdy
wylądował i wyszedł z kabiny, zupełnie stracił orientację. Nie wiedział
zupełnie gdzie się znajduje. To nie była jego macierzysta baza, ale gdzie wobec
tego wylądowali? Według przyrządów byli w bazie, ale żaden z nich nie rozpoznał
miejsca w którym się znaleźli. Skupili się w jednym miejscu i zaczęli
obserwować otoczenie. Nigdzie żywej duszy. Tak, teraz byli pewni to nie była
ich baza. Tylko gdzie się znaleźli? Co to za miejsce? Były tu pasy startowe,
widać bardzo dawno nieużywane, ale jednak pasy. Wylądowali bezpiecznie. Jakieś
stare zabudowania, częściowo zburzone. W
pewnej chwili wydało im się, że poznają wieżę lotów w której była dyspozytornia.
Nie to chyba niemożliwe. Postanowili wejść do starego opuszczonego hangaru.
Z wielkim trudem otworzyli zardzewiałe drzwi i oniemieli. To był ich hangar, poznali go po wielkim
malunku na głównej ścianie, który przedstawiał
brytyjskiego Hurricane, jednomiejscowego, jednosilnikowego dolnopłata,
który był używany na wielu frontach II wojny światowej. Miał widać w bazie
swojego wielkiego fana, bo którejś nocy pojawił się niespodziewanie na ścianie
hangaru nie wiadomo skąd. Nigdy , nikt nie dowiedział się kto uwiecznił go na
wprost wejścia. Nie było tez rozkazu do
osunięcia jego wizerunku., dlatego został i prawie całą wojnę towarzyszył
pilotom i mechanikom w ich pracy.
- Słuchajcie, chyba w czasie naszej nieobecności baza
została zniszczona, tylko przez kogo?
- Może ktoś nas zbombardował? – rzucił któryś z pilotów.
- Żartujesz, tu i teraz zbombardował? Niby
kto? Zapomniałeś, że wojna się już skończyła. Musiało wydarzyć się coś niezwykłego . Tylko
co? – zaoponował ktoś inny.
- Chodźcie do wieży kontroli lotów może tam coś znajdziemy.-
zaproponował porucznik.
Tak zrobili. Podchodząc do drzwi, już wiedzieli, że wieża
została opuszczona w pośpiechu. Wewnątrz poniewierały się niezliczone ilości
dokumentów. Wszędzie leżały porozrzucane kartki pożółkłego papieru. Pożółkłego?
– pomyślał porucznik. Dlaczego papier pożółkł tak szybko, a głośno dodał.
- Nic ciekawego tu nie ma, nie można stwierdzić co się tu wydarzyło, o jest jakieś
urządzenie podobne do radia, może uda się je uruchomić.
- Może się uda, skoczę po akumulator do samolotu.- powiedział
Robert i wybiegł z hangaru. Po paru minutach był z powrotem, taszcząc ogromny
akumulator. Prawie godzinę męczył się żeby go podłączyć, wreszcie po
przekręceniu gałki usłyszeli trzaski w głośniku, zaczęli przeszukiwać stacje,
wreszcie usłyszeli głos spikera: Dzisiaj zginęło sześciu żołnierzy amerykańskich
w Afganistanie.
- Co? Jak to zginęło? Przecież wojna się skończyła.- zawołał
Will.
- Cicho - zganił go dowódca. – Słyszeliście? W Afganistanie?
Co to ma znaczyć? Gdzie my jesteśmy?
- Nie gdzie tylko, kiedy wylądowaliśmy w naszej bazie?
Zobaczcie tu leży gazeta, a data na jej nagłówku to 12 czerwca 2015 roku. –
Robert trzymał w ręku jakiś papier.
- Pokaż.- Kilka rąk
sięgnęło po trzymany przez niego przedmiot.
Jeden przez drugiego odczytywali datę.
- To musi być jakiś żart. Tylko kto nam go zrobił? –
zastanawiali się .
W tym momencie usłyszeli pod wieżą jakieś glosy. Wyjrzeli
przez okno i zobaczyli grupę dzieciaków z opiekunem, który coś im tłumaczył.
Szybko zbiegli po schodach i stanęli oko w oko ze zdumionymi , dziwnie
ubranymi dzieciakami, tylko opiekun nie
wydawał się zdziwiony. Odwrócił się do dzieci i powiedział:
- Macie niebywałe szczęście, właśnie trafiliśmy na plan
zdjęciowy. Na pewno kręcą tu film z czasów drugiej wojny światowej. Obejrzyjcie
mundury a później pójdziemy obejrzeć samoloty.
Pięciu lotników stało nie mogąc wydusić z siebie ani słowa,
a rozwrzeszczane dzieciaki dotykały ich mundurów, obchodziły dookoła i śmiały
się patrząc na ich stroje. W końcu opiekun, nie pytając ich o zgodę, dał sygnał do oglądania samolotów. Dzieciaki
rzuciły się do pięciu Avenger’ów stojących przed hangarem, zostawiając osłupiałych
pilotów u stóp wieży……
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz