piątek, 3 maja 2013

PRZYPADEK

     Jeszcze tylko kupi  te okulary do nurkowania i już będzie gotów do wyjazdu. Wszystko spakowane. Spojrzał na zegarek, dochodziła dwunasta. Ma jeszcze sześć godzin do odjazdu pociągu. Umówili się całą paczką o siedemnastej na Centralnym.  Bardzo się cieszył na ten wyjazd. Chciał się nauczyć nurkować, a podobno w Hiszpanii mieli najlepszych instruktorów. W pewnej chwili wydało mu się, że z przeciwka idzie jego mama. Gdy go zobaczyła, zawróciła i zaczęła uciekać. To niemożliwe, przecież nie żyła od ponad dwóch lat. Tak bardzo mu jej brakowało, że ma już halucynacje. Nie pierwszy raz  mu się to przytrafia. Pobiegł za kobietą, która do złudzenia ją przypominała .  Już miał przekonać się czy to ona, gdy nagle runął jak długi, uderzając kolanem o kant krawężnika. Przeszywający ból sprawił, że na chwilę stracił chyba przytomność,  bo nagle ujrzał uśmiechniętą twarz swojej mamy, wyraźnie była zadowolona , że to mu się przytrafiło. Gdy jej twarz rozpłynęła się w dziwnej różowej mgle, zobaczył pochylającego się nad nim jakiegoś mężczyznę.
- Proszę się nie ruszać, jestem lekarzem. Zaraz będzie karetka.
- Karetka? Nie potrzebuję karetki, przewróciłem się tylko, nic mi nie jest. – powiedział i spróbował wyprostować prawą nogę, ale ból był nie do wytrzymania. – Chyba jednak coś mi się stało, bo nie mogę wyprostować nogi w kolanie.
- Chyba ma pan pogruchotaną rzepkę.
- Jak to pogruchotaną?
- Bardzo niefortunnie pan upadł. O jest już pogotowie. Czy mamy kogoś powiadomić o tym co się panu przytrafiło?
 - Nie, dziękuję. Zadzwonię do ojca. Bardzo panu dziękuję za pomoc.
Tak jak powiedział lekarz, który pomagał mu na ulicy, rzepka była pogruchotana i konieczna była  natychmiastowa operacja.   Z ojcem zobaczył się dopiero po wybudzeniu z narkozy.
- Tato, powiadomiłeś moich znajomych o tym co się stało?
- Tak, właśnie wsiadają do pociągu. Bardzo im było przykro. Masz od nich pozdrowienia.
- Ale pech, tak bardzo chciałem jechać.
- Nie martw się, życie toczy się dalej, pojedziesz za rok. Można powiedzieć, że los spłatał ci bardzo nieprzyjemnego figla. Ale to jeszcze nie koniec świata. Teraz najważniejsze jest to żebyś wyzdrowiał. Lekarze mówią, że to wyjątkowo paskudny uraz, będziesz unieruchomiony przez co najmniej trzy miesiące.
- Ile? Trzy miesiące? Całe wakacje?
- Nic na to nie poradzimy, ale nie martw się, damy sobie radę. Przeżyliśmy gorsze chwile.
W tym momencie obaj pomyśleli o tym samym. Dwa lata temu musieli sobie poradzić z utratą żony i matki. Stało się to tak nagle. Zawsze była zdrowa i pełna energii. Cały dom rozbrzmiewał jej śmiechem. Wnosiła w ich życie radość i spokój. Teraz pozostała pustka, a oni musieli z tym żyć. Nigdy się z tym nie pogodzą. Życie jest bardzo niesprawiedliwe.
            W tym momencie, Dominik przypomniał sobie incydent na ulicy. Kogo widział w tłumie przechodniów? Ta kobieta była bardzo podobna do jego matki, niemalże jak siostra bliźniaczka. Gdy stracił przytomność, też ją widział ale to mógł sobie racjonalnie wytłumaczyć. To było jak sen, który często do niego wracał, tak bardzo za nią tęsknił.
- Dominiku, słyszysz co do ciebie mówię?
- Przepraszam tato, zamyśliłem się.
- Przyniosłem ci trochę rzeczy osobistych, no i oczywiście laptopa. Musisz tu zostać kilka dni, więc chyba ci się przyda.
- Dzięki.
Dopiero w tym momencie tak naprawdę uświadomił sobie co się stało. Jego wymarzone wakacje, do których przygotowywał się cały rok, diabli wzięli. Wszystko przez głupie potknięcie. Jak mógł być taki nieuważny? Chciało mu się wyć z bezsilności. Będzie mógł tylko obejrzeć zdjęcia, które przywiozą jego przyjaciele. Bardzo im zazdrościł.
- Tato idź już do domu, widzę, że jesteś bardzo zmęczony. Dam sobie radę. Pamiętasz? Mam dwadzieścia trzy lata.
- Dobrze już idę. Gdybyś mnie potrzebował, dzwoń.
- Dzięki, chyba zaraz usnę, jestem potwornie zmęczony.
- To do jutra. – powiedział , z progu sali, pomachał mu na pożegnanie i już go nie było.
