poniedziałek, 27 maja 2013

TAJEMNICZE ZNIKNIĘCIE
5 grudnia 1945 roku.
Pięć amerykańskich samolotów torpedowo bombowych Grumman TBF Avenger  wyrusza z bazy Lauderdale na Florydzie o godzinie 14.05, pod dowództwem porucznika Taylora. Był to lot ćwiczebny, mający trwać około dwóch godzin.  Po godzinie lotu, dowódca klucza, zgłosił się do bazy i poinformował, że zawracają i za godzinę będą lądować.
- Halo, baza. Słyszycie mnie? Prosimy o zgodę na lądowanie.
- Tu baza, macie zgodę na lądowanie.
Kontroler lotów nie zdążył dokończyć,  gdy w słuchawkach  usłyszał przerażony głos porucznika Taylora.
- Halo baza. Dzieje się coś niedobrego, nasze przyrządy zwariowały. Nie możemy określić  swojego położenia.  Wszystkie samoloty straciły możliwość określenia położenia. Halo słyszycie mnie?
- Słyszymy. Taylor, uspokój się i powiedz spokojnie co się dzieje.
- Baza? Słyszycie mnie? Wlatujemy w jakąś cholerną mgłę, może mleczną wodę nie wiem, nic nie widać. Halo baza! Halo Baza! – wrzeszczał do mikrofonu. W jego głosie można było wyczuć  ogromne przerażenie. W słuchawkach rozległ się dziwny trzask i po chwili wszystko umilkło.
—Halo Taylor, słyszysz mnie? Halo Taylor……
Mimo wielokrotnego wywoływania, porucznik Taylor nie zgłosił się już więcej. Natychmiast zorganizowano ekipę ratunkową. Z bazy wyleciał hydroplan  Martin Mariner typu PBM, pilotowany przez porucznika  Coney’a. Wyruszyły też jednostki pływające. Przeszukano wybrzeże o powierzchni ponad pięćdziesiąt kilometrów kwadratowych, bez rezultatu. Po dwudziestu minutach lotu samolot porucznika Coney’a nie odezwał się już więcej. On również zaginął. Poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. W końcu uznano, że był to po prostu wypadek, chociaż nie znaleziono żadnych dowodów w postaci części samolotów. Poszukiwania zakończono po miesiącu.

