- Może
jeszcze śpię – pomyślał - Najlepiej położę się do łóżka, trochę się zdrzemnę i
dopiero wtedy zbadam sytuację.
Ale nie
zdążył zrobić nawet jednego kroku, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł
otworzyć. Bardzo się zdziwił gdy zobaczył Maksa, który już od drzwi wołał:
- Co Ty
sobie żarty robisz? Przez Ciebie nie zdążę do pracy. Wiesz przecież, że mam
dziś bardzo ważne spotkanie z inwestorem. Jak się wkurzy to stracimy kontrakt.
- O co Ci
chodzi?
- Jak to o
co? Nie mogę odjechać, jak ruszę to ta kryształowa kula zacznie się toczyć i
zgniecie mój samochód. Skąd ją wziąłeś? Gdzie Twój samochód?
- Nie wiem,
przed chwilą wyjrzałem przez okno i sam dopiero teraz zobaczyłem to o czym
mówisz, ale to jest chyba śniegowa kula.
- Nie, z całą pewnością nie jest śniegowa a
kryształowa. Przed chwilą wyglądałem przez okno. Co to ma znaczyć?
- Nie mam
pojęcia. Dopiero się obudziłem i właśnie zastanawiałem się gdzie podział się
mój samochód i skąd wzięła się ta kula, no i w tym momencie zapukałeś do drzwi.
Chodź popatrzymy razem może coś
przyjdzie nam do głowy.
Powoli
podeszli do okna. Samochodu Feliksa nie było, a na jego miejscu leżała być
może, że nie śniegowa a kryształowa kula, ogromna, imponująca. Pobłyskiwała
złowrogo w świetle wschodzącego styczniowego bardzo mroźnego poranka.
- Co robimy?
Może zawiadomimy policję? – zapytał Maks
- A może
najpierw sami ją obejrzymy? Pięć minut nas nie zbawi. Idziemy?
- No to
chodźmy.
Feliks ubrał
się pospiesznie i zbiegli na dół po schodach. Na dole natknęli się na Aleksa.
Był bardzo wzburzony.
-
Widzieliście tę niklową kulę która stoi na miejscu samochodu Feliksa?
- Niklową? –
zawołali niemalże chórem Maks i Feliks.
- A nie
niklową? Jestem pewien, że jest niklowa i do tego bardzo mocno wypolerowana.
- No nie!
Każdy z nas widzi inną. Ja śniegową, Maks kryształową a Ty niklową.
Chodźmy obejrzeć ją z bliska, przekonamy
się kto ma rację – powiedział Feliks.
Wyszli przed
budynek, nigdzie jednak nie było tajemniczej kuli. W miejscu w którym znajdowała
się poprzednio stał jak gdyby nigdy nic srebrny mercedes Feliksa pod grubą
warstwą śniegu. Widać było tylko koła i kawałki błotników, ale bez wątpienia
był to właśnie ten samochód.
- Czy
widzicie to co ja? – zapytał Maks.
- Nie ma jej
– potwierdzili zgodnie Feliks i Aleks.
- Co się
stało? Przecież widzieliśmy ją wszyscy trzej. Chodźcie bliżej może znajdziemy
jakieś ślady – mówiąc to Aleks ruszył w kierunku samochodu Feliksa.
Podeszli i
bardzo uważnie zaczęli przyglądać się śnieżnej pokrywie wokoło. Nic, żadnych
śladów.
- Zaraz,
zaraz, tu gdzieś muszą być ślady łap psa pani Jagody, widziałem go przez okno
zanim wyszedłem na klatkę schodową. Nawet obsikał tę kulę, stał tu, o właśnie w
tym miejscu – powiedział Aleks, pokazując miejsce w którym miał stać pies.
- Tak, ja
też go widziałem w pobliżu kuli – potwierdził Maks.
- No to
szukajmy.
Sporo czasu
poświęcili na poszukiwanie chociaż najmniejszych dowodów, ale bez skutku. W
końcu zrezygnowani wrócili do mieszkania Feliksa. Chcieli się naradzić co robić
dalej, czy powiadomić kogoś o tym dziwnym wydarzeniu?
W końcu, po
wielkiej awanturze, postanowili zapomnieć o wszystkim co widzieli, bo bali się ośmieszenia. Przecież
wczoraj były urodziny Feliksa, które uczcili sporą ilością alkoholu. Doszli do
wniosku, że przywidzenie miało związek z tematem, który poruszali poprzedniego
dnia. Kłócili się nawet bardzo ostro, o to, czy gdzieś w przestrzeni kosmicznej
istnieje cywilizacja stojąca na wyższym stopniu rozwoju niż nasza ziemska. Na
koniec obejrzeli kilka filmików o UFO. Przekonani, że było to przywidzenie,
rozeszli się.
Feliks umył się, ogolił, wyszedł przed dom i zaczął
odśnieżać samochód. Odjechał dopiero po dwudziestu minutach. Nawet nie
zauważył, że zza rogu przygląda mu się mały śmieszny człowieczek dziwnie i
niechlujnie ubrany. Gdy Feliks odjechał, człowieczek ów wyszedł i szybkim
krokiem podszedł do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą stał samochód. Przez
chwilę rozglądał się z wielką uwagą, schylił się, podniósł coś, dokładnie
obejrzał, schował do kieszeni i zniknął w otchłani sypiącego wciąż śniegu.
Minęły trzy
miesiące. Maks, Feliks i Aleks nie rozmawiali o tym co zdarzyło się wcześniej,
zresztą nie bardzo mieli czas, bo przyszła wiosna i ich wspólna Firma zajmująca
się projektowaniem dla budownictwa miała pełne ręce roboty. I pewnie długo
jeszcze nie wróciliby do tego tematu,
gdyby nie następna okazja do zakrapianego alkoholem spotkania. Tym razem
okazją było uczczenie nagrody, którą Firma otrzymała od Magazynu Budownictwa.