Dominik został sam, leżał zastanawiając się nad tym co go dzisiaj spotkało. W końcu usnął. Obudził go jakiś dziwny dźwięk, poczuł ogromny niepokój. Leżał na podłodze, było mu bardzo zimno i potwornie wszystko go bolało. Próbował sobie przypomnieć gdzie jest i co u się stało. Było bardzo ciemno a ze wszystkich stron dobiegały go jęki ludzi. Teraz sobie przypomniał, miał jechać do Hiszpanii ale coś, czego nie mógł sobie teraz przypomnieć  spowodowało, że został w Warszawie. Czyżby na pewno został?  Był w wagonie, widział wszystkich swoich przyjaciół. Nie to nie mogło się wydarzyć, wszyscy byli bardzo ciężko ranni, niektórzy nie żyli.
Wydawało mu się, że słyszy głos mamy, która tłumaczyła mu dlaczego nie pojechał. Chyba wiedziała co się wydarzy. Dlatego miał wypadek i uszkodził sobie rzepkę. Dlaczego nie dala mu inaczej znać, mógłby uprzedzić innych, którzy wsiadali do tego pociągu. No tak, ale czy uwierzyłby? Na pewno nie. On nie wsiadł do tego pociągu ale nie z własnej woli.
Obudził się spocony i bardzo zmęczony, za oknem wstawał nowy dzień. Przetarł oczy.
- Uff, ale paskudny sen, makabra. Dobrze, że to tylko sen. – pomyślał.
Spojrzał na zegarek, dopiero piąta. Chyba już nie zaśnie. Sięgnął po laptopa.  Postanowił zobaczyć najświeższe wiadomości. Otworzył Wirtualną Polskę. Już na pierwszej stronie zobaczył ogromny napis: Katastrofa polskiego pociągu we włoskich Alpach. Zesztywniał. Od razu przypomniał sobie swój sen. Nie to nie było możliwe. Dłuższą chwilę zastanawiał się czy czytać dalej. Przez chwilę myślał, że może jeszcze śpi. Uszczypnął się, chyba jednak nie spał. Zaczął czytać. Okazało się, że na ostrym zakręcie dwa ostatnie wagony odczepiły się od składu i runęły w przepaść. Na razie nie było wiadomo dlaczego. Wszyscy pasażerowie zginęli, niektórzy na miejscu niektórzy zmarli w szpitalu lub w drodze do niego. Nie wiedział w którym wagonie jechali jego przyjaciele ale dzisiejszy sen kazał mu myśleć, że w którymś z tych które spadły do przepaści. Od histerii powstrzymywała go myśl, że może jednak jechali w innym wagonie a jeżeli w tym to nie zginęli. Często prasa podawała mylne informacje. Musiał czekać na bardziej szczegółowe informacje. Odszukał stronę tvn24, może tu będzie coś więcej. Na razie tylko informacja o katastrofie. Żadnych szczegółów. Zadzwonił do ojca, całe szczęście już nie spał.
- Tato, czy mógłbyś włączyć jakiś program informacyjny i dowiedzieć się czegoś  na temat katastrofy pociągu w Alpach?
- Oczywiście, że mogę, ale ty masz przecież wykupiony pakiet tvn 24 na żywo. Włącz go, pamiętasz hasło?
- Tak dziękuję. Zupełnie o tym zapomniałem bo dawno nie używałem. To na razie. – rozłączył się i szybko otworzył wiadomości. Tak to ten pociąg. Nie miał wątpliwości. Nic jednak jeszcze nie było wiadomo na temat ofiar. Dziennikarze bardzo ostrożnie o tym informowali. Wiadomo jednak, że w pociągu było 156 Polaków i 184 cudzoziemców. Na pewno były ofiary śmiertelne ale nie wiadomo ile i jakich narodowości. Trzeba czekać.
Po obchodzie przyszedł ojciec. Wyraźnie był zadowolony, że Dominik nie pojechał wczorajszym pociągiem. Cały dzień czekali na jakieś informacje o ofiarach. Rodzice jego przyjaciół dzwonili do polskiej ambasady we Włoszech ale tam też nie znano jeszcze nazwisk ofiar. To czekanie było najgorsze.
W końcu przyszła ta straszna wiadomość. Wszyscy pasażerowie dwóch ostatnich wagonów nie przeżyli katastrofy. Na stronie ambasady polskiej we Włoszech podano listę ofiar. Łącznie zginęło 78 osób w tym 39 Polaków. Wśród których byli wszyscy przyjaciele Dominika. Nie mógł uwierzyć, że nikt nie ocalał. On też powinien być na tej liście. Przypadek sprawił, że nie było go w tym pociągu. Teraz przypomniał sobie całą sytuację, szedł ulicą i zobaczył swoja zmarłą mamę. W czasie pogoni za nią przewrócił się i uszkodził rzepkę. Czyżby…..? Nie to niemożliwe, nie wierzył w takie rzeczy. A jednak żył, ten wypadek uratował mu życie. Może kiedyś porozmawia o tym z ojcem. Może……

















2 komentarze:

  1. Świetne opowiadanie, bardzo mi się podobało! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To, co napisałam wyżej dotyczy opowiadania Przypadek. Będę czytać nastepne.

    OdpowiedzUsuń