sobota, 4 maja 2013

QLA

Chyba trzeba wreszcie wstać – pomyślał. Już dawno powinien być w pracy, ale pogoda nie zachęcała do tego aby w ogóle wychodzić z domu. Za oknem szalała zamieć. I tak nie wiadomo czy uda mu się uruchomić samochód, stał przecież całą noc na ulicy. Podszedł do okna i z  przerażeniem stwierdził, że jego samochód zniknął, a w jego miejscu leżała ogromna śnieżna kula. Miała chyba ze trzy metry średnicy. Czy to możliwe żeby tak idealnie przykryła jego starego mercedesa? Przyjrzał się uważniej, kula opierała się o podłoże tylko jednym punktem a drugim o samochód Maksa, który stał przed nim, to znaczy przed samochodem, który wczoraj zaparkował jak zwykle na swoim miejscu czyli między Aleksem a Maksem. Przetarł oczy - jednak nie ma halucynacji, samochodu nie ma a jest za to ogromna śnieżna kula.
- Może jeszcze śpię – pomyślał - Najlepiej położę się do łóżka, trochę się zdrzemnę i dopiero wtedy zbadam sytuację.
Ale nie zdążył zrobić nawet jednego kroku, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć. Bardzo się zdziwił gdy zobaczył Maksa, który już od drzwi wołał:
- Co Ty sobie żarty robisz? Przez Ciebie nie zdążę do pracy. Wiesz przecież, że mam dziś bardzo ważne spotkanie z inwestorem. Jak się wkurzy to stracimy kontrakt.
- O co Ci chodzi?
- Jak to o co? Nie mogę odjechać, jak ruszę to ta kryształowa kula zacznie się toczyć i zgniecie mój samochód. Skąd ją wziąłeś? Gdzie Twój samochód?
- Nie wiem, przed chwilą wyjrzałem przez okno i sam dopiero teraz zobaczyłem to o czym mówisz, ale to jest chyba śniegowa kula.
- Nie,  z całą pewnością nie jest śniegowa a kryształowa. Przed chwilą wyglądałem przez okno. Co to ma znaczyć?
- Nie mam pojęcia. Dopiero się obudziłem i właśnie zastanawiałem się gdzie podział się mój samochód i skąd wzięła się ta kula, no i w tym momencie zapukałeś do drzwi. Chodź  popatrzymy razem może coś przyjdzie nam do głowy.
Powoli podeszli do okna. Samochodu Feliksa nie było, a na jego miejscu leżała być może, że nie śniegowa a kryształowa kula, ogromna, imponująca. Pobłyskiwała złowrogo w świetle wschodzącego styczniowego bardzo mroźnego poranka.
- Co robimy? Może zawiadomimy policję? – zapytał Maks
- A może najpierw sami ją obejrzymy? Pięć minut nas nie zbawi. Idziemy?
- No to chodźmy.
Feliks ubrał się pospiesznie i zbiegli na dół po schodach. Na dole natknęli się na Aleksa. Był bardzo wzburzony.
- Widzieliście tę niklową kulę która stoi na miejscu samochodu Feliksa?
- Niklową? – zawołali niemalże chórem Maks i Feliks.
- A nie niklową? Jestem pewien, że jest niklowa i do tego bardzo mocno wypolerowana.
- No nie! Każdy z nas widzi inną. Ja śniegową, Maks kryształową a Ty niklową. Chodźmy  obejrzeć ją z bliska, przekonamy się kto ma rację – powiedział Feliks.
Wyszli przed budynek, nigdzie jednak nie było tajemniczej kuli. W miejscu w którym znajdowała się poprzednio stał jak gdyby nigdy nic srebrny mercedes Feliksa pod grubą warstwą śniegu. Widać było tylko koła i kawałki błotników, ale bez wątpienia był to właśnie ten samochód.
- Czy widzicie to co ja? – zapytał Maks.
- Nie ma jej – potwierdzili zgodnie Feliks i Aleks.
- Co się stało? Przecież widzieliśmy ją wszyscy trzej. Chodźcie bliżej może znajdziemy jakieś ślady – mówiąc to Aleks ruszył w kierunku samochodu Feliksa.
Podeszli i bardzo uważnie zaczęli przyglądać się śnieżnej pokrywie wokoło. Nic, żadnych śladów.
- Zaraz, zaraz, tu gdzieś muszą być ślady łap psa pani Jagody, widziałem go przez okno zanim wyszedłem na klatkę schodową. Nawet obsikał tę kulę, stał tu, o właśnie w tym miejscu – powiedział Aleks, pokazując miejsce w którym miał stać pies.
- Tak, ja też go widziałem w pobliżu kuli – potwierdził Maks.
- No to szukajmy.
Sporo czasu poświęcili na poszukiwanie chociaż najmniejszych dowodów, ale bez skutku. W końcu zrezygnowani wrócili do mieszkania Feliksa. Chcieli się naradzić co robić dalej, czy powiadomić kogoś o tym dziwnym wydarzeniu?
W końcu, po wielkiej awanturze, postanowili zapomnieć o wszystkim  co widzieli, bo bali się ośmieszenia. Przecież wczoraj były urodziny Feliksa, które uczcili sporą ilością alkoholu. Doszli do wniosku, że przywidzenie miało związek z tematem, który poruszali poprzedniego dnia. Kłócili się nawet bardzo ostro, o to, czy gdzieś w przestrzeni kosmicznej istnieje cywilizacja stojąca na wyższym stopniu rozwoju niż nasza ziemska. Na koniec obejrzeli kilka filmików o UFO. Przekonani, że było to przywidzenie, rozeszli się.
Feliks  umył się, ogolił, wyszedł przed dom i zaczął odśnieżać samochód. Odjechał dopiero po dwudziestu minutach. Nawet nie zauważył, że zza rogu przygląda mu się mały śmieszny człowieczek dziwnie i niechlujnie ubrany. Gdy Feliks odjechał, człowieczek ów wyszedł i szybkim krokiem podszedł do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą stał samochód. Przez chwilę rozglądał się z wielką uwagą, schylił się, podniósł coś, dokładnie obejrzał, schował do kieszeni i zniknął w otchłani sypiącego wciąż śniegu.
Minęły trzy miesiące. Maks, Feliks i Aleks nie rozmawiali o tym co zdarzyło się wcześniej, zresztą nie bardzo mieli czas, bo przyszła wiosna i ich wspólna Firma zajmująca się projektowaniem dla budownictwa miała pełne ręce roboty. I pewnie długo jeszcze nie wróciliby do tego tematu,  gdyby nie następna okazja do zakrapianego alkoholem spotkania. Tym razem okazją było uczczenie nagrody, którą Firma otrzymała od Magazynu Budownictwa. Planowali nawet wyjście do restauracji, ale w końcu postanowili zorganizować sobie wieczór w domu, tym razem u Maksa. Zamówili jedzenie, kupili dobre wino, włączyli ulubioną muzykę i rozpoczęli męski wieczór, który zakończył się około czwartej w nocy. Już mieli rozejść się do swoich domów, gdy Maks stojący przy oknie zaniemówił, pokazywał tylko palcem coś za oknem. Momentalnie Feliks i Aleks byli przy nim i patrzyli we wskazanym kierunku. Oni również zaniemówili. Na miejscu, tym razem samochodu Maksa, stała taka sama kula, którą widzieli zimą. Teraz wszyscy byli zgodni, kula wykonana jest z jakiegoś błyszczącego metalu. Bez porozumiewania wszyscy rzucili się do drzwi. Po niewielkiej chwili byli na dole. I znowu powtórzyło się dokładnie to samo co zimą, kula zniknęła. Obejrzeli samochód Maksa, ale nie znaleźli nic podejrzanego. Wrócili do mieszkania i wspólnie zaczęli zastanawiać się co to ma znaczyć. Nie byli przecież pijani, wypili tylko trochę wina. Jak wytłumaczyć to zjawisko? Przecież wszyscy widzieli kulę, była bardzo rzeczywista. Nie mogli przecież wszyscy trzej ulec jakiemuś omamowi. Czy powinni o tym komuś powiedzieć? Ale komu i właściwie co? W końcu postanowili, że jednak zachowają to tylko dla siebie. Ale tym razem nie byli pewni, czy było to tylko przywidzenie. Postanowili, że jeżeli jeszcze raz przytrafi im się coś podobnego, jeden z nich zostanie i cały  czas będzie obserwował kulę, a pozostali pobiegną na dół. W ten sposób będą mieli ją cały czas pod kontrolą. Tylko czy będą mieli jeszcze kiedyś okazję, żeby wprowadzić ten pomysł w życie? Następnego dnia pod samochodem Maksa znaleźli dziwny klucz. Długo go oglądali, w końcu Maks schował go do szuflady ze skarpetami.
Tymczasem życie toczyło się dalej zwykłym torem. Firma prosperowała znakomicie i przynosiła duże zyski. Jeszcze nigdy nie mieli tylu zamówień.
Pewnego dnia zjawił się u nich pewien człowiek i złożył bardzo nietypowe zamówienie. Mianowicie chciał, żeby zaprojektowali i zbudowali mu dom o nietypowym kształcie.
- Dom, którego projekt chcę zamówić musi być w kształcie kuli – powiedział.
- Kuli? – zapytali wszyscy trzej jednocześnie.
- Tak, kuli. Jeżeli nie chcecie, albo nie potraficie wykonać takiego projektu, to pójdę do innej firmy.
- Ależ nie, chętnie podejmiemy się tego zadania. Bardzo lubimy trudne wyzwania. Czy ma pan jakieś konkretne życzenia co do rozkładu wnętrza?
- Nie, zdaję się całkowicie na panów fachowość. Kiedy mogę spodziewać się pierwszych propozycji ?
- Myślimy, że za dwa tygodnie sporządzimy wstępny szkic projektu – powiedział Maks, który zajmował się właśnie pierwszymi czynnościami przy projektach.
- A kosztorys? – zapytał klient
- Kosztorys dopiero po zakończeniu projektu.
- Prosiłbym chociaż o wstępną ocenę kosztów.
- Myślę, że to da się zrobić – powiedział Feliks.
- Za dwa tygodnie, a zatem jesteśmy wstępnie umówieni na…. Zaraz dzisiaj jest 12 marzec, czyli zjawiam się u panów 26, tak?
- Dobrze, umawiamy się na 26 marca. Może być ta sama godzina?
- Oczywiście, czyli widzimy się  26 marca o godzinie 11.00. Odpowiada panom?
- Tak. Podpiszmy jeszcze wstępną umowę, żebyśmy wiedzieli dla kogo pracujemy, no i będzie potrzebny nam jakiś kontakt.
- Oczywiście. Nazywam się Deks Wiraks. Umowę możemy podpisać, ale kontaktował będę się z panami sam, bo jestem raczej nieuchwytny.
Trochę ich to zdziwiło, no ale….
Po omówieniu jeszcze kilku szczegółów z klientem, podpisali wstępną umowę i zabrali się za  projekt. Gdy był już prawie gotowy, przyszło im do głowy, że to zlecenie może mieć coś wspólnego z dziwną kulą, którą być może widzieli już dwa razy. Ale w żaden sposób nie mogli powiązać ze sobą tych dwóch zdarzeń. Bo może dziwnej, znikającej kuli wcale nie było…. A może tak bardzo chcieli zaprojektować coś nietypowego i ekstrawaganckiego, że wymyślili ją sobie? Ale trochę dziwne, że wszyscy jednocześnie. No ale nie jest to całkiem niemożliwe.
Wreszcie przyszedł dzień zaprezentowania projektu zleceniodawcy. Dla lepszej orientacji zrobili nawet makietę domu, jeżeli można taką dziwną budowlę nazwać domem. No, ale nasz klient nasz pan, chciał to ma. Jesteśmy bardzo elastyczni - stwierdzili.
Z wielkim niepokojem czekali na dzień 26 marca.
Tego dnia wszyscy byli w Firmie grubo przed wyznaczonym terminem. W wielkim podnieceniu czekali na godzinę 11.00.
Wreszcie zegar zaczął wybijać: jeden, dwa, trzy……. Przy piątym uderzeniu, usłyszeli dzwonek.  Za chwilę w drzwiach gabinetu Aleksa, zjawiła się pani Jadzia, sekretarka, i oznajmiła:
- Pan Deks Wiraks .
- Ależ punktualność – wyrwało się Feliksowi, który nigdy nie mógł nigdzie zdążyć.
- Witam panów! – wołał już od progu - Jak tam nasze przedsięwzięcie?
- Możemy panu zaprezentować najpierw model, a później przejdziemy do papierów – zaproponował Maks.
- Wspaniale, gdzie ten model?
- Proszę – mówiąc to Aleks odkrył pokaźnych rozmiarów makietę.
- Imponująca! Imponująca! Chyba o to mi chodziło. Zobaczmy wnętrze.
- Wnętrze składa się z trzech poziomów. Dolny – techniczny, środkowy – mieszkalny i górny przeznaczony do pracy – objaśniał Maks.
- Idealnie odczytaliście panowie intencje, właśnie potrzebne są trzy różne poziomy. Może nie zupełnie przeznaczenie się zgadza, ale podoba mi się. Jeżeli pozwolicie, pokażę te szkice i makietę mojemu szefowi i po wstępnym zatwierdzeniu zlecimy Waszej Firmie wykonanie właściwego projektu.
- Właściwie to nie wydajemy wstępnych projektów klientom, tym bardziej, że nie mamy z panem żadnego kontaktu, nie wiemy kim pan jest, ani gdzie pracuje. Chyba pan to rozumie?
- Oczywiście, zaraz zadzwonię do mojego banku i przeleję na konto Firmy połowę należności za cały projekt. Czy odpowiada to panom?
- Oczywiście, że odpowiada.
- W takim razie, poproszę mojego kierowcę aby przyszedł po makietę domu. Najpierw jednak przeleję należność, proszę o numer konta.
Po paru minutach przelew był na koncie Firmy. Deks Wiraks wyszedł i po paru minutach wrócił z dziwnym człowieczkiem w trochę niedbałym stroju. Wzięli makietę cudacznego domu i zniknęli, zostawiając trzech przyjaciół w osłupieniu.
Dłuższą chwilę panowała grobowa cisza, żaden nie mógł wydusić z siebie słowa.
Pierwszy przerwał milczenie Maks.
- Swoją drogą bardzo dziwny jegomość. Dlaczego nie chce dać żadnych namiarów na siebie. Wolał zapłacić niż podać adres lub telefon.
- Masz rację, coś tu śmierdzi. Kim jest ten facet i o co tak naprawdę mu chodzi? Myślę, że ta kula nie będzie wcale domem mieszkalnym, pamiętacie powiedział, że przeznaczenie poszczególnych poziomów będzie zupełnie inne. No i dlaczego jest taki tajemniczy? – poparł go Feliks.
- Słuchajcie, a może poprosimy Emila, żeby czegoś poszukał, pracuje przecież w policji – poddał pomysł Aleks.
- Nie, to bez sensu. Policja nie zajmuje się takimi sprawami, to śmieszne. Zresztą nie ma się czego bać, zapłacił solidnie, to co nas obchodzi gdzie mieszka czy pracuje? – przekonywał Feliks.
- Może masz rację, ale mnie się to nie podoba. A może ma to być jakiś obiekt dla wojska? Obyśmy tylko nie wdepnęli w coś brzydkiego – Maks miał jak zwykle masę wątpliwości.
- Nie kracz i tak nic teraz nie możemy zrobić. Ale chyba nie dla wojska. Oni mają swoich projektantów, no i byłoby to całkowicie tajne. Teraz możemy tylko czekać na rozwój wypadków – Aleks jak zwykle był logiczny.
- Chyba w tej sytuacji tylko to nam pozostaje – zgodził się Maks.
- Zobaczymy czy przy podpisywaniu zasadniczej umowy pokaże nam dowód osobisty?- drążył dalej Feliks.
- Możecie przestać już o tym mówić? – zdenerwował się Aleks.
Postanowili, że nie będą się nad tym zastanawiać, poczekają spokojnie na rozwój wypadków.
Okazało się, że nie musieli długo czekać. Trzeciego dnia w drzwiach ich Firmy pojawił się znowu Deks. Był bardzo podekscytowany.
- Zamawiam projekt, ale musimy uzgodnić jeszcze wiele spraw. Musicie poznać technologię w której będzie budowany, a zapewniam Was nie jest to łatwa technologia. No co tak stoicie jak zamurowani? Bierzmy się do pracy, mam mało czasu.
- Zaraz, zaraz nie tak szybko. Musimy dowiedzieć się czegoś o zleceniodawcy. Na razie nie wiemy dla kogo pracujemy – Feliks był zdecydowany wydobyć z Deksa interesujące go informacje.
- Zapewniam Was, że nie jest to konieczne. Wystarczy, że macie kontakt ze mną.
- O Tobie też nic nie wiemy.
- I niech tak zostanie. Im mniej wiecie tym lepiej i bezpieczniej dla Was.
- A nie mówiłem, że pakujemy się w jakieś bagno? Nie wiem jak Wy ale ja się na to nie piszę – mówiąc to Maks zaczął zbierać się do wyjścia.
- Poczekajcie. Jakie bagno? To jest po prostu super tajny projekt rządowy i nie mogę nic więcej Wam powiedzieć. Wybraliśmy Was, bo wasza firma lubi wyzwania i projektujecie bardzo nietypowe budowle, jesteście profesjonalistami. Dlaczego wykonanie tego projektu ma Wam w jakikolwiek sposób zagrozić? Zastanówcie się! To bzdura.
- Nie słuchajcie go, to jakiś podstęp – Maks był nieustępliwy.
- Maks, opamiętaj się. Jaki podstęp? Ja nie widzę tu żadnych zagrożeń. Chyba możemy podjąć się tego zadania, może być ciekawie – Aleks miał wielką ochotę żeby zaprojektować ten tajemniczy dom.
- Tak, Maks też myślę, że robisz z igły widły – poparł Aleksa Feliks.
- Jak sobie chcecie, ale ja umywam od tego ręce. Na pewno nie przyłożę do tego ręki, na mnie nie liczcie.
- Nie , albo wszyscy podejmiecie się tego zadania, albo umowa nieważna. Zajrzyjcie do wstępnej umowy, wyraźnie zobowiązujecie się, że wykonacie zadanie razem, wszyscy trzej – włączył się do rozmowy Deks.
Maks wyjął z szafy umowę  coś tam wyczytał, bo złapał się za głowę.
- O rety, rzeczywiście, wyraźnie jest napisane: Aleks Bracki, Maks Wracki i Feliks Krocki podejmują się wspólnie wykonać projekt. Gdyby któryś z nich nie mógł lub odstąpił od umowy, Firma zapłaci karę w wysokości sumy na którą opiewa umowa. Ogromna suma. Jak zerwiemy umowę nasza Firma zbankrutuje, przestanie istnieć. My to podpisaliśmy? Nie pamiętam żeby w umowie którą podpisywaliśmy była taka klauzula.
- My też nie pamiętamy. Pokaż- Feliks wyciągnął rękę i wziął od Maksa kopię umowy.
- Deks, co to ma znaczyć? – zapytali niemal jednocześnie.
- Jak to co? Tak byliście zaaferowani nietypowym zadaniem, że nie przeczytaliście dokładnie umowy. Mój egzemplarz zawiera ten sam tekst. No to co? Jak będzie? Płacicie czy pracujecie?
- Chyba nie mamy wyboru – stwierdził Maks.
- Chyba nie! Dziwię się Wam, tacy doświadczeni biznesmeni a nie czytają umów. Popatrzcie punkt 3 tej umowy zobowiązuje Was do pracy zespołowej. No to przystępujemy do omówienia szczegółów – Deks był wyraźnie z siebie zadowolony.
Usiedli przy stole konferencyjnym i właściwie wysłuchiwali uwag Deksa. Nie mieli ochoty na żadne rozmowy. Okazało się, że dom ma mieć szkielet z szyn metalowych, ściany zewnętrzne mają być pokryte metalem, praktycznie bez okien. To znaczy okna mają być, ale zamknięte metalowymi okiennicami. Z zewnątrz dom ma wyglądać jak ogromna metalowa kula, stojąca na trójnogu, z wypuszczanymi z wnętrza schodami.
- No to wszystko jasne. Daję Wam miesiąc. 29 kwietnia będę tu o godzinie 11.00. do zobaczenia, żegnam panów.
I już go nie było. Długą chwilę siedzieli w milczeniu, żaden nie miał odwagi odezwać się pierwszy.  W końcu Aleks przerwał milczenie:
- Słuchajcie ja naprawdę nie pamiętam taj klauzuli która każe nam wszystkim uczestniczyć w projekcie.
- My też nie – odpowiedzieli.
- Mówię Wam coś jest nie tak, ale co? Daje nam miesiąc. Jak śmie wyznaczać nam terminy?. Czy my się wyrobimy w tak krótkim czasie? Nawet nie zapytał nas o zdanie. Cham, po prostu nieokrzesany cham. Idę do Emila, mamy imię i nazwisko, może był notowany?
- Idziemy z Tobą, może zadzwoń i umów się – Aleks jak zwykle myśli o wszystkim.
Umówili się na wieczór u Maksa.
Emil spóźnił się trochę, bo miał jakąś ważną odprawę. Posiedzieli, pogadali, ale okazało się, że Emil niewiele będzie mógł im pomóc.
- Jedyne co mogą zrobić to sprawdzić czy był notowany, ale jeżeli nie był to niczego się nie dowiemy. Przykro mi – powiedział – ale mogę Wam doradzić, żebyście poszukali w Biurze Ewidencji Ludności.
Tak też zrobili, ale jak można się było spodziewać niczego nie wskórali. Emil zresztą też. Dalej nic nie wiedzieli kim jest Deks Wiraks . W Biurze Ewidencji Ludności nie figurował nikt o tym imieniu i nazwisku. Jedyna pocieszająca informacja to, to, że nie był nigdy karany. No przynajmniej Emil nic takiego nie znalazł.
Chcąc nie chcąc zabrali się do pracy. W sumie cieszyło ich projektowanie tego obiektu, bo było to ciekawe wyzwanie, chociaż często skakali sobie do oczu i bywały dni kiedy się do siebie nie odzywali, to w końcu efekt końcowy był bardzo zadowalający. Kula miała promień 10 metrów. Z wierzchu nikt nie domyśliłby się, że jest to obiekt mieszkalny, bo drzwi i okna były ukryte. Otwierały się na pilota i dopiero wtedy kula stawała się podobna do budynku mieszkalnego.
- Swoją drogą mógłbym mieszkać w takim domu – powiedział z dumą Aleks – ciekawe jak będzie wyglądał po zbudowaniu, może kiedyś go zobaczymy, a może kiedyś zbudujemy podobny dla siebie?
- Może i tak a może i nie. Nie wiem czy chciałbym w nim mieszkać, chociaż mogłoby być interesująco, ale nie wiem czy wygodnie – Maks jakoś nie mógł się przekonać do tego projektu – obyśmy przez niego nie płakali, czuję, że sprowadzi na nas jakieś nieszczęście.
- Co Ty pleciesz, Maks, na miłość Boską? Jak projekt może sprowadzić na nas nieszczęście. Nawet nie robiliśmy konstrukcji, żadnej odpowiedzialności. Uspokój się – widać było, że Feliks ma już trochę dosyć wisielczego humoru kolegi – zresztą jutro Deks przyjdzie, zapłaci resztę umówionej sumy, zabierze projekt i będziemy mogli zapomnieć o całej sprawie.
- Mówię Wam, to nie skończy się jutro, wspomnicie jeszcze moje słowa.
- Przestań krakać. Mam tego dosyć. Idziemy do domu, chodź z nami Maks, rozpijemy jakąś flaszeczkę i od razu zrobi się weselej – mówiąc to Feliks wziął Maksa pod pachę i wyprowadził go na ulicę.
Jak powiedział, tak zrobili. Spędzili całkiem miły wieczór, na koniec obejrzeli jakiś gangsterski film. Wydawało się, że Maks rozluźnił się nieco. Około północy rozeszli się do swoich mieszkań, nazajutrz było umówione spotkanie z Deksem, mieli nadzieję, że ostatnie.
Rano, ogoleni i elegancko ubrani zjawili się w biurze i z niepokojem czekali na swojego zleceniodawcę.
Oczywiście, punktualnie o wyznaczonej godzinie zjawił się Deks, jak zwykle uśmiechnięty i zadowolony z życia.
- Witam, witam – wołał od progu – jak tam nasze cudo? Gotowe?
- Gotowe – odpowiedział Maks bez cienia uśmiechu.
- Mogę zobaczyć?
- Proszę – powiedział Aleks podając mu grubą teczkę.
Bez słowa Deks zabrał się za przeglądanie dokumentu. Czasem kiwał głową, to znów marszczył brwi a niekiedy uśmiechał się. Trwało to około pięciu godzin. Wreszcie wstał, wziął telefon i wydał dyspozycję przelania reszty należności za wykonaną usługę.
- Myślę, że możemy się pożegnać –powiedział.
- Z przyjemnością zakończę z Tobą znajomość – to nie było uprzejme ze strony Maksa.
- Nie jesteście ciekawi jak będzie wyglądało wasze dzieło? Nie chcielibyście pospacerować po jego wnętrzach?
- Ależ chcielibyśmy – zawołali chórem Aleks i Feliks.
- A ja nie – powiedział Maks.
- No cóż, to chyba jednak nie zobaczycie, bo w tej sprawie wszystko musicie robić razem. A skoro Maks nie ma ochoty zobaczyć efektu swojej pracy to i Wy też go nie zobaczycie. Chyba, że go przekonacie.
- Raczej im się to nie uda – Maks był nieugięty.
- W takim razie żegnam panów. Jednak po zakończeniu inwestycji skontaktuję się z Wami – powiedziawszy te słowa niemalże zniknął zabierając ze sobą projekt.
- Mam nadzieję, że już nigdy o nim nie usłyszymy – Maks dalej był niezadowolony.
- No, ja wcale się z tego nie cieszę. Chętnie zobaczyłbym efekt końcowy, nie mogę sobie wyobrazić tej błyszczącej wypolerowanej powierzchni. To musi być niepowtarzalny widok, szkoda, że tego nie zobaczę. A może Maks zmieni zdanie? – powiedział smętnie Feliks.
- Raczej nie liczyłbym na to, nie chcę mieć z tym już nic więcej do czynienia, nigdy! – wrzeszczał Maks.
- Wiesz  jesteś cholernym egoistą. Ja też chciałbym to zobaczyć, może jednak zmienisz zdanie i umożliwisz nam spełnienie tego marzenia. Nic Cię to przecież nie będzie kosztowało – Aleks też miał wielką ochotę zobaczyć ich wspólne dzieło.
 - Nie wiesz na pewno ile mnie to będzie kosztowało, więc nie mów. Przepraszam Was, ale nie chcę o tym już nigdy więcej gadać. Wychodzę – jak powiedział, tak zrobił.
Aleks i Feliks zostali sami. Popatrzyli się na siebie, a ich gromki śmiech zwabił panią Jadzię.
- Czy coś się stało? – zapytała.
- Nie, pani Jadziu. Przepraszamy jeżeli nasze zachowanie panią zaniepokoiło. Nasz kolega Maks zachowuje się trochę irracjonalnie i to nas tak bardzo rozśmieszyło – wyjaśnił Aleks.
- No, nie powiedziałabym, żeby jego to śmieszyło. Minę miał taką jakby zobaczył ducha, albo jakiegoś upiora. Nawet nie miałam odwagi zapytać co się stało.
- I dobrze Pani zrobiła nie pytając, bo mógłby być nieuprzejmy – pochwalił ją Feliks.
- O, widzę, że sprawa jest poważna skoro pan Maks, taki łagodny, kulturalny człowiek mógłby się brzydko zachować. Czy ja będą jeszcze dzisiaj potrzebna? – zapytała.
- Nie Pani Jadziu, może pani iść już do domu. Jutro też może Pani wziąć wolne, bo my nie pracujemy, odpoczywamy – Feliks był wyjątkowo wspaniałomyślny.
- O, dziękuję, bardzo przyda mi się ten wolny dzień – widać, że była zachwycona perspektywą spędzenia  trzech wolnych dni z rodziną, tym bardziej, że tydzień wcześniej urodziła się jej wnuczka.
- No to do zobaczenia w poniedziałek – pożegnał ją Feliks.
Nigdy nie mogli się nadziwić jak szybko potrafiła znikać. Dosłownie sekunda i już jej nie było. Chyba była przygotowana do wyjścia.
- No, chyba na nas też pora i tak nic tu już dzisiaj po nas – podsumował Aleks.
Zanim wyszli upłynęła godzina a może więcej, bo nie umieli tak jak pani Jadzia zamieniać się w błyskawicę, zresztą nie starali się nawet.
Przedłużony weekend Aleks i Feliks spędzili razem, pływali żaglówką po Zalewie Zegrzyńskim. Maks przepadł gdzieś bez śladu. Zaniepokoili się trochę gdy nie zastali go w domu w niedzielę wieczorem.
Niepokój sięgną zenitu gdy nie pojawił się w poniedziałek rano w pracy.
Wreszcie około pierwszej zjawił się jak gdyby nigdy nic i bez słowa wyjaśnienia zapytał, który projekt z tych odłożonych realizują najpierw.
Przez dwie godziny pracowali bez słowa, aż w końcu Aleks nie wytrzymał:
- Maks do diabła, nie masz nam nic do powiedzenia?
- W jakiej sprawie?
- Jak to w jakiej? Nie dawałeś znaku życia przez trzy dni i uważasz, że wszystko jest w porządku?
- A co to jestem Twoim niewolnikiem, żebym miał się spowiadać co robię i gdzie idę?
- Teraz to chyba przesadziłeś. Zawsze informowaliśmy się gdzie jesteśmy i co robimy – Feliks nie wytrzymał i wtrącił się do rozmowy.
- No to od dziś będzie inaczej.
- Co Cię ugryzło? Martwiliśmy się o Ciebie – Aleks naprawdę bardzo się o niego martwił.
- Zupełnie niepotrzebnie. Ale dziękuję Wam za troskę. I tu kończymy rozmowę na ten temat. Jasne?
- Jak sobie chcesz – powiedzieli jednocześnie.
Aleks i Feliks nie wracali więcej do tego tematu, bo wiedzieli, że nie ma to najmniejszego sensu, ale było im przykro. Znali się od wielu lat i długo ze sobą pracowali. Nigdy nie było między nimi takich napiętych stosunków. Może czas wyleczy rany? Tylko jakie rany? Nie czuli się winni. Co stało się z Maksem? Dlaczego ich idealne układy z których byli dumni i których wszyscy znajomi im zazdrościli nagle tak bardzo się zepsuły. No może nie zepsuły ale na pewno bardzo ochłodziły. Nie mogli tego zrozumieć. Wierzyli jednak, że w końcu Maks przejrzy na oczy i wszystko wróci do normy.
Tymczasem dni mijały, jeden za drugim. Ciężko pracowali i nawet nie zauważali, że między nimi i Maksem nie wszystko gra. Przyjaciel nie spędzał już z nimi tak dużo wolnego czasu jak przed poznaniem Deksa. Dlatego zdziwili się, kiedy pewnego deszczowego listopadowego wieczora wpadł jak burza do Feliksa, gdzie z Aleksem grali w szachy. Był tak zdenerwowany, że nie od razu dowiedzieli się o co chodzi. Bełkocząc coś niewyraźnie podbiegł do okna i pokazując palcem wykrzyknął : KULA!!!!
Obaj rzucili się do okna. Nie!!! To niemożliwe. Na parkingu przed domem tam gdzie powinny być samochody stała na trzech nogach ogromna metalowa kula. Tak to ICH KULA! Skąd się tutaj wzięła?
- Maks zostań przy oknie a my z Feliksem pobiegniemy na dół –zaproponował Aleks.
- Ok, i tak nie miałem zamiaru tam iść.
- Feliks idziemy, a ty Maks obserwuj cały czas. Nie spuszczaj jej z oka.
- Mogę to dla Was zrobić, no idźcie już.
Nie trzeba było ich dłużej zachęcać. Zanim Maks przeniósł wzrok na parking, ich już nie było, ale była za to tajemnicza kula. Swoją drogę wygląda bardzo pięknie – pomyślał.
Z ogromnym zdziwieniem usłyszał, że Feliks i Aleks tak szybko wracają.
- No i co? Jest? – zapytali.
- Jest i cały czas była tu gdzie teraz. O zobaczcie jak błyszczy w świetle Księżyca.
Podbiegli do okna.
- Jest, jest – wołali jeden przez drugiego – a na dole jej nie ma.
- Jak to nie ma? – zaniepokoił się Maks – cały czas tu była, widziałem ją, nie spuszczałem jej z oczu.
- Jesteś pewien? – dopytywał się Aleks.
- Jestem pewien. Widziałem ją tak samo jak widzę Was teraz.
- To ja już nic z tego nie rozumiem – Feliks był trochę zrezygnowany.
- A może pójdziemy wszyscy na dół i poszukamy jakichś znaków? – zaproponował Maks.
- Przecież mówiłeś, że nie masz zamiaru tego oglądać – przypomniał Aleks.
- Tak, ale zmieniłem zdanie.
 - No to chodźmy – Aleks nie mógł się doczekać.
- Zaraz, pójdę do domu po ten klucz, który znaleźliśmy pod moim samochodem. Pamiętacie? – przypomniał sobie Maks.
- Tak, no to idź, bo może zniknąć – ponaglał Feliks.
Po paru minutach Maks był z powrotem z kluczem w ręku. Szybko zbiegli po schodach i wyszli na parking. O dziwo kula nie zniknęła. Stała wyniosła, radośnie pobłyskiwała zachęcając ich do podejścia bliżej. Prawie bezwiednie zaczęli zbliżać się do niej. W pewnej chwili otworzyło się coś na kształt drzwi samolotu i wysunęły się schodki. Aleks i Feliks zatrzymali się a Maks poszedł dalej.
- Maks, stój. Nie idź dalej – wołali jeden przez drugiego.
Ale Maks zachowywał się tak jakby był ubezwłasnowolniony. Nie reagował na żadne słowa.
- Co robimy? – zapytał Feliks.
- Idziemy za nim, nie zostawimy go samego – Aleks gotów był dotrzymać towarzystwa koledze.
Pobiegli za nim i dogonili w chwili gdy wstępował na dziwne schodki, inne trochę niż w ich projekcie.
Na ich szczycie znaleźli zamknięte drzwi. Maks bez słowa wyjął z kieszeni klucz, włożył go w zamek przekręcił i prawie natychmiast znaleźli się we wnętrzu kuli. Drzwi natychmiast zamknęły się, a oni stali w czymś co bardzo przypominało przedpokój z ogromną liczbą drzwi. W tym momencie Maks odzyskał wcześniej zablokowaną świadomość i wpadł w histerię.
-Gdzie my jesteśmy, po co mnie tu ściągnęliście? – wrzeszczał.
- My Ciebie? To Ty otworzyłeś drzwi. Właściwie to nie wiemy dlaczego wziąłeś ten klucz. Skąd wiedziałeś, że będzie potrzebny? Dlaczego pasuje do tego zamka? Powiedz coś Feliks – Aleks też wyraźnie stracił pewność siebie.
- Poczekajmy na rozwój wydarzeń. Przecież ktoś nas tutaj zaprosił. A swoją drogą , to trochę dziwne. Dlaczego klucz znaleziony pod samochodem Maksa dawno temu pasuje do tych drzwi. Może da się to jakoś logicznie wytłumaczyć. Cierpliwości panowie – Feliks był najbardziej opanowany.
No i nie pomylił się. W pewnym momencie jedne z drzwi odsunęły się bezszelestnie i ujrzeli w nich Deksa.
- Witam, witam. Jednak spotykamy się w pełnym składzie. Cieszy mnie to ogromnie.
- Co to ma znaczyć? Chcę stąd natychmiast wyjść. Jestem tu wbrew swojej woli –krzyczał Maks.
- O ile dobrze widziałem sam otworzyłeś drzwi i wszedłeś. Zresztą nie ma takiej możliwości, już dawno opuściliśmy Wasz Układ Słoneczny –wyjaśnił osłupiałym przyjaciołom.
- Co? Czy ja dobrze słyszę? Opuściliśmy Układ Słoneczny? Co to za bzdury? – mówiąc to Maks rzucił się do drzwi. To znaczy, do miejsca gdzie były, ale po drzwiach nie było ani śladu. W tym miejscu była gładka metalowa wypolerowana ściana, do której podbiegł i zaczął walić pięściami, a na koniec głową.
- To nic nie da, nie możesz stąd wyjść – Deks był wyraźnie zadowolony.
- Aleks, Feliks powiedzcie coś. Zgadzacie się na to?
- Możecie się nie zgadzać i tak nic Wam to nie da. Zresztą za chwilę będziecie mogli wyjść na zewnątrz. Jeszcze 15 minut.
- Ufff – odetchnęli niemal jednocześnie.
W pewnym momencie drzwi znowu się pojawiły, a Deks zniknął.
- Maks, otwórz. Gdzie masz klucz? –wołali jeden przez drugiego.
- Już otwieram.
Jeszcze chwila i będą wolni. Drzwi otworzyły się i jakaś nieznana siła wypchnęła ich na zewnątrz. Leżeli na mokrym przyjemnie pachnącym piasku, ale nie był to piasek na parkingu ich osiedla. Wstali i zaczęli się rozglądać. Kula stała nieopodal. Na szczycie schodków stał Deks.
- Od dzisiaj ta planeta jest Waszym nowym domem, nazywa się Wiraks. Już nigdy nie zobaczycie Ziemi.
- Jak to nie zobaczycie Ziemi? O co tu chodzi? Co Ty bredzisz? – najprzytomniejszy był jak zwykle Feliks.
- Wzięliście udział w ściśle tajnym projekcie, do którego zostaliście bardzo precyzyjnie dobrani. Wasza Firma powstała tylko po to, aby go zrealizować. Zresztą takie było założenie, że przestaje ona funkcjonować po zrealizowaniu projektu. Wasze życie było sterowane przez jednostki nadrzędne. Po wykonaniu zadania mieliście zostać unicestwieni, ale postanowiliśmy darować Wam życie przenosząc Was tutaj. Od Was teraz zależy jak je sobie ułożycie. A teraz żegnam Was. Już nigdy mnie nie zobaczycie, ani o mnie nie usłyszycie.
Kula zamknęła się i zniknęła. Tak właśnie zniknęła. Nie odleciała, ale tak jakby rozpłynęła się w powietrzu nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
Długą chwilę stali na piasku nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Aleks i Feliks mieli łzy w oczach. Ciszę przerwał Maks:
- Nie chcieliście mnie słuchać. Od początku czułem, że coś było nie tak. Co z nami będzie? Ale byłem głupi, że dałem się w to wrobić. Co tak stoicie jak słupy soli? Wciągnęliście mnie w to piekło, a teraz płaczecie jak baby. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo zmęczony. Może znajdziemy jakieś zaciszne miejsce i trochę odpoczniemy. Później zastanowimy się nad swoim położeniem. Nie wygląda to dobrze.
Dziwne, bo teraz tylko Maks myślał logicznie.
- Chodźcie, pójdziemy tam – pokazał jakieś skały obrośnięte żółtymi liśćmi i ruszył przed siebie.
Feliks i Aleks zrezygnowani powlekli się za nim bez entuzjazmu. Teraz dopiero zauważyli, że w powietrzu jest bardzo dużo wilgoci. Oddychali z wielkim trudem. Pokonanie niewielkiej odległości zajęło im więcej czasu niż się tego spodziewali.
- Nie wydaje się Wam, że jesteśmy dużo ciężsi?  Chyba rzeczywiście nie jesteśmy na Ziemi. Co to do diabła ma znaczyć? Jak mogło się to wydarzyć. Tylko w bajkach możliwe są podróże w kosmosie, a ja nie wierzę w bajki. Ktoś najwyraźniej kpi sobie z nas . Może jesteśmy na jakiejś pustyni, ale chyba na naszych pustyniach nie ma takiej wilgotności. Trzeba się trochę rozejrzeć.  No co tak milczycie? – Maks zaczynał się denerwować – chyba nie wierzycie temu oszołomowi, że wywieźli nas na inną planetę? Wy ludzie światli, wykształceni i to wykształceni w kierunkach ścisłych. To stek bzdur. Doskonale wiecie, że w naszych czasach nie jest to jeszcze możliwe. Jeszcze żaden ziemski pojazd nie opuścił Układu Słonecznego! Feliks, Aleks powiedzcie coś! Do diabła, opamiętajcie się!
- Maks, chyba jednak nie masz racji. Popatrz tam – mówiąc to Aleks odwrócił się w kierunku skał do których szli. W tej chwili nad horyzontem pojawiły się czerwone chmury i stado dziwnych ogromnych ptaków, które bez wątpienia nie żyły na Ziemi.
- Co to? - zawołali jednocześnie Maks i Feliks.
- Aleks, wiesz co to takiego?
- A niby skąd mam wiedzieć? Wiem tyle co Wy.
- No tak, ale Ty jesteś z zamiłowania ornitologiem, powinieneś wiedzieć co to za ptaki – Feliks nie dawał za wygraną.
- Mówię Wam, że nie mam pojęcia co to za ptaki. Ten gatunek z całą pewnością nie występuje na naszej planecie.
- Chyba nie powiesz, że wierzysz w to, że nie jesteśmy na Ziemi? – Maks nie był przekonany, chociaż w duchu przyznał, że nie słyszał nawet o takich cudacznych ogromnych ptakach.
- Nie wiem co powiedzieć. To jest niewyobrażalnie niewiarygodne. Czy jest możliwe, że wszyscy trzej mamy halucynacje? Tak jest to możliwe biorąc pod uwagę, miejsce w którym się znajdujemy. Na pustyni często występuje zjawisko fatamorgany, wiecie przecież o tym doskonale.
- Ale fatamorgana pokazuje obrazy rzeczy istniejących na Ziemi tylko w innym miejscu, a jak twierdzisz takich ptaków nie ma u nas. – skwitował Feliks.
- No to nie mam pojęcia jak wytłumaczyć to zjawisko.
- Uważajcie! Uciekajcie!
- Maks! Dlaczego się tak wydzierasz? OOOO!!!!! Co to?!!
- Stado jakichś potworów pędzi na nas. Uważajcie, uciekajcie w lewo, w lewo!
Niewiele się zastanawiając, Feliks i Aleks rzucili się do ucieczki śladem Maksa. Dobiegli do pomarańczowej skały i ukryli się w małej pieczarze. Dopiero po chwili Feliks mógł się odezwać.
- Co o tym myślicie? Nie macie żadnych wątpliwości? Bo ja mam całą masę. Powiem Wam, że dopiero teraz zaczynam się bać i to cholernie się bać. Jeszcze chwila i zacznę wyć!!!
- Feliks nie histeryzuj, bo to i tak niczego nie zmieni, a jest niebezpieczeństwo, że nam z Aleksem udzieli się Twój nastrój, a przecież chociaż jeden z nas musi zachować zdolność logicznego myślenia.
- Jak możesz zachować jeszcze zimną krew. Dla mnie jest oczywiste, że Deks mówił prawdę, nie jesteśmy na Ziemi!! To pewne. Nie przekonacie mnie, że jest inaczej! – nie ustępował Feliks.
- Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo zmęczony. Myślę, że możemy się trochę przespać zanim coś postanowimy. Chyba jesteśmy tu bezpieczni. – mówiąc to Maks zaczął układać się na kamienistej podłodze jaskini.
- Maks, jak możesz? Ja na pewno nie zmrużę oka!
- Jak chcesz. A Ty Aleks, kładziesz się?
- Tak, chyba zasnę, ale strasznie chce mi się pić. Może sen przyniesie mi ulgę.
- A śpijcie, jeżeli możecie. Ja na pewno nie zmrużę oka.
Ale zanim Maks i Aleks zasnęli z kącika w którym siedział Feliks rozległo się głośne chrapanie.
Obudziło ich głośne trąbienie. Z trudem przecierali oczy, takie mieli załzawione. Leżeli na kanapie u Feliksa a przed nimi stało pełno brudnych naczyń, sporo pustych butelek i pełno petów.
- Ale daliśmy czadu – zauważył Maks.
- Czadu? Dałbym sobie rękę uciąć, że przydarzyło nam się coś paskudnego, ale na szczęście chyba miałem jakiś okropny sen – Aleks był wyraźnie przestraszony – koszmar, mówię Wam.
- A jaki miałeś sen? – dopytywał niepewnie Feliks.
- No właśnie, powiedz – Maks też był żywo zainteresowany treścią tego snu.
- W moim śnie był dziwny facet Deks, który zamówił u nas projekt domu w kształcie kuli….
- Możesz nie mówić dalej. Ja też miałem chyba ten sam sen – powiedział Feliks.
- I ja. Brr..  - wzdrygnął się Maks – całe szczęście, że to tylko sen. Musicie przyznać, że wyjątkowo niesympatyczny. Powiedziałbym makabryczny. Jak o tym myślę to ciarki chodzą mi po plecach. Dlaczego mieliśmy identyczne sny? Nie dziwi Was to? A skąd tu tyle piasku? Przynieśliśmy go chyba z parkingu. Chociaż….
- Nieważne, grunt, że to tylko debilny sen – Feliks był wyraźnie zadowolony – pomożecie mi posprzątać?
- Jasne, ja myję gary. Przynoście wszystko do kuchni – zgłosił się na ochotnika Aleks.
Posprzątali, pogadali obejrzeli kilka filmów na wideo i poszli spać. Każdy do siebie. Zasypiając wszyscy myśleli o dziwnym śnie, który przeżyli, właściwie razem, ale osobno. Jeszcze przez długie dni i miesiące każdy z nich roztrząsał jego treść. Nigdy jednak nie wracali do tego tematu wspólnie. Wszystko toczyło się normalnym trybem. Robili mnóstwo najdziwaczniejszych projektów, dostawali za nie nagrody…..
Pewnego dnia pojawił się u nich nowy klient. Już na pierwszy rzut oka wydał im się znajomy, no ale chyba jednak go nie znali, no bo i skąd.
- Panowie mam nietypowe zadanie. Polecono mi panów Firmę, bo podobno specjalizujecie się w nietypowych budowlach.
- Zgadza się. Projektujemy różne cudaczne budowle. Chętnie zapoznamy się z pana wymaganiami. Czy chodzi o projekt budynku mieszkalnego? – robił wywiad Maks.
- Tak, budynek mieszkalny w kształcie kuli.
- Kuli? A kto panu polecił naszą firmę? – zapytał podejrzliwie Feliks.
- Pan Deks Wiraks. Podobno robiliście podobny projekt dla niego.
Na dźwięk tego nazwiska wszyscy poderwali się na równe nogi i wybiegli w wielkiej panice z gabinetu, zostawiając swojego gościa w wielkim osłupieniu.








1 komentarz:

  1. Przeczytałam Qulę. Ależ Ty, Grażynko, masz wyobrażnię! Tylko pogratulować!

    OdpowiedzUsuń