Planowali nawet wyjście do restauracji, ale w końcu postanowili zorganizować
sobie wieczór w domu, tym razem u Maksa. Zamówili jedzenie, kupili dobre wino,
włączyli ulubioną muzykę i rozpoczęli męski wieczór, który zakończył się około
czwartej w nocy. Już mieli rozejść się do swoich domów, gdy Maks stojący przy
oknie zaniemówił, pokazywał tylko palcem coś za oknem. Momentalnie Feliks i
Aleks byli przy nim i patrzyli we wskazanym kierunku. Oni również zaniemówili.
Na miejscu, tym razem samochodu Maksa, stała taka sama kula, którą widzieli
zimą. Teraz wszyscy byli zgodni, kula wykonana jest z jakiegoś błyszczącego
metalu. Bez porozumiewania wszyscy rzucili się do drzwi. Po niewielkiej chwili
byli na dole. I znowu powtórzyło się dokładnie to samo co zimą, kula zniknęła.
Obejrzeli samochód Maksa, ale nie znaleźli nic podejrzanego. Wrócili do
mieszkania i wspólnie zaczęli zastanawiać się co to ma znaczyć. Nie byli
przecież pijani, wypili tylko trochę wina. Jak wytłumaczyć to zjawisko?
Przecież wszyscy widzieli kulę, była bardzo rzeczywista. Nie mogli przecież
wszyscy trzej ulec jakiemuś omamowi. Czy powinni o tym komuś powiedzieć? Ale
komu i właściwie co? W końcu postanowili, że jednak zachowają to tylko dla
siebie. Ale tym razem nie byli pewni, czy było to tylko przywidzenie. Postanowili,
że jeżeli jeszcze raz przytrafi im się coś podobnego, jeden z nich zostanie i
cały czas będzie obserwował kulę, a
pozostali pobiegną na dół. W ten sposób będą mieli ją cały czas pod kontrolą.
Tylko czy będą mieli jeszcze kiedyś okazję, żeby wprowadzić ten pomysł w życie?
Następnego dnia pod samochodem Maksa znaleźli dziwny klucz. Długo go oglądali,
w końcu Maks schował go do szuflady ze skarpetami.
Tymczasem
życie toczyło się dalej zwykłym torem. Firma prosperowała znakomicie i przynosiła
duże zyski. Jeszcze nigdy nie mieli tylu zamówień.
Pewnego dnia
zjawił się u nich pewien człowiek i złożył bardzo nietypowe zamówienie.
Mianowicie chciał, żeby zaprojektowali i zbudowali mu dom o nietypowym
kształcie.
- Dom,
którego projekt chcę zamówić musi być w kształcie kuli – powiedział.
- Kuli? –
zapytali wszyscy trzej jednocześnie.
- Tak, kuli.
Jeżeli nie chcecie, albo nie potraficie wykonać takiego projektu, to pójdę do
innej firmy.
- Ależ nie,
chętnie podejmiemy się tego zadania. Bardzo lubimy trudne wyzwania. Czy ma pan
jakieś konkretne życzenia co do rozkładu wnętrza?
- Nie, zdaję
się całkowicie na panów fachowość. Kiedy mogę spodziewać się pierwszych
propozycji ?
- Myślimy,
że za dwa tygodnie sporządzimy wstępny szkic projektu – powiedział Maks, który
zajmował się właśnie pierwszymi czynnościami przy projektach.
- A
kosztorys? – zapytał klient
- Kosztorys
dopiero po zakończeniu projektu.
- Prosiłbym
chociaż o wstępną ocenę kosztów.
- Myślę, że
to da się zrobić – powiedział Feliks.
- Za dwa
tygodnie, a zatem jesteśmy wstępnie umówieni na…. Zaraz dzisiaj jest 12 marzec,
czyli zjawiam się u panów 26, tak?
- Dobrze,
umawiamy się na 26 marca. Może być ta sama godzina?
-
Oczywiście, czyli widzimy się 26 marca o
godzinie 11.00. Odpowiada panom?
- Tak.
Podpiszmy jeszcze wstępną umowę, żebyśmy wiedzieli dla kogo pracujemy, no i
będzie potrzebny nam jakiś kontakt.
-
Oczywiście. Nazywam się Deks Wiraks. Umowę możemy podpisać, ale kontaktował
będę się z panami sam, bo jestem raczej nieuchwytny.
Trochę ich to
zdziwiło, no ale….
Po omówieniu
jeszcze kilku szczegółów z klientem, podpisali wstępną umowę i zabrali się za projekt. Gdy był już prawie gotowy, przyszło
im do głowy, że to zlecenie może mieć coś wspólnego z dziwną kulą, którą być
może widzieli już dwa razy. Ale w żaden sposób nie mogli powiązać ze sobą tych
dwóch zdarzeń. Bo może dziwnej, znikającej kuli wcale nie było…. A może tak
bardzo chcieli zaprojektować coś nietypowego i ekstrawaganckiego, że wymyślili
ją sobie? Ale trochę dziwne, że wszyscy jednocześnie. No ale nie jest to
całkiem niemożliwe.
Wreszcie
przyszedł dzień zaprezentowania projektu zleceniodawcy. Dla lepszej orientacji
zrobili nawet makietę domu, jeżeli można taką dziwną budowlę nazwać domem. No,
ale nasz klient nasz pan, chciał to ma. Jesteśmy bardzo elastyczni -
stwierdzili.
Z wielkim
niepokojem czekali na dzień 26 marca.
Tego dnia wszyscy
byli w Firmie grubo przed wyznaczonym terminem. W wielkim podnieceniu czekali
na godzinę 11.00.
Wreszcie
zegar zaczął wybijać: jeden, dwa, trzy……. Przy piątym uderzeniu, usłyszeli
dzwonek. Za chwilę w drzwiach gabinetu
Aleksa, zjawiła się pani Jadzia, sekretarka, i oznajmiła:
- Pan Deks
Wiraks .
- Ależ
punktualność – wyrwało się Feliksowi, który nigdy nie mógł nigdzie zdążyć.
- Witam
panów! – wołał już od progu - Jak tam nasze przedsięwzięcie?
- Możemy
panu zaprezentować najpierw model, a później przejdziemy do papierów –
zaproponował Maks.
- Wspaniale,
gdzie ten model?
- Proszę –
mówiąc to Aleks odkrył pokaźnych rozmiarów makietę.
-
Imponująca! Imponująca! Chyba o to mi chodziło. Zobaczmy wnętrze.
- Wnętrze
składa się z trzech poziomów. Dolny – techniczny, środkowy – mieszkalny i górny
przeznaczony do pracy – objaśniał Maks.
- Idealnie odczytaliście
panowie intencje, właśnie potrzebne są trzy różne poziomy. Może nie zupełnie
przeznaczenie się zgadza, ale podoba mi się. Jeżeli pozwolicie, pokażę te
szkice i makietę mojemu szefowi i po wstępnym zatwierdzeniu zlecimy Waszej
Firmie wykonanie właściwego projektu.
- Właściwie
to nie wydajemy wstępnych projektów klientom, tym bardziej, że nie mamy z panem
żadnego kontaktu, nie wiemy kim pan jest, ani gdzie pracuje. Chyba pan to
rozumie?
-
Oczywiście, zaraz zadzwonię do mojego banku i przeleję na konto Firmy połowę
należności za cały projekt. Czy odpowiada to panom?
-
Oczywiście, że odpowiada.
- W takim
razie, poproszę mojego kierowcę aby przyszedł po makietę domu. Najpierw jednak
przeleję należność, proszę o numer konta.
Po paru
minutach przelew był na koncie Firmy. Deks Wiraks wyszedł i po paru minutach wrócił
z dziwnym człowieczkiem w trochę niedbałym stroju. Wzięli makietę cudacznego
domu i zniknęli, zostawiając trzech przyjaciół w osłupieniu.
Dłuższą
chwilę panowała grobowa cisza, żaden nie mógł wydusić z siebie słowa.
Pierwszy
przerwał milczenie Maks.
- Swoją
drogą bardzo dziwny jegomość. Dlaczego nie chce dać żadnych namiarów na siebie.
Wolał zapłacić niż podać adres lub telefon.
- Masz
rację, coś tu śmierdzi. Kim jest ten facet i o co tak naprawdę mu chodzi?
Myślę, że ta kula nie będzie wcale domem mieszkalnym, pamiętacie powiedział, że
przeznaczenie poszczególnych poziomów będzie zupełnie inne. No i dlaczego jest
taki tajemniczy? – poparł go Feliks.
-
Słuchajcie, a może poprosimy Emila, żeby czegoś poszukał, pracuje przecież w
policji – poddał pomysł Aleks.
- Nie, to
bez sensu. Policja nie zajmuje się takimi sprawami, to śmieszne. Zresztą nie ma
się czego bać, zapłacił solidnie, to co nas obchodzi gdzie mieszka czy pracuje?
– przekonywał Feliks.
- Może masz
rację, ale mnie się to nie podoba. A może ma to być jakiś obiekt dla wojska? Obyśmy
tylko nie wdepnęli w coś brzydkiego – Maks miał jak zwykle masę wątpliwości.
- Nie kracz
i tak nic teraz nie możemy zrobić. Ale chyba nie dla wojska. Oni mają swoich
projektantów, no i byłoby to całkowicie tajne. Teraz możemy tylko czekać na
rozwój wypadków – Aleks jak zwykle był logiczny.
- Chyba w
tej sytuacji tylko to nam pozostaje – zgodził się Maks.
- Zobaczymy
czy przy podpisywaniu zasadniczej umowy pokaże nam dowód osobisty?- drążył
dalej Feliks.
- Możecie
przestać już o tym mówić? – zdenerwował się Aleks.
Postanowili,
że nie będą się nad tym zastanawiać, poczekają spokojnie na rozwój wypadków.
Okazało się,
że nie musieli długo czekać. Trzeciego dnia w drzwiach ich Firmy pojawił się znowu
Deks. Był bardzo podekscytowany.
- Zamawiam
projekt, ale musimy uzgodnić jeszcze wiele spraw. Musicie poznać technologię w
której będzie budowany, a zapewniam Was nie jest to łatwa technologia. No co
tak stoicie jak zamurowani? Bierzmy się do pracy, mam mało czasu.
- Zaraz,
zaraz nie tak szybko. Musimy dowiedzieć się czegoś o zleceniodawcy. Na razie nie
wiemy dla kogo pracujemy – Feliks był zdecydowany wydobyć z Deksa interesujące
go informacje.
- Zapewniam
Was, że nie jest to konieczne. Wystarczy, że macie kontakt ze mną.
- O Tobie
też nic nie wiemy.
- I niech
tak zostanie. Im mniej wiecie tym lepiej i bezpieczniej dla Was.
- A nie
mówiłem, że pakujemy się w jakieś bagno? Nie wiem jak Wy ale ja się na to nie
piszę – mówiąc to Maks zaczął zbierać się do wyjścia.
-
Poczekajcie. Jakie bagno? To jest po prostu super tajny projekt rządowy i nie
mogę nic więcej Wam powiedzieć. Wybraliśmy Was, bo wasza firma lubi wyzwania i
projektujecie bardzo nietypowe budowle, jesteście profesjonalistami. Dlaczego
wykonanie tego projektu ma Wam w jakikolwiek sposób zagrozić? Zastanówcie się!
To bzdura.
- Nie
słuchajcie go, to jakiś podstęp – Maks był nieustępliwy.
- Maks,
opamiętaj się. Jaki podstęp? Ja nie widzę tu żadnych zagrożeń. Chyba możemy
podjąć się tego zadania, może być ciekawie – Aleks miał wielką ochotę żeby
zaprojektować ten tajemniczy dom.
- Tak, Maks
też myślę, że robisz z igły widły – poparł Aleksa Feliks.
- Jak sobie
chcecie, ale ja umywam od tego ręce. Na pewno nie przyłożę do tego ręki, na
mnie nie liczcie.
- Nie , albo
wszyscy podejmiecie się tego zadania, albo umowa nieważna. Zajrzyjcie do
wstępnej umowy, wyraźnie zobowiązujecie się, że wykonacie zadanie razem,
wszyscy trzej – włączył się do rozmowy Deks.
Maks wyjął z
szafy umowę coś tam wyczytał, bo złapał
się za głowę.
- O rety,
rzeczywiście, wyraźnie jest napisane: Aleks Bracki, Maks Wracki i Feliks Krocki
podejmują się wspólnie wykonać projekt. Gdyby któryś z nich nie mógł lub
odstąpił od umowy, Firma zapłaci karę w wysokości sumy na którą opiewa umowa.
Ogromna suma. Jak zerwiemy umowę nasza Firma zbankrutuje, przestanie istnieć.
My to podpisaliśmy? Nie pamiętam żeby w umowie którą podpisywaliśmy była taka
klauzula.
- My też nie
pamiętamy. Pokaż- Feliks wyciągnął rękę i wziął od Maksa kopię umowy.
- Deks, co
to ma znaczyć? – zapytali niemal jednocześnie.
- Jak to co?
Tak byliście zaaferowani nietypowym zadaniem, że nie przeczytaliście dokładnie
umowy. Mój egzemplarz zawiera ten sam tekst. No to co? Jak będzie? Płacicie czy
pracujecie?
- Chyba nie
mamy wyboru – stwierdził Maks.
- Chyba nie!
Dziwię się Wam, tacy doświadczeni biznesmeni a nie czytają umów. Popatrzcie
punkt 3 tej umowy zobowiązuje Was do pracy zespołowej. No to przystępujemy do
omówienia szczegółów – Deks był wyraźnie z siebie zadowolony.
Usiedli przy
stole konferencyjnym i właściwie wysłuchiwali uwag Deksa. Nie mieli ochoty na
żadne rozmowy. Okazało się, że dom ma mieć szkielet z szyn metalowych, ściany
zewnętrzne mają być pokryte metalem, praktycznie bez okien. To znaczy okna mają
być, ale zamknięte metalowymi okiennicami. Z zewnątrz dom ma wyglądać jak
ogromna metalowa kula, stojąca na trójnogu, z wypuszczanymi z wnętrza schodami.
- No to
wszystko jasne. Daję Wam miesiąc. 29 kwietnia będę tu o godzinie 11.00. do
zobaczenia, żegnam panów.
I już go nie
było. Długą chwilę siedzieli w milczeniu, żaden nie miał odwagi odezwać się
pierwszy. W końcu Aleks przerwał
milczenie:
- Słuchajcie
ja naprawdę nie pamiętam taj klauzuli która każe nam wszystkim uczestniczyć w
projekcie.
- My też nie
– odpowiedzieli.
- Mówię Wam
coś jest nie tak, ale co? Daje nam miesiąc. Jak śmie wyznaczać nam terminy?.
Czy my się wyrobimy w tak krótkim czasie? Nawet nie zapytał nas o zdanie. Cham,
po prostu nieokrzesany cham. Idę do Emila, mamy imię i nazwisko, może był
notowany?
- Idziemy z
Tobą, może zadzwoń i umów się – Aleks jak zwykle myśli o wszystkim.
Umówili się
na wieczór u Maksa.
Emil spóźnił
się trochę, bo miał jakąś ważną odprawę. Posiedzieli, pogadali, ale okazało
się, że Emil niewiele będzie mógł im pomóc.
- Jedyne co
mogą zrobić to sprawdzić czy był notowany, ale jeżeli nie był to niczego się
nie dowiemy. Przykro mi – powiedział – ale mogę Wam doradzić, żebyście
poszukali w Biurze Ewidencji Ludności.
Tak też
zrobili, ale jak można się było spodziewać niczego nie wskórali. Emil zresztą
też. Dalej nic nie wiedzieli kim jest Deks Wiraks . W Biurze Ewidencji Ludności
nie figurował nikt o tym imieniu i nazwisku. Jedyna pocieszająca informacja to,
to, że nie był nigdy karany. No przynajmniej Emil nic takiego nie znalazł.
Chcąc nie
chcąc zabrali się do pracy. W sumie cieszyło ich projektowanie tego obiektu, bo
było to ciekawe wyzwanie, chociaż często skakali sobie do oczu i bywały dni
kiedy się do siebie nie odzywali, to w końcu efekt końcowy był bardzo
zadowalający. Kula miała promień 10 metrów. Z wierzchu nikt nie domyśliłby się,
że jest to obiekt mieszkalny, bo drzwi i okna były ukryte. Otwierały się na
pilota i dopiero wtedy kula stawała się podobna do budynku mieszkalnego.
- Swoją
drogą mógłbym mieszkać w takim domu – powiedział z dumą Aleks – ciekawe jak
będzie wyglądał po zbudowaniu, może kiedyś go zobaczymy, a może kiedyś
zbudujemy podobny dla siebie?
- Może i tak
a może i nie. Nie wiem czy chciałbym w nim mieszkać, chociaż mogłoby być
interesująco, ale nie wiem czy wygodnie – Maks jakoś nie mógł się przekonać do
tego projektu – obyśmy przez niego nie płakali, czuję, że sprowadzi na nas
jakieś nieszczęście.
- Co Ty
pleciesz, Maks, na miłość Boską? Jak projekt może sprowadzić na nas nieszczęście.
Nawet nie robiliśmy konstrukcji, żadnej odpowiedzialności. Uspokój się – widać
było, że Feliks ma już trochę dosyć wisielczego humoru kolegi – zresztą jutro
Deks przyjdzie, zapłaci resztę umówionej sumy, zabierze projekt i będziemy
mogli zapomnieć o całej sprawie.
- Mówię Wam,
to nie skończy się jutro, wspomnicie jeszcze moje słowa.
- Przestań
krakać. Mam tego dosyć. Idziemy do domu, chodź z nami Maks, rozpijemy jakąś
flaszeczkę i od razu zrobi się weselej – mówiąc to Feliks wziął Maksa pod pachę
i wyprowadził go na ulicę.
Jak
powiedział, tak zrobili. Spędzili całkiem miły wieczór, na koniec obejrzeli
jakiś gangsterski film. Wydawało się, że Maks rozluźnił się nieco. Około
północy rozeszli się do swoich mieszkań, nazajutrz było umówione spotkanie z
Deksem, mieli nadzieję, że ostatnie.
Rano,
ogoleni i elegancko ubrani zjawili się w biurze i z niepokojem czekali na
swojego zleceniodawcę.
Oczywiście,
punktualnie o wyznaczonej godzinie zjawił się Deks, jak zwykle uśmiechnięty i
zadowolony z życia.
- Witam,
witam – wołał od progu – jak tam nasze cudo? Gotowe?
- Gotowe –
odpowiedział Maks bez cienia uśmiechu.
- Mogę
zobaczyć?
- Proszę –
powiedział Aleks podając mu grubą teczkę.
Bez słowa
Deks zabrał się za przeglądanie dokumentu. Czasem kiwał głową, to znów
marszczył brwi a niekiedy uśmiechał się. Trwało to około pięciu godzin.
Wreszcie wstał, wziął telefon i wydał dyspozycję przelania reszty należności za
wykonaną usługę.
- Myślę, że
możemy się pożegnać –powiedział.
- Z
przyjemnością zakończę z Tobą znajomość – to nie było uprzejme ze strony Maksa.
- Nie
jesteście ciekawi jak będzie wyglądało wasze dzieło? Nie chcielibyście
pospacerować po jego wnętrzach?
- Ależ
chcielibyśmy – zawołali chórem Aleks i Feliks.
- A ja nie –
powiedział Maks.
- No cóż, to
chyba jednak nie zobaczycie, bo w tej sprawie wszystko musicie robić razem. A
skoro Maks nie ma ochoty zobaczyć efektu swojej pracy to i Wy też go nie
zobaczycie. Chyba, że go przekonacie.
- Raczej im
się to nie uda – Maks był nieugięty.
- W takim
razie żegnam panów. Jednak po zakończeniu inwestycji skontaktuję się z Wami –
powiedziawszy te słowa niemalże zniknął zabierając ze sobą projekt.
- Mam
nadzieję, że już nigdy o nim nie usłyszymy – Maks dalej był niezadowolony.
- No, ja
wcale się z tego nie cieszę. Chętnie zobaczyłbym efekt końcowy, nie mogę sobie
wyobrazić tej błyszczącej wypolerowanej powierzchni. To musi być niepowtarzalny
widok, szkoda, że tego nie zobaczę. A może Maks zmieni zdanie? – powiedział
smętnie Feliks.
- Raczej nie
liczyłbym na to, nie chcę mieć z tym już nic więcej do czynienia, nigdy! –
wrzeszczał Maks.
- Wiesz jesteś cholernym egoistą. Ja też chciałbym to
zobaczyć, może jednak zmienisz zdanie i umożliwisz nam spełnienie tego
marzenia. Nic Cię to przecież nie będzie kosztowało – Aleks też miał wielką
ochotę zobaczyć ich wspólne dzieło.
- Nie wiesz na pewno ile mnie to będzie
kosztowało, więc nie mów. Przepraszam Was, ale nie chcę o tym już nigdy więcej
gadać. Wychodzę – jak powiedział, tak zrobił.
Aleks i
Feliks zostali sami. Popatrzyli się na siebie, a ich gromki śmiech zwabił panią
Jadzię.
- Czy coś
się stało? – zapytała.
- Nie, pani
Jadziu. Przepraszamy jeżeli nasze zachowanie panią zaniepokoiło. Nasz kolega
Maks zachowuje się trochę irracjonalnie i to nas tak bardzo rozśmieszyło –
wyjaśnił Aleks.
- No, nie
powiedziałabym, żeby jego to śmieszyło. Minę miał taką jakby zobaczył ducha,
albo jakiegoś upiora. Nawet nie miałam odwagi zapytać co się stało.
- I dobrze
Pani zrobiła nie pytając, bo mógłby być nieuprzejmy – pochwalił ją Feliks.
- O, widzę,
że sprawa jest poważna skoro pan Maks, taki łagodny, kulturalny człowiek mógłby
się brzydko zachować. Czy ja będą jeszcze dzisiaj potrzebna? – zapytała.
- Nie Pani
Jadziu, może pani iść już do domu. Jutro też może Pani wziąć wolne, bo my nie
pracujemy, odpoczywamy – Feliks był wyjątkowo wspaniałomyślny.
- O,
dziękuję, bardzo przyda mi się ten wolny dzień – widać, że była zachwycona
perspektywą spędzenia trzech wolnych dni
z rodziną, tym bardziej, że tydzień wcześniej urodziła się jej wnuczka.
- No to do
zobaczenia w poniedziałek – pożegnał ją Feliks.
Nigdy nie
mogli się nadziwić jak szybko potrafiła znikać. Dosłownie sekunda i już jej nie
było. Chyba była przygotowana do wyjścia.
- No, chyba
na nas też pora i tak nic tu już dzisiaj po nas – podsumował Aleks.
Zanim wyszli
upłynęła godzina a może więcej, bo nie umieli tak jak pani Jadzia zamieniać się
w błyskawicę, zresztą nie starali się nawet.
Przedłużony
weekend Aleks i Feliks spędzili razem, pływali żaglówką po Zalewie Zegrzyńskim.
Maks przepadł gdzieś bez śladu. Zaniepokoili się trochę gdy nie zastali go w
domu w niedzielę wieczorem.
Niepokój
sięgną zenitu gdy nie pojawił się w poniedziałek rano w pracy.
Wreszcie
około pierwszej zjawił się jak gdyby nigdy nic i bez słowa wyjaśnienia zapytał,
który projekt z tych odłożonych realizują najpierw.
Przez dwie
godziny pracowali bez słowa, aż w końcu Aleks nie wytrzymał:
- Maks do
diabła, nie masz nam nic do powiedzenia?
- W jakiej
sprawie?
- Jak to w
jakiej? Nie dawałeś znaku życia przez trzy dni i uważasz, że wszystko jest w
porządku?
- A co to jestem
Twoim niewolnikiem, żebym miał się spowiadać co robię i gdzie idę?
- Teraz to
chyba przesadziłeś. Zawsze informowaliśmy się gdzie jesteśmy i co robimy –
Feliks nie wytrzymał i wtrącił się do rozmowy.
- No to od
dziś będzie inaczej.
- Co Cię
ugryzło? Martwiliśmy się o Ciebie – Aleks naprawdę bardzo się o niego martwił.
- Zupełnie
niepotrzebnie. Ale dziękuję Wam za troskę. I tu kończymy rozmowę na ten temat.
Jasne?
- Jak sobie
chcesz – powiedzieli jednocześnie.
Aleks i
Feliks nie wracali więcej do tego tematu, bo wiedzieli, że nie ma to
najmniejszego sensu, ale było im przykro. Znali się od wielu lat i długo ze
sobą pracowali. Nigdy nie było między nimi takich napiętych stosunków. Może
czas wyleczy rany? Tylko jakie rany? Nie czuli się winni. Co stało się z
Maksem? Dlaczego ich idealne układy z których byli dumni i których wszyscy
znajomi im zazdrościli nagle tak bardzo się zepsuły. No może nie zepsuły ale na
pewno bardzo ochłodziły. Nie mogli tego zrozumieć. Wierzyli jednak, że w końcu
Maks przejrzy na oczy i wszystko wróci do normy.
Tymczasem
dni mijały, jeden za drugim. Ciężko pracowali i nawet nie zauważali, że między
nimi i Maksem nie wszystko gra. Przyjaciel nie spędzał już z nimi tak dużo
wolnego czasu jak przed poznaniem Deksa. Dlatego zdziwili się, kiedy pewnego
deszczowego listopadowego wieczora wpadł jak burza do Feliksa, gdzie z Aleksem
grali w szachy. Był tak zdenerwowany, że nie od razu dowiedzieli się o co
chodzi. Bełkocząc coś niewyraźnie podbiegł do okna i pokazując palcem
wykrzyknął : KULA!!!!
Obaj rzucili
się do okna. Nie!!! To niemożliwe. Na parkingu przed domem tam gdzie powinny
być samochody stała na trzech nogach ogromna metalowa kula. Tak to ICH KULA!
Skąd się tutaj wzięła?
- Maks
zostań przy oknie a my z Feliksem pobiegniemy na dół –zaproponował Aleks.
- Ok, i tak
nie miałem zamiaru tam iść.
- Feliks
idziemy, a ty Maks obserwuj cały czas. Nie spuszczaj jej z oka.
- Mogę to
dla Was zrobić, no idźcie już.
Nie trzeba
było ich dłużej zachęcać. Zanim Maks przeniósł wzrok na parking, ich już nie
było, ale była za to tajemnicza kula. Swoją drogę wygląda bardzo pięknie –
pomyślał.
Z ogromnym
zdziwieniem usłyszał, że Feliks i Aleks tak szybko wracają.
- No i co?
Jest? – zapytali.
- Jest i
cały czas była tu gdzie teraz. O zobaczcie jak błyszczy w świetle Księżyca.
Podbiegli do
okna.
- Jest, jest
– wołali jeden przez drugiego – a na dole jej nie ma.
- Jak to nie
ma? – zaniepokoił się Maks – cały czas tu była, widziałem ją, nie spuszczałem
jej z oczu.
- Jesteś
pewien? – dopytywał się Aleks.
- Jestem
pewien. Widziałem ją tak samo jak widzę Was teraz.
- To ja już
nic z tego nie rozumiem – Feliks był trochę zrezygnowany.
- A może
pójdziemy wszyscy na dół i poszukamy jakichś znaków? – zaproponował Maks.
- Przecież
mówiłeś, że nie masz zamiaru tego oglądać – przypomniał Aleks.
- Tak, ale
zmieniłem zdanie.
- No to chodźmy – Aleks nie mógł się doczekać.
- Zaraz,
pójdę do domu po ten klucz, który znaleźliśmy pod moim samochodem. Pamiętacie?
– przypomniał sobie Maks.
- Tak, no to
idź, bo może zniknąć – ponaglał Feliks.
Po paru
minutach Maks był z powrotem z kluczem w ręku. Szybko zbiegli po schodach i
wyszli na parking. O dziwo kula nie zniknęła. Stała wyniosła, radośnie
pobłyskiwała zachęcając ich do podejścia bliżej. Prawie bezwiednie zaczęli
zbliżać się do niej. W pewnej chwili otworzyło się coś na kształt drzwi
samolotu i wysunęły się schodki. Aleks i Feliks zatrzymali się a Maks poszedł
dalej.
- Maks,
stój. Nie idź dalej – wołali jeden przez drugiego.
Ale Maks
zachowywał się tak jakby był ubezwłasnowolniony. Nie reagował na żadne słowa.
- Co robimy?
– zapytał Feliks.
- Idziemy za
nim, nie zostawimy go samego – Aleks gotów był dotrzymać towarzystwa koledze.
Pobiegli za
nim i dogonili w chwili gdy wstępował na dziwne schodki, inne trochę niż w ich
projekcie.
Na ich
szczycie znaleźli zamknięte drzwi. Maks bez słowa wyjął z kieszeni klucz,
włożył go w zamek przekręcił i prawie natychmiast znaleźli się we wnętrzu kuli.
Drzwi natychmiast zamknęły się, a oni stali w czymś co bardzo przypominało
przedpokój z ogromną liczbą drzwi. W tym momencie Maks odzyskał wcześniej
zablokowaną świadomość i wpadł w histerię.
-Gdzie my
jesteśmy, po co mnie tu ściągnęliście? – wrzeszczał.
- My Ciebie?
To Ty otworzyłeś drzwi. Właściwie to nie wiemy dlaczego wziąłeś ten klucz. Skąd
wiedziałeś, że będzie potrzebny? Dlaczego pasuje do tego zamka? Powiedz coś
Feliks – Aleks też wyraźnie stracił pewność siebie.
- Poczekajmy
na rozwój wydarzeń. Przecież ktoś nas tutaj zaprosił. A swoją drogą , to trochę
dziwne. Dlaczego klucz znaleziony pod samochodem Maksa dawno temu pasuje do
tych drzwi. Może da się to jakoś logicznie wytłumaczyć. Cierpliwości panowie –
Feliks był najbardziej opanowany.
No i nie
pomylił się. W pewnym momencie jedne z drzwi odsunęły się bezszelestnie i
ujrzeli w nich Deksa.
- Witam,
witam. Jednak spotykamy się w pełnym składzie. Cieszy mnie to ogromnie.
- Co to ma
znaczyć? Chcę stąd natychmiast wyjść. Jestem tu wbrew swojej woli –krzyczał
Maks.
- O ile
dobrze widziałem sam otworzyłeś drzwi i wszedłeś. Zresztą nie ma takiej
możliwości, już dawno opuściliśmy Wasz Układ Słoneczny –wyjaśnił osłupiałym
przyjaciołom.
- Co? Czy ja
dobrze słyszę? Opuściliśmy Układ Słoneczny? Co to za bzdury? – mówiąc to Maks
rzucił się do drzwi. To znaczy, do miejsca gdzie były, ale po drzwiach nie było
ani śladu. W tym miejscu była gładka metalowa wypolerowana ściana, do której
podbiegł i zaczął walić pięściami, a na koniec głową.
- To nic nie
da, nie możesz stąd wyjść – Deks był wyraźnie zadowolony.
- Aleks, Feliks
powiedzcie coś. Zgadzacie się na to?
- Możecie
się nie zgadzać i tak nic Wam to nie da. Zresztą za chwilę będziecie mogli
wyjść na zewnątrz. Jeszcze 15 minut.
- Ufff –
odetchnęli niemal jednocześnie.
W pewnym
momencie drzwi znowu się pojawiły, a Deks zniknął.
- Maks,
otwórz. Gdzie masz klucz? –wołali jeden przez drugiego.
- Już
otwieram.
Jeszcze
chwila i będą wolni. Drzwi otworzyły się i jakaś nieznana siła wypchnęła ich na
zewnątrz. Leżeli na mokrym przyjemnie pachnącym piasku, ale nie był to piasek
na parkingu ich osiedla. Wstali i zaczęli się rozglądać. Kula stała nieopodal.
Na szczycie schodków stał Deks.
- Od dzisiaj
ta planeta jest Waszym nowym domem, nazywa się Wiraks. Już nigdy nie zobaczycie
Ziemi.
- Jak to nie
zobaczycie Ziemi? O co tu chodzi? Co Ty bredzisz? – najprzytomniejszy był jak
zwykle Feliks.
- Wzięliście
udział w ściśle tajnym projekcie, do którego zostaliście bardzo precyzyjnie
dobrani. Wasza Firma powstała tylko po to, aby go zrealizować. Zresztą takie
było założenie, że przestaje ona funkcjonować po zrealizowaniu projektu. Wasze
życie było sterowane przez jednostki nadrzędne. Po wykonaniu zadania mieliście
zostać unicestwieni, ale postanowiliśmy darować Wam życie przenosząc Was tutaj.
Od Was teraz zależy jak je sobie ułożycie. A teraz żegnam Was. Już nigdy mnie
nie zobaczycie, ani o mnie nie usłyszycie.
Kula
zamknęła się i zniknęła. Tak właśnie zniknęła. Nie odleciała, ale tak jakby
rozpłynęła się w powietrzu nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
Długą chwilę
stali na piasku nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Aleks i Feliks mieli łzy
w oczach. Ciszę przerwał Maks:
- Nie
chcieliście mnie słuchać. Od początku czułem, że coś było nie tak. Co z nami
będzie? Ale byłem głupi, że dałem się w to wrobić. Co tak stoicie jak słupy
soli? Wciągnęliście mnie w to piekło, a teraz płaczecie jak baby. Nie wiem jak
Wy, ale ja jestem bardzo zmęczony. Może znajdziemy jakieś zaciszne miejsce i
trochę odpoczniemy. Później zastanowimy się nad swoim położeniem. Nie wygląda
to dobrze.
Dziwne, bo
teraz tylko Maks myślał logicznie.
- Chodźcie,
pójdziemy tam – pokazał jakieś skały obrośnięte żółtymi liśćmi i ruszył przed
siebie.
Feliks i
Aleks zrezygnowani powlekli się za nim bez entuzjazmu. Teraz dopiero zauważyli,
że w powietrzu jest bardzo dużo wilgoci. Oddychali z wielkim trudem. Pokonanie
niewielkiej odległości zajęło im więcej czasu niż się tego spodziewali.
- Nie wydaje
się Wam, że jesteśmy dużo ciężsi? Chyba
rzeczywiście nie jesteśmy na Ziemi. Co to do diabła ma znaczyć? Jak mogło się
to wydarzyć. Tylko w bajkach możliwe są podróże w kosmosie, a ja nie wierzę w
bajki. Ktoś najwyraźniej kpi sobie z nas . Może jesteśmy na jakiejś pustyni,
ale chyba na naszych pustyniach nie ma takiej wilgotności. Trzeba się trochę
rozejrzeć. No co tak milczycie? – Maks
zaczynał się denerwować – chyba nie wierzycie temu oszołomowi, że wywieźli nas
na inną planetę? Wy ludzie światli, wykształceni i to wykształceni w kierunkach
ścisłych. To stek bzdur. Doskonale wiecie, że w naszych czasach nie jest to
jeszcze możliwe. Jeszcze żaden ziemski pojazd nie opuścił Układu Słonecznego!
Feliks, Aleks powiedzcie coś! Do diabła, opamiętajcie się!
- Maks,
chyba jednak nie masz racji. Popatrz tam – mówiąc to Aleks odwrócił się w
kierunku skał do których szli. W tej chwili nad horyzontem pojawiły się
czerwone chmury i stado dziwnych ogromnych ptaków, które bez wątpienia nie żyły
na Ziemi.
- Co to? -
zawołali jednocześnie Maks i Feliks.
- Aleks,
wiesz co to takiego?
- A niby
skąd mam wiedzieć? Wiem tyle co Wy.
- No tak,
ale Ty jesteś z zamiłowania ornitologiem, powinieneś wiedzieć co to za ptaki –
Feliks nie dawał za wygraną.
- Mówię Wam,
że nie mam pojęcia co to za ptaki. Ten gatunek z całą pewnością nie występuje
na naszej planecie.
- Chyba nie
powiesz, że wierzysz w to, że nie jesteśmy na Ziemi? – Maks nie był przekonany,
chociaż w duchu przyznał, że nie słyszał nawet o takich cudacznych ogromnych
ptakach.
- Nie wiem
co powiedzieć. To jest niewyobrażalnie niewiarygodne. Czy jest możliwe, że
wszyscy trzej mamy halucynacje? Tak jest to możliwe biorąc pod uwagę, miejsce w
którym się znajdujemy. Na pustyni często występuje zjawisko fatamorgany, wiecie
przecież o tym doskonale.
- Ale
fatamorgana pokazuje obrazy rzeczy istniejących na Ziemi tylko w innym miejscu,
a jak twierdzisz takich ptaków nie ma u nas. – skwitował Feliks.
- No to nie
mam pojęcia jak wytłumaczyć to zjawisko.
- Uważajcie!
Uciekajcie!
- Maks!
Dlaczego się tak wydzierasz? OOOO!!!!! Co to?!!
- Stado
jakichś potworów pędzi na nas. Uważajcie, uciekajcie w lewo, w lewo!
Niewiele się
zastanawiając, Feliks i Aleks rzucili się do ucieczki śladem Maksa. Dobiegli do
pomarańczowej skały i ukryli się w małej pieczarze. Dopiero po chwili Feliks
mógł się odezwać.
- Co o tym
myślicie? Nie macie żadnych wątpliwości? Bo ja mam całą masę. Powiem Wam, że
dopiero teraz zaczynam się bać i to cholernie się bać. Jeszcze chwila i zacznę
wyć!!!
- Feliks nie
histeryzuj, bo to i tak niczego nie zmieni, a jest niebezpieczeństwo, że nam z
Aleksem udzieli się Twój nastrój, a przecież chociaż jeden z nas musi zachować
zdolność logicznego myślenia.
- Jak możesz
zachować jeszcze zimną krew. Dla mnie jest oczywiste, że Deks mówił prawdę, nie
jesteśmy na Ziemi!! To pewne. Nie przekonacie mnie, że jest inaczej! – nie
ustępował Feliks.
- Nie wiem
jak Wy, ale ja jestem bardzo zmęczony. Myślę, że możemy się trochę przespać
zanim coś postanowimy. Chyba jesteśmy tu bezpieczni. – mówiąc to Maks zaczął
układać się na kamienistej podłodze jaskini.
- Maks, jak
możesz? Ja na pewno nie zmrużę oka!
- Jak
chcesz. A Ty Aleks, kładziesz się?
- Tak, chyba
zasnę, ale strasznie chce mi się pić. Może sen przyniesie mi ulgę.
- A śpijcie,
jeżeli możecie. Ja na pewno nie zmrużę oka.
Ale zanim
Maks i Aleks zasnęli z kącika w którym siedział Feliks rozległo się głośne
chrapanie.
Obudziło ich
głośne trąbienie. Z trudem przecierali oczy, takie mieli załzawione. Leżeli na
kanapie u Feliksa a przed nimi stało pełno brudnych naczyń, sporo pustych
butelek i pełno petów.
- Ale
daliśmy czadu – zauważył Maks.
- Czadu?
Dałbym sobie rękę uciąć, że przydarzyło nam się coś paskudnego, ale na
szczęście chyba miałem jakiś okropny sen – Aleks był wyraźnie przestraszony –
koszmar, mówię Wam.
- A jaki
miałeś sen? – dopytywał niepewnie Feliks.
- No
właśnie, powiedz – Maks też był żywo zainteresowany treścią tego snu.
- W moim
śnie był dziwny facet Deks, który zamówił u nas projekt domu w kształcie kuli….
- Możesz nie
mówić dalej. Ja też miałem chyba ten sam sen – powiedział Feliks.
- I ja.
Brr.. - wzdrygnął się Maks – całe
szczęście, że to tylko sen. Musicie przyznać, że wyjątkowo niesympatyczny.
Powiedziałbym makabryczny. Jak o tym myślę to ciarki chodzą mi po plecach.
Dlaczego mieliśmy identyczne sny? Nie dziwi Was to? A skąd tu tyle piasku?
Przynieśliśmy go chyba z parkingu. Chociaż….
- Nieważne,
grunt, że to tylko debilny sen – Feliks był wyraźnie zadowolony – pomożecie mi
posprzątać?
- Jasne, ja
myję gary. Przynoście wszystko do kuchni – zgłosił się na ochotnika Aleks.
Posprzątali,
pogadali obejrzeli kilka filmów na wideo i poszli spać. Każdy do siebie. Zasypiając
wszyscy myśleli o dziwnym śnie, który przeżyli, właściwie razem, ale osobno.
Jeszcze przez długie dni i miesiące każdy z nich roztrząsał jego treść. Nigdy
jednak nie wracali do tego tematu wspólnie. Wszystko toczyło się normalnym
trybem. Robili mnóstwo najdziwaczniejszych projektów, dostawali za nie
nagrody…..
Pewnego dnia
pojawił się u nich nowy klient. Już na pierwszy rzut oka wydał im się znajomy,
no ale chyba jednak go nie znali, no bo i skąd.
- Panowie
mam nietypowe zadanie. Polecono mi panów Firmę, bo podobno specjalizujecie się
w nietypowych budowlach.
- Zgadza
się. Projektujemy różne cudaczne budowle. Chętnie zapoznamy się z pana
wymaganiami. Czy chodzi o projekt budynku mieszkalnego? – robił wywiad Maks.
- Tak, budynek
mieszkalny w kształcie kuli.
- Kuli? A
kto panu polecił naszą firmę? – zapytał podejrzliwie Feliks.
- Pan Deks
Wiraks. Podobno robiliście podobny projekt dla niego.
Na dźwięk
tego nazwiska wszyscy poderwali się na równe nogi i wybiegli w wielkiej panice
z gabinetu, zostawiając swojego gościa w wielkim osłupieniu.
Przeczytałam Qulę. Ależ Ty, Grażynko, masz wyobrażnię! Tylko pogratulować!
OdpowiedzUsuń