- Halo baza! Halo baza!....  Na próżno porucznik Taylor  wywoływał bazę, nikt go nie słyszał. Sytuacja stawała się bardzo niebezpieczna. Nie wiedzieli gdzie są i dokąd lecą i nie mieli możliwości tego sprawdzić. Do tego ta potworna mgła, albo nie mgła. Widoczność, zero. Nie wiedział gdzie są  pozostałe Avengery?  Wyczuwał je po ryku silników. Miał nadzieję, że nie dojdzie do przypadkowego zderzenia. Po godzinie lotu, mgła nagle ustąpiła a przyrządy zaczęły normalnie działać. Wskazania  Taylora mówiły, że znajdują się prawie nad lotniskiem macierzystym.
- Halo baza! – porucznik podjął próbę wywołania  kontrolera, ale bezskutecznie.
- Panowie ma ktoś może kontakt z bazą? – zapytał, nie usłyszał jednak potwierdzenia.
- Wobec tego lądujemy bez potwierdzenia. – zdecydował.
- Poruczniku, nie widać lotniska, tam ciągle utrzymuje się spora mgła . – usłyszał  w słuchawkach.
- Widać początek pasa, dalej sobie poradzimy. Lądujemy w kolejności ustalonej przy starcie. Zaczynaj William.
Po kolei zaczęli schodzić do lądowania.  Ostatni dowódca, czyli porucznik Taylor. Gdy wylądował i wyszedł z kabiny, zupełnie stracił orientację. Nie wiedział zupełnie gdzie się znajduje. To nie była jego macierzysta baza, ale gdzie wobec tego wylądowali? Według przyrządów byli w bazie, ale żaden z nich nie rozpoznał miejsca w którym się znaleźli. Skupili się w jednym miejscu i zaczęli obserwować otoczenie. Nigdzie żywej duszy. Tak, teraz byli pewni to nie była ich baza. Tylko gdzie się znaleźli? Co to za miejsce? Były tu pasy startowe, widać bardzo dawno nieużywane, ale jednak pasy. Wylądowali bezpiecznie. Jakieś stare zabudowania, częściowo zburzone.  W pewnej chwili wydało im się, że poznają wieżę lotów w której była dyspozytornia. Nie to chyba niemożliwe. Postanowili wejść do starego opuszczonego hangaru.
Z wielkim trudem otworzyli zardzewiałe drzwi  i oniemieli.  To był ich hangar, poznali go po wielkim malunku na głównej ścianie, który przedstawiał  brytyjskiego Hurricane, jednomiejscowego, jednosilnikowego dolnopłata, który był używany na wielu frontach II wojny światowej. Miał widać w bazie swojego wielkiego fana, bo którejś nocy pojawił się niespodziewanie na ścianie hangaru nie wiadomo skąd. Nigdy , nikt nie dowiedział się kto uwiecznił go na wprost wejścia.  Nie było tez rozkazu do osunięcia jego wizerunku., dlatego został i prawie całą wojnę towarzyszył pilotom i mechanikom w ich pracy.
- Słuchajcie, chyba w czasie naszej nieobecności baza została zniszczona, tylko przez kogo?
- Może ktoś nas zbombardował? – rzucił któryś z pilotów.
- Żartujesz, tu i teraz zbombardował?  Niby  kto? Zapomniałeś, że wojna się już skończyła.  Musiało wydarzyć się coś niezwykłego . Tylko co? – zaoponował ktoś inny.
- Chodźcie do wieży kontroli lotów może tam coś znajdziemy.- zaproponował porucznik.
Tak zrobili. Podchodząc do drzwi, już wiedzieli, że wieża została opuszczona w pośpiechu. Wewnątrz poniewierały się niezliczone ilości dokumentów. Wszędzie leżały porozrzucane kartki pożółkłego papieru. Pożółkłego? – pomyślał porucznik. Dlaczego papier pożółkł tak szybko, a głośno dodał.
- Nic ciekawego tu nie ma, nie można  stwierdzić co się tu wydarzyło, o jest jakieś urządzenie podobne do radia, może uda się je uruchomić.
- Może się uda, skoczę po akumulator do samolotu.- powiedział Robert i wybiegł z hangaru. Po paru minutach był z powrotem, taszcząc ogromny akumulator. Prawie godzinę męczył się żeby go podłączyć, wreszcie po przekręceniu gałki usłyszeli trzaski w głośniku, zaczęli przeszukiwać stacje, wreszcie usłyszeli głos spikera: Dzisiaj zginęło sześciu żołnierzy amerykańskich w Afganistanie.
- Co? Jak to zginęło? Przecież wojna się skończyła.- zawołał Will.
- Cicho - zganił go dowódca. – Słyszeliście? W Afganistanie? Co to ma znaczyć? Gdzie my jesteśmy?
- Nie gdzie tylko, kiedy wylądowaliśmy w naszej bazie? Zobaczcie tu leży gazeta, a data na jej nagłówku to 12 czerwca 2015 roku. – Robert trzymał w ręku jakiś papier.
- Pokaż.-  Kilka rąk sięgnęło po trzymany przez niego przedmiot.
Jeden przez drugiego odczytywali datę.
- To musi być jakiś żart. Tylko kto nam go zrobił? – zastanawiali się .
W tym momencie usłyszeli pod wieżą jakieś glosy. Wyjrzeli przez okno i zobaczyli grupę dzieciaków z opiekunem, który coś im tłumaczył. Szybko zbiegli po schodach i stanęli oko w oko ze zdumionymi , dziwnie ubranymi  dzieciakami, tylko opiekun nie wydawał się zdziwiony. Odwrócił się do dzieci i powiedział:
- Macie niebywałe szczęście, właśnie trafiliśmy na plan zdjęciowy. Na pewno kręcą tu film z czasów drugiej wojny światowej. Obejrzyjcie mundury a później pójdziemy obejrzeć samoloty.

Pięciu lotników stało nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, a rozwrzeszczane dzieciaki dotykały ich mundurów, obchodziły dookoła i śmiały się patrząc na ich stroje. W końcu opiekun, nie pytając ich o zgodę,  dał sygnał do oglądania samolotów. Dzieciaki rzuciły się do pięciu Avenger’ów stojących przed hangarem, zostawiając osłupiałych pilotów u stóp wieży……

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz