sobota, 1 czerwca 2013

ZASADA RÓWNOLEGŁOŚCI

- A może ja jestem jakaś upośledzona? - pomyślała Anna – to już czwarty facet w tym roku, który mnie porzuca. Tak PORZUCA. Nigdy nie ma żadnych symptomów, że rozstanie jest bliskie i raptem ni stąd ni zowąd :
- Przykro mi Aniu, ale nie kocham Cię. Uważam, że kontynuowanie tego związku nie ma sensu. Starałem się, ale dłużej nie mogę. Nie chcę Cię oszukiwać. Jutro się wyprowadzę. Zostawiam  wszystkie sprzęty, które razem kupiliśmy, niech Ci służą. Żałuję, że nam się nie udało. Przepraszam. Chciałbym, żebyśmy pozostali przyjaciółmi.
Ile razy słyszała podobny tekst? Osiem, dziesięć razy? Dawno przestała liczyć. Czy z nią jest coś nie w porządku?
Popatrzyła do lustra. No może nie była wybitną pięknością, ale na pewno nic jej nie brakowało. Zawsze mężczyźni mówili jej, że jest wyjątkowa, piękna , zgrabna, mądra….. No i co z tego? Po pewnym czasie uciekali od tej pięknej zgrabnej i mądrej gdzie pieprz rośnie. Niby deklarowali swoją przyjaźń, ale żaden nigdy się do niej nie odezwał po rozstaniu. Teraz z Arkiem na pewno będzie to samo. Stała przy oknie i patrzyła jak pakuje  walizki do samochodu. Rzeczywiście zabrał tylko rzeczy osobiste, zostawił jej wszystko co razem kupili przez te cztery miesiące wspólnego mieszkania. Tu okazał się najbardziej honorowy ze wszystkich, którzy ostatnio z nią mieszkali. Nie będzie rozpaczać, poradzi sobie. Zresztą rozpacz nic tu nie pomoże. Od dłuższego czasu próbowała dociec dlaczego nie może utrzymać przy sobie faceta dłużej niż pół roku. Może zrobi sobie przerwę?
- Tak – postanowiła – nie będzie dążyła do bliższej znajomości z żadnym facetem. W końcu może jej przeznaczeniem jest bycie singlem? Musi tylko oswoić się z tą myślą. Teraz skupi się na swojej pracy, która dawała jej ogromną satysfakcję. Jest przecież wziętą projektantką mody. I jakby na przekór wszystkiemu projektowała głównie suknie ślubne. Pewnie nigdy nie zaprojektuje tej najważniejszej, dla siebie. Znowu zrobiło jej się bardzo smutno. Tak rozmyślając patrzyła jak Honda Arka znika za rogiem Floriańskiej. Została sama, całkiem sama. Dziwne, ale tym razem nie czuła pustki i nie była nawet wściekła. Była tylko bardzo, bardzo  smutna.
Postanowiła, że poleży trochę w wannie, może zastosuje jakąś aromaterapię i pójdzie wcześniej spać. Siedziała w swoim ulubionym fotelu, słuchała Mozarta i czekała aż wanna napełni się lawendową pianą. Niewiadomo co, może zapach lawendy a może  muzyka Mozarta sprawiły, że życie wydało się znośniejsze, nawet przyjemne. Jeszcze tylko łyk ulubionego czerwonego wina i już zanurzała się w pachnącej nieco fioletowej pianie. Ale przyjemnie. Super, trzeba było od razu wpaść na ten genialny pomysł. W końcu była w łóżku, odprężona i odstresowana zasnęła.
- Dawno tak dobrze nie spałam – pomyślała rano, leniwie się przeciągając – może jednak świat nie jest taki podły. Zobaczymy !
Zapaliła papierosa, wypiła kawę, nie zjadła kanapki i wyszła do swojego studia, które znajdowało się na piętrze domu w którym mieszkała. Siadając przy swoim warsztacie pracy, czyli przy desce kreślarskiej, uświadomiła sobie, że nikt nie zrobił jej awantury o papierosa, kawę na czczo, no i nikt nie wciskał jej na siłę kanapki z białym serem, którego organicznie nie znosiła. Całkiem przyjemne doświadczenie. Kto wie może spodoba jej się bycie singlem. Te przyjemne rozmyślania przerwały : Zuzka, Agnieszka i Marta, najlepsze przyjaciółki, które razem z nią pracowały. Teraz właśnie zdała sobie sprawę, że wszystkie  mają podobne doświadczenia z facetami. Dziwne! Może kiedyś przy okazji zastanowią się nad tą sprawą razem.
- Anka! Jesteś tam? – wołała Zuzka.
- Jestem, nie krzycz tak, bo mi uszy spuchną.
- Gdzie jesteś chodź szybko coś Ci powiemy – wołały wszystkie razem.
- Już idę, co to za nowina?
- Marta ma nowego faceta! – wołała Agnieszka.
- Jak to nowego? Tak szybko?
- No trzeba łapać okazję, może teraz coś z tego wyjdzie. – tłumaczyła się Marta.
- Mówię Wam nie warto. Arek się wyprowadził wczoraj wieczorem.
 - Jak to, wyprowadził się? Tak po prostu? – zawołały wszystkie chórem.
- Tak po prostu, powiedział, że mnie nie kocha i wyprowadził się.
- I Ty nie rozpaczasz? – nie mogła uwierzyć Zuzka.
- Nie rozpaczam i nie mam takiego zamiaru. Rezygnuję z samca.
- Jak to rezygnujesz z samca? – słychać było oburzenie w głosach przyjaciółek.
- Od dziś uczę się być SINGLEM!
- Ty singlem, przecież zawsze mówiłaś…
- Wiem co mówiłam, ale właśnie zmieniłam zdanie. Koniec kropka.
- Koniec, kropka, a to coś nowego! – Zdziwiła się Agnieszka.
- No co tak wybałuszacie gały? Nie rozumiecie prostych słów? Singiel to pojedynczy egzemplarz. I ja jestem takim pojedynczym egzemplarzem. Jasne?
- No co to singiel to akurat wiemy, ale Ty i singiel to zupełnie nie pasuje.
- Pasuje nie pasuje, teraz już pasuje. Tak postanowiłam i jest mi z tym dobrze. Też możecie spróbować. Mówię Wam nic trudnego. Polecam.
- Dziwnie gadasz dzisiaj –stwierdziła Marta.
- Dziwnie, nie dziwnie. Zostawmy ten temat, bierzmy się do pracy. Na jutro mamy mieć szkic sukni dla tej posłanki. Wiecie jaka to wybredna baba? Zaraz kiedy ten ślub? Chyba za pięć tygodni. No chyba mamy dosyć czasu, ale nie obijajcie się. Marta przygotuj próbki tkanin.
Prawie sześć godzin pracowały, oczywiście jak zwykle kłóciły się zażarcie, ale na koniec bardzo były zadowolone.
- Zobaczymy co powie nasza klientka, jak nie będzie zadowolona to ją chyba rozszarpię, bo ciężko znaleźć coś równie pięknego.
- No skromna to Ty nie jesteś – skwitowała Zuzka.
- Nie jestem przynajmniej obłudnie fałszywa. A co może macie inne zdanie na ten temat?
- Nie, nam też bardzo się podoba. Ta suknia jest niepowtarzalna, aż szkoda dla takiej jędzy!
- Jędza, nie jędza, ważne, że solidnie płaci. Dawno nie miałyśmy tak hojnej klientki. To chyba też jest ważne.
- Może i ważne, ale i tak szkoda – Agnieszka nie dawała za wygraną.
- Koniec tych dywagacji. Chyba na dzisiaj skończymy, inne projekty nie są takie pilne. Idę do fryzjera, muszę się odmienić. Pozamykacie?
- Idź, odmieniaj się. Pozamykamy i przygotujemy na jutro prezentację.
- Dzięki. To papa!
I już jej nie było.
No fryzura z kosmosu! Odlot, ale można wyglądać!
- Czy to na pewno ja? – Anna stała przed lustrem i nie mogła uwierzyć w to co widziała. Chyba jest młodsza niż myślała. Trzeba było się odmienić zanim Arek odszedł. Chociaż…. Może dobrze, że odszedł. Widać nie było im pisane, dobrze, że odszedł wcześniej niż później. Dziwne, ale nie czuła już żalu, że ta znajomość się skończyła. Teraz będzie żyła dla siebie i swojej pracy. To będzie nowe doświadczenie.
- Szkoda, że nikt nie może mnie teraz zobaczyć, tak rewelacyjnie dziś wyglądam. Chyba pójdę na spacer. Słoneczko świeci, na pewno jest sporo ludzi na molo.
Jak pomyślała, tak zrobiła. Założyła swoje najlepsze ciuchy i z podniesioną głową wyszła na ulicę, wsiadła do samochodu i odjechała. Chwila, i już wysiadała na parkingu obok sopockiego mola, ale zanim wysiadła niebo zasnuły obrzydliwe czarne chmury. Co za pech! Ale nie podda się, weźmie parasol i pójdzie!
Poszła. Ona wchodziła na molo podczas gdy inni opuszczali je w pośpiechu. Nie była jeszcze w połowie drogi gdy z nieba zaczęły spadać ogromne krople. Rozłożyła parasol, szkoda fryzury, sama nie będzie umiała się tak uczesać. Miała jeszcze ze 20 metrów do końca mola gdy zaczęło grzmieć. Nie lubiła burzy i prawdę powiedziawszy porządnie się jej bała, ale dzisiaj nic jej nie przestraszy, pójdzie dalej, zawróci dopiero na końcu. Szła dalej nie zważając na porywisty wiatr i coraz częstsze wyładowania atmosferyczne.
W pewnej chwili wiatr tak bardzo nasilił się, że musiała się zatrzymać. Stała walcząc z silnymi podmuchami kurczowo trzymając parasol, który właśnie wywinął się na drugą stronę. Już miała zawrócić, gdy nagle niebo przeszyła potężna błyskawica. Piorun uderzył chyba w jeden ze słupków mola, nawet wydało jej się , że została lekko porażona prądem. Całe ciało było  zdrętwiałe, czuła jak gdyby „mrówki” przebiegały po nim od czubka głowy po końce palców u nóg. Po chwili wszystko minęło. Podniosła parasol, który wypadł jej z rąk, odwinęła go na właściwą stronę i wtedy zauważyła, że po deszczu i wichurze nie pozostał żaden ślad, no może trochę mokre deski i ławki. Zanim podjęła decyzję co robić, iść dalej czy zawrócić, molo zapełniło się spacerowiczami, którzy bardzo uważnie ją oglądali. Może zauważyli jej nietypową fryzurę? Może rzeczywiście ładnie wygląda? Chyba wróci jednak do domu, zaczynała boleć ją głowa, oby nie dostała migreny.
Jak postanowiła tak zrobiła, po pół godzinie otwierała drzwi swojego mieszkania. Pierwsze kroki skierowała do łazienki i patrząc w lustro zrozumiała dlaczego tak dziwnie na nią patrzyli przechodnie nad morzem. Z jej misternej fryzury nie pozostało dosłownie nic, chociaż to i tak mało powiedziane NIC. To co miała na głowie przypominało raczej ptasie gniazdo, tak jakby nie czesała się od urodzenia. To pewnie ta wichura, no i ten piorun. Tak to ten piorun. Na pewno ją poraził jakiś delikatny prąd, dlatego wygląda jak bezdomna perska kotka. O matko! Siedem nieszczęść.
Wzięła szczotkę do włosów i próbowała się uczesać. Po kilku nieudanych próbach postanowiła umyć głowę, mokre włosy łatwiej się ułożą. Ale nie ułożyły się. Wściekła i sfrustrowana położyła się spać.
Rano było trochę lepiej, ale i tak po wczorajszym fryzjerze nie było śladu.
- Jak Ty wyglądasz? - tak przywitały ją przyjaciółki gdy przekraczała próg  pracowni.
- Jak to? Jak wyglądasz? Normalnie.
- No może niezupełnie, podobno byłaś fryzjera?
- Byłam. No i co z tego, coś się Wam nie podoba?
- Nie, no może być jeżeli Tobie się podoba to wszystko w porządku. Myślałyśmy, że idziesz zrobić się na bóstwo, bo masz dzisiaj spotkanie z Arkiem i Markiem, pamiętasz?
- Jakie spotkanie? Co Wy wygadujecie. Przecież już dawno nie spotykam się z Markiem a Arek właśnie mnie porzucił. Sklerozę macie czy co? Mówiłam Wam przecież wczoraj. Zapomniałyście?
- Jak to Arek Cię rzucił? To chyba Ty masz sklerozę. Przecież to Ty Go rzuciłaś. Zapomniałaś jaki był nieszczęśliwy. Od paru dni błaga Cię, żebyś przemyślała swoją decyzję i właśnie dzisiaj miałaś mu dać odpowiedź. – wyjaśniła Agnieszka.
-  Nie, ja chyba mam jakiś przykry sen.
- Jaki sen ,co Ty bredzisz? Przestań z nas żartować. Anka opanuj się. –Zuzka poczuła się obrażona.
-O jest Arek! To my wychodzimy, dogadajcie się sami. – i już ich nie było.
- Cześć Aniu! – w progu stał Arek z ogromnym bukietem frezji. Pamiętał, że to jej ulubione kwiaty.
- Cześć – odpowiedziała niepewnie.
- Jestem tak jak się umówiliśmy.
- Prawdę powiedziawszy to nie wiem o co Ci chodzi. Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Przynajmniej ja nie mam nic do dodania.
- To znaczy, że nie widzisz dla nas żadnej szansy? – dopytywał.
- Nie. Nie widzę, nie kocham Cię. – mówiąc to uświadomiła sobie nagle, że jest to prawda. Czy naprawdę mogła kiedyś kochać tego człowieka, który stał teraz przed nią i ściskał nerwowo bukiet kolorowych frezji.
- Jesteś tego pewna? A może potrzebujesz więcej czasu, żeby zdecydować co dalej z nami będzie?
 - Nie potrzebuję więcej czasu, jestem pewna, nie widzę dla nas żadnej szansy. Przepraszam Cię, ale mam dużo pracy.
- W takim razie życzę Ci szczęścia, szkoda, że nie chcesz dać nam jeszcze jednej szansy.
- Jakiej szansy, o czym Ty do cholery mówisz?
- No jeżeli nie wiesz to trudno, proszę przyjmij te kwiaty na pożegnanie. – mówiąc to podał jej bukiet, który odruchowo przyjęła i wyszedł. W pewnym momencie wydało jej się, że przy dotknięciu palca Arka poraził ją delikatny prąd. Ale może jej się tylko wydawało.
Dałaby sobie rękę odciąć, że to on od niej odszedł. Chyba była bardzo zdruzgotana jak to zrobił, a tu masz to nie on ją a ona jego zostawiła. Przynajmniej wszyscy tak twierdzą. Patrząc teraz na jego twarz uwierzyła, że to chyba jednak ona rozstała się z nim. Nic do niego nie czuła, tego była pewna. Czy kiedykolwiek coś czuła do człowieka, który przed chwilą wyszedł? Coś tu jest nie tak! Tylko co?
I nagle osłupienie!
Czy to możliwe? Cały świat wygląda jakby był odwrócony, to znaczy, to co było po lewej stronie jest teraz po prawej i odwrotnie, jej biurko stoi z lewej strony okna a stało zawsze po prawej, wazon na szafie też zmienił miejsce. Kto się tu rządzi, przecież to jej pracownia.
- Zaraz zadzwonię do Agnieszki i zapytam kto się tak szarogęsi nie pytając mnie o zdanie – pomyślała. I zaraz zaczęła grzebać w torebce, żeby wydobyć z niej telefon.
Zrobiła karczemną awanturę po której jej przyjaciółki obraziły się na nią twierdząc, że wszystkie przedmioty od lat stoją na swoich miejscach i nikt ich nie przestawia. Trochę jej ulżyło, już prawie się uspokoiła, gdy nagle zdała sobie sprawą, że pisze LEWĄ RĘKĄ !!!! Nie to jakiś senny koszmar, przecież jest praworęczna od urodzenia. Czuła się jak zbity pies. Co się dzieje? A może jest chora psychicznie tylko o tym nie wie? Jutro pogada o tym z dziewczynami, chyba powinna je przeprosić, bo coś jej mówiło, że niesłusznie się na nie wydzierała. Tak przeprosi, a teraz pójdzie spać. Może rano obudzi się i wszystko wróci do normy. Poszła do domu, wykąpała się i zajrzała do lodówki. Ale tutaj też czekała na nią niespodzianka, nie ma jej ulubionych kabanosów, żółtego sera, pasztetu, szynki. Jest pełno różnego rodzaju ryb i przetworów rybnych: wędzona rybka, pasztet rybny… Fu! Co będzie jadła? Już miała zamknąć lodówkę, gdy pod wpływem zapachu wędzonej makreli zmieniła zdanie.
Pyszna! Dlaczego wcześniej nie jadała ryb? Jak można ich nie lubić? A może to ona się zmieniła? Podobno gusty ludzkie co jakiś czas się zmieniają, może przyszedł ten czas dla mnie. – pomyślała. Postanowiła, że nie będzie więcej o tym myślała, jutro pogada z dziewczynami.
Spała bardzo długo i mocno. Nic jej się nie śniło. Wstała bardzo wypoczęta i odprężona. Dawno tak się nie czuła. Zjadła śniadanie i poszła do pracowni. Czekała do dziesiątej, ale żadna z jej przyjaciółek nie przyszła do pracy. Dopiero to jej uświadomiło, że je wczoraj obraziła. Po kolei wykonała trzy telefony. W końcu udało jej się jakoś udobruchać koleżanki i po godzinie wszystkie siedziały przy kawie i PAPIEROSIE. Dziwne wydawało jej się, że nie pali. Ale ostatnio dużo jej się wydawało. Nie będzie tego roztrząsać, przynajmniej nie teraz. Rozmowa właściwie niczego nowego nie wniosła. Poza tym, że dowiedziała się o sobie dużo więcej niż wydawało jej się, że wie. Niczego nie rozumiała, ale skoro nie miała szansy zrozumieć, to niech zostanie tak jak jest.
 Przez kilkanaście następnych dni uczyła się siebie, poznawała się na nowo. Często jej odkrycia co do własnych upodobań były szokujące. Dlaczego przytrafiło się to właśnie jej? Może ma jakiś feler? A może to jakaś wada genetyczna? Chyba zadzwoni do Marka, byłego faceta, jest lekarzem, kardiologiem, ale na wielu chorobach się zna.
Nie zastanawiając się długo wykręciła numer. Jednak po usłyszeniu jego głosu zmieniła zdanie. Stary nudziarz. Czy jej rzeczywiście kiedyś na nim zależało? Czy płakała jak ją rzucił? Nie chyba nie! Wyłączyła i odłożyła komórkę i położyła się. Ale nie dane jej było pospać. Z płytkiej drzemki wyrwał ją uporczywy dźwięk telefonu stacjonarnego.
- Słucham – zachrypiała do słuchawki.
- Ania? – Marek był zaniepokojony.
- Tak, Ania a kto miałby być?
- Dzwoniłaś do mnie z komórki, ale chyba coś było na linii, a może zepsuł Ci się telefon? Przez pół godziny próbowałem się dodzwonić, ale Twój telefon nie odpowiada.
- Tak, wiem, wyłączyłam go . Spałam.
- A to przepraszam, że Ci przeszkadzam. Chora jesteś?
- Nie.
- Ale głos masz niewyraźny.
- Bo spałam, przecież mówię!
- No nie złość się. Przecież to Ty do mnie dzwoniłaś.
- No tak, bo Ty jak mnie porzuciłeś nie odezwałeś się ani razu.
- Ja się nie odezwałem? No teraz to chyba przesadziłaś. To Ty mnie zostawiłaś i nie odbierałaś ode mnie telefonów. Dlatego bardzo się ucieszyłem, że dzwonisz.
- Dobrze niech będzie, że to ja wszystkich porzucam.
- Tak właśnie jest. Ale nie kłóćmy się, potrzebujesz mojej pomocy, czy dzwoniłaś z innego powodu?
- Nie właściwie to nic nie chcę, chyba pomyliłam numer –skłamała.
- Szkoda. Już miałam nadzieję. No ale skoro się pomyliłaś to przepraszam, że Cię obudziłem. Cześć.
- Cześć –odpowiedziała bez emocji. Rozłączył się, bo usłyszała sygnał zajętości.
Odłożyła słuchawkę.
Następny ,którego rzekomo porzuciłam – pomyślała. Dziwne, ale zawsze mi się wydawało, że to oni mnie porzucali.
 Przez następny miesiąc dowiedziała się ilu facetów porzuciła. Było ich sporo. Sześciu albo siedmiu, w pewnym momencie przestała liczyć. Niebywałe, wydzwaniali do niej bez przerwy, musiała się ukrywać. Zawsze marzyła o tym, żeby do niej wydzwaniali, żeby ją kochali, a  teraz wcale jej na żadnym nie zależało. Pół roku temu szalałaby z radości, gdyby tak byli zainteresowani jej osobą. Ale nie teraz.
Dni uciekały jeden za drugim, nie zauważyła nawet, że przyszły święta Wielkanocne. Musi posprzątać mieszkanie, bo w tym roku Rodzice przyjeżdżają do niej, a nie ona do nich. Nie wie dlaczego to wymyśliła, no ale stało się, zaprosiła to nie może się wykręcić.
Ustaliła sobie harmonogram prac i zaczęła domowe porządki.
Dzisiaj prasowanie. Okropieństwo, no ale sterta pogniecionych ciuchów czekała chyba ze trzy tygodnie. Włączy Mozarta i zacznie katorgę.
Nawet nie szło tak źle, pognieciona sterta topniała w oczach.
W pewnym momencie żelazko zasyczało, zaskwierczało, zaśmierdziało i  ostygło, chociaż w dalszym ciągu było podłączone do gniazdka. No tak złośliwość rzeczy martwych.
 Zajrzę do środka, może jakaś mała usterka i uda mi się naprawić. W zeszłym tygodniu naprawiłam suszarkę do włosów, może teraz też mi się uda. - Pomyślała i ochoczo zabrała się do rozkręcania żelazka, jedna śrubka, druga, trzecia jeszcze tylko jedna i zaraz zobaczy co się dzieje. Jest rozkręcone, zaraz otworzy i zajrzy do środka. Jednak podnosząc pokrywę zawadziła palcem o przewód, którego nie wyłączyła z gniazdka i spowodowała spięcie. Iskra, która wydobyła się z wnętrza poraziła ją w rękę. Na chwilę straciła chyba przytomność, nie mogła oddychać, serce waliło jej jakby ktoś uderzał młotem w ścianę. Chyba zemdleje. Ostatkiem sił zadzwoniła do Marka. Nie odbierał. No tak obraził się. Zemdlała.
Obudziła się w szpitalu. To Zuzka ją znalazła i wezwała pogotowie. Co za pech, trafiła do szpitala Marka, a na dodatek był on na dyżurze.
Wcale się nie spieszył i wcale się nie zmartwił, a jeszcze kilka godzin temu dawał jej do zrozumienia, że nie jest mu obojętna. Trudno, zresztą skutecznie go zniechęciła. Nie może mieć pretensji, chyba ,że do siebie.
- Co Ty wyprawiasz- wrzeszczał na nią –jak można grzebać w żelazku, które jest włączone do sieci? Życie Ci niemiłe? Wiesz jak niewiele brakowało, a nie miałbym na kogo wrzeszczeć? Jesteś skończoną idiotką. Siostro proszę zabrać panią na Ekg i Usg – zwrócił się do pielęgniarki.
Na szczęście badania nie wykazały żadnych zmian i po dwóch godzinach Zuzka odwiozła ją do domu.
-Co Ty wyrabiasz? Dlaczego tak bardzo wdzięczyłaś się do Marka, nie pamiętasz jak bardzo Cię upokorzył odchodząc! Nie pamiętasz jaki był podły! Zabrał wszystkie sprzęty,  które były wasze wspólne. Taką słabą masz pamięć?
- To nie ja go porzuciłam?
- Wiesz co? Chyba rzeczywiście ten prąd uszkodził Ci mózg. Wygadujesz jakieś dziwne rzeczy. Co się dzieje? Czy coś Cię boli? A może powinnyśmy wrócić do szpitala?
- Nie, już wszystko w porządku. Dziękuję Ci za pomoc i opiekę. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to chciałabym zostać sama.
-Poradzisz sobie?
- Tak, dziękuję.
- Ok, jak będziesz czegoś potrzebowała, zadzwoń.
- Dzięki.
- No to pa, do jutra.
- Pa, jeszcze raz dzięki.
Po chwili była sama. Leżała na kanapie i bezmyślnie gapiła się w sufit. Co znowu jej się przydarzyło? Nic z tego nie rozumiała. Poczuła, że jest bardzo głodna. Trzeba wstać i coś upichcić. A może zje tylko kanapkę? Poszła do lodówki. A to co znowu, kabanosy, pasztety, same paskudztwa, nie ma ani kawałka ryby. Przecież rano były same ryby, ktoś grzebie jej w lodówce! Ciekawe kto? Arek nie mieszka z nią od paru dni. Może to Zuzka? Nie, nie miałaby czasu. Chyba zamówi pizzę, wegetariańską. O, fu wegetariańską? Jak mogła o tym pomyśleć przecież ona lubi mięso! Tak mięso i chyba dużo go pochłania. Dlaczego zdziwiła się, że w lodówce nie ma ryb? Przecież ona nie znosi ryb! Tak rozmyślając wzięła dwa kabanosy, chrzan i kromkę chleba z masłem i zaczęła jeść. Pycha! Jak żołądek jest pełen to świat wydaje się lepszy –pomyślała. Teraz dopiero zauważyła, że kroi, smaruje i je prawą ręką. Mogłaby przysiąc, że rano robiła wszystko lewą. A może tylko tak jej się wydawało? Nie będzie teraz tego roztrząsać, jutro pogada z dziewczynami. Chyba się położy. Tak, jest bardzo zmęczona.
Obudził ją uporczywie dzwoniący telefon.
- Słucham- rzuciła do słuchawki niezupełnie obudzona.
- Gdzie jesteś? Dzisiaj mamy przymiarkę sukni ślubnej. Zapomniałaś? Baba już tu jest i kipi, że Cię nie ma. Zuzka nam opowiedziała co się zdarzyło, ale będziesz musiała przyjść, bo chyba będą jakieś poprawki.
- Już idę, powiedzcie jej, że za 10 minut będę.
- Dobrze, tylko bądź za te 10 minut.
- Będę.
Szybko obmyła twarz, umyła zęby, związała włosy, włożyła jakieś ciuchy i przed upływem 10 minut była w pracowni.
- Dzień dobry Pani! Przepraszam za spóźnienie, ale nie czuję się najlepiej.
- Wiem. Pani koleżanki opowiedziały mi o Pani przygodzie. Mam nadzieję, że wszystko dojdzie do normy.
- Dziękuję. Też mam taką nadzieję. No ale zobaczmy jak wygląda nasze kreacja.
- Generalnie jest boska, ale wydaje mi się, że na biodrach jest trochę za bardzo zmarszczona.
- Zaraz zobaczymy. Chyba ma Pani rację. Zaraz poprawimy.
Wzięła do ręki igłę z nitką i zaczęła poprawki. Po chwili zapytała:
- Czy teraz lepiej?
- O, właśnie o to mi chodziło. Teraz jest idealnie. Dziękuję.
Trochę jeszcze pogadały o wykończeniach i umówiły się na następne spotkanie.
- Słyszałyśmy, że Cię wczoraj poraził prąd –Agnieszka z Martą były wyraźnie zaniepokojone.- Czy dobrze się czujesz?
- Tak, chyba nic mi się nie stało. Dziękuję Wam za troskę. Już wszystko w porządku.
- Musisz uważać, bo kiedyś zrobisz sobie krzywdę.
- To był przypadek. Już się nie powtórzy.
- No mamy nadzieję. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu to my chciałybyśmy dzisiaj wyjść wcześniej. Możemy?
- Oczywiście. Idźcie, już nic dzisiaj nie ma do roboty. Jutro weźcie się za poprawki tej sukni.
- Tak, jutro to poprawimy. No to my się ulatniamy. Cześć!
- Cześć –odpowiedziała, właściwie samej sobie, bo dziewczyn już nie było. Swoją drogą zawsze podziwiała je za tę nieprawdopodobną zdolność znikania jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Została sama i teraz przypomniała sobie, że miała z nimi pogadać o sobie, tak o sobie, o swoich upodobaniach, facetach.
O właśnie przejdzie się po pracowni i zobaczy jak poustawiane są jej ulubione ozdoby. Tak jak się tego spodziewała, wszystko stało odwrotnie niż wczoraj, prawa strona zamieniona z lewą, ona znowu pisze prawą, a może wczoraj wcale nie było? Siedziała i rozmyślała o tych dziwnych zjawiskach, które ostatnio ją otaczały i im więcej o tym myślała tym mniej rozumiała. Raz jest praworęczna i faceci od niej uciekają, to znowu jest leworęczna i to ona wygania wszystkich facetów.  Gdy tak rozmyślała usłyszała głośne pukanie do drzwi. A to kto? Przecież dzisiaj już nie ma nikogo umówionego. Ale pukanie przerodziło się w mocne walenie pięścią. Może zadzwonić po policję? Już miała sięgnąć po telefon gdy usłyszała głos Arka.
- Anka, wiem, że tam jesteś, otwórz!
- Już otwieram – a czego ten chce ode mnie? Wczoraj się przecież wyprowadził. A może to ja jego wygoniłam? Otworzyła. W progu stał przemoknięty Arek . Po jego ubraniu płynęły jeszcze strugi wody, z włosów kapały ogromne krople.
- O matko! Jak Ty wyglądasz? - zawołała odruchowo – Co tu robisz? Przecież się wyprowadziłeś?
- Ja się wyprowadziłem? A wiem, Ty to Anka numer dwa, a ja to Arek numer jeden.
- Co takiego? Jaki numer dwa, numer jeden? Co Ty bredzisz? Człowieku opamiętaj się!
- Opamiętaj się? To Ty się opamiętaj i wysłuchaj mnie.
- Dobrze. Tylko streszczaj się, bo nie mam czasu.
- Siadaj i słuchaj, jak czegoś nie zrozumiesz to pytaj, ale z góry mówię, że ja sam nie wszystko rozumiem. Może razem uda nam się rozwikłać tę zagadkę?
- Jaką zagadkę? O czym Ty do cholery mówisz?
- Zaraz się przekonasz, że tkwisz w tej, jak mówisz zagadce po uszy.
- No to wreszcie zacznij, bo nie mam czasu.
- Zacznę , jak mi na to pozwolisz, bez przerwy gadasz. Mogę zacząć?
- No jak już zacząłeś to gadaj, bo mnie to już nudzi.
- Dobrze. Odpowiedz na kilka pytań.
- Nie umawialiśmy się na pytania.
- Przestań wreszcie być opryskliwa i powiedz czy ostatnio nie spotkało Cię nic szczególnego? Dziwnego? Niezrozumiałego?
- Owszem.
- Możesz opowiedzieć?
-Tak. Raz jestem praworęczna raz leworęczna. Raz wszystkie przedmioty stoją po lewej stronie to znowu po prawej. Raz faceci mnie porzucają to znowu ja ich porzucam, choć wydaje mi się, że przed chwilą ich kochałam. To znowu uwielbiam ryby by za chwilę nie znosić nawet ich zapachu. Nie umiem tego wyjaśnić. Czuję, że niedługo wyląduję w jakimś domu wariatów.
- No widzisz mnie spotyka to samo.
- Niemożliwe!
- Możliwe i prawdziwe. Myślę, że razem jakoś to wyjaśnimy. Porównamy nasze doświadczenia i może uda nam się wyciągnąć jakieś sensowne wnioski.
- Wątpię, to co mnie spotyka nie daje się wytłumaczyć w żaden logiczny sposób.
- Dlatego musimy porównać nasze odczucia. Zbadać sytuacje w których mają miejsce te dziwne zjawiska. Może jest jakiś wspólny czynnik? Musi coś być co nas tak odmienia.
- Nie wiem. Nic nie przychodzi mi do głowy.
- Kiedy pierwszy raz Cię to spotkało?
- Po spacerze na molo w Sopocie. Wróciłam do domu i stwierdziłam, że jestem leworęczna, a w pracy wszystko było poprzestawiane. Dziewczyny były wściekłe, że je ochrzaniłam i stwierdziły, że zawsze wszystko tak stało, a ja byłam pewna, że nie.
-A drugi raz?
- Drugi? A już wiem jak wróciłam ze szpitala.
- Ze szpitala? A co Ci było?
- Naprawiałam żelazko i prąd mnie poraził.
- Czyli bez związku z molem sopockim?
- Raczej bez związku.
- A nie wydarzyło się na tym molo nic szczególnego?
- Nic, poza silnym wiatrem i grzmotami.
- Grzmotami?
- Tak, na chwilę zerwała się wichura, deszcz i parę razy grzmotnęło, nawet wydawało mi się, że uderzyło w jeden z filarów mola.
- Aha, to już jakiś punkt zaczepienia. Posłuchaj siedź teraz w domu dopóki do Ciebie nie przyjadę. Nie dotykaj żadnych sprzętów. Najlepiej połóż się do łóżka.
- Oszalałeś? O siódmej do łóżka?
- Jeżeli chcesz wyjaśnić to zjawisko to posłuchaj mnie. Jeden dzień możesz poleżeć w łóżku.
- Spróbuję, nie wrzeszcz już na mnie.
- Nie wrzeszczę, tylko jestem zdenerwowany, być może jestem o krok od rozwiązania tej zagadki, tylko proszę Cię nie przeszkadzaj mi.
- Dobrze, już dobrze, idę spać. Kiedy przyjedziesz?
- Nie wiem, postaram się wrócić jak najszybciej. Wezmę klucze, dobrze?
- Dobrze weź, miałeś przecież przez cztery miesiące.
- To nie ja miałem, ale nieważne. Idę, trzymaj kciuki, żeby mi się udało.
- Jasne.
Usłyszała tylko odgłos zamykanych drzwi i przekręcanie klucza w zamku. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Obudziła się o czwartej nad ranem. Nic dziwnego skoro poszła spać jak niemowlak. Chciało jej się nieludzko pić. Postanowiła, że pójdzie do kuchni i zrobi sobie herbatę. Włączyła czajnik elektryczny i czekała aż woda zagotuje się. Czekała i czekała a czajnik nie wyłączał się chociaż woda gotowała się wychodząc prawie na zewnątrz. Trzeba chyba pomóc temu guzikowi odskoczyć. Podeszła do blatu i nacisnęła przycisk z drugiej strony, odskoczył ale przy okazji spod światełka wyskoczyła mała iskra i dotkliwie ją tak jakby oparzyła.
- Ała, jak boli – zawołała.
Wzięła czajnik do ręki i powoli nalewała wodę do dzbanka z herbatą.
- O matko! Znowu trzymam czajnik w lewym ręku. Dlaczego? Co się stało? Przełożę do prawej. Oj, lepiej nie- zawołała gdy woda zamiast do dzbanka wylewała się na podłogę. - Czyżby ktoś robił na mnie jakieś eksperymenty? Może to nowe lekarstwo na włosy i paznokcie wywołuje jakieś efekty uboczne? Zapytam w aptece. – z tym postanowieniem poszła do łóżka. Może uda jej się trochę pospać. Ale się nie udało, bo za pół godziny usłyszała jak ktoś manipuluje przy zamku drzwi wejściowych. Bardzo się przestraszyła. Wzięła do ręki kij od mopa i zaczaiła się za drzwiami sypialni. Była gotowa walić mocno każdego kto się w nich pojawi.
- Aniu! Gdzie jesteś? –usłyszała głos Arka.
- Ale mnie wystraszyłeś. Jak się tu dostałeś?
- Jak to? Jak się dostałem? Przecież parę godzin temu dałaś mi swoje klucze. Już wiem dlaczego mamy ostatnio takie dziwne odczucia.
- Jakie odczucia? Ja dałam Ci klucze? Co Ty opowiadasz?
- No tak wszystko przepadło –powiedział zobaczywszy herbatę w dzbanku.- Miałaś nie dotykać żadnych sprzętów! Wszystko popsułaś! Jestem na Ciebie wściekły! Wściekły!
- Człowieku! Opanuj się! Co zepsułam? Herbaty nie można nawet sobie zrobić?
- Umówiliśmy się, że nie będziesz nic robić! Miałaś leżeć w łóżku! Niczego nie wolno było Ci dotykać! Przez Ciebie ja też nie będą mógł wrócić do swojej rzeczywistości.
- Czyżbyś pisał powieść science fiction?
- Nie kpij ze mnie. Zapomniałaś, bo Ty to nie ta osoba z którą rozmawiałem parę godzin temu.
- Chyba nie ta sama, bo ja sobie nie przypominam, żebym z Tobą rozmawiała.
- No i o to chodzi, ja muszę spotkać się z tamtą Anną.
- To się spotykaj! Kto Ci broni?
-Ty mi to uniemożliwiłaś.
- Jak? Gotując herbatę?
- Tak. Posłuchaj. Istnieją dwa niezależne równoległe światy, które są identyczne ale o innej orientacji w czasoprzestrzeni. Na skutek jakiegoś zaburzenia tej przestrzeni niektórzy ludzie stale przeskakują z jednego świata do drugiego. Nie zauważyłaś, że nie możesz się w życiu odnaleźć? Bo Ty jesteś jednym z takich osobników, zresztą ja też. Odkryłem dlaczego tak się dzieje i mógłbym przywrócić równowagę w tych dwóch światach, ale muszę spotkać przynajmniej jednego osobnika z mojego świata.
- To przywracaj tę równowagę, czego chcesz ode mnie?
- Tamta Anna była z mojego świata, a Ty jesteś z przeciwnego. Ty nie możesz mi pomóc.
- Dlaczego ja nie mogę pomóc?
- Bo jesteś inaczej spolaryzowana. Zapomniałaś ? Raz jesteś leworęczna to znowu praworęczna? Raz lubisz ryby a innym razem ich nie cierpisz. Zawsze jak porazi Cię prąd zamieniasz się miejscami w tych dwóch światach. Znowu musi porazić Cię prąd. Chodź tu szybko dotknij tego przewodu.
- Nie, no tego już za dużo. Co Ty wygadujesz? Niczego nie będę dotykała, uspokój się. Dzwonię do Marka, jest lekarzem, na pewno Ci pomoże.
- Wątpię, chyba ,że on też kursuje między tymi dwoma światami. Rób jak chcesz, ale jeszcze tego pożałujesz.
Zadzwoniła.
- O, jest Marek – zawołała gdy zobaczyła czarne BMW podjeżdżające pod jej dom.
- Cześć Aniu! Cześć Arku! No co tam u Was słychać? Coś Ci dolega? – zwrócił się do Arka.
-Nic mi nie dolega. Ja po prostu nie jestem z Waszego świata. Jestem ze świata równoległego, do którego nie mogę powrócić, bo powstało ogromne zaburzenie pola elektrycznego, które mi to uniemożliwia.
- A w jaki sposób my możemy Ci pomóc?
- Nie wiem, tamta Anna była z mojego świata mogła mi pomóc, ale ta Anna zamieniła się z nią miejscami, bo poraził ją prąd. Teraz ta musi zostać porażona, żebym mógł przywrócić równowagę we wszechświecie.
- Aha, rozumiem. Jak spotkasz tamtą Annę to będziesz mógł wrócić do swojego świata? Czy tak?
- Tak, tak widzę, że wszystko zrozumiałeś. Pomożesz mi?
- Oczywiście, pojedziesz ze mną, razem coś wymyślimy. –w tym momencie Marek puścił oko do Anny, ale Arek tego nie zauważył.
Wyszli. Gdy Arek siedział już w samochodzie Marka, Anna podeszła i zapytała:
- Dokąd go zabierasz?
- Do szpitala, do psychiatry. Coś mu odbiło, może po tym rozstaniu z Tobą.
- Nie wydaje mi się. Zadzwoń jak coś będziesz wiedział.
- Zadzwonię –obiecał i odjechali.
Anna wróciła do siebie.
- Co tu robić? A gdzie moja herbata? O jest! Całkiem wystygła. To nic zrobię sobie nowej, gorącej.
Podeszła do blatu na którym stał czajnik, nalała wody i włączyła. Woda wrzała, ale czajnik nie wyłączał się. Przez chwilę wydało się jej, że już to raz widziała. Podeszła do czajnika i wcisnęła guzik z drugiej strony i w tej chwili poraził ją prąd. Usiadła na podłodze i ciężko oddychała. Boli. Cały palec był czerwony. Włożyła go pod zimną wodę, ból zelżał. Teraz może nalać sobie herbaty. Zwróciła uwagę, że teraz jest znowu leworęczna. Kiedyś o tym pomyśli, ale nie dzisiaj, teraz przecież czeka na Arka. Swoją drogą, gdzie on jest? Już dawno powinien tu być. Nie przyszedł do ósmej. Zadzwoniła, ale telefon nie odpowiadał, ani domowy, ani komórka. Nie wie dlaczego zadzwoniła do Marka.
- Marek, nie wiesz co dzieje się z Arkiem?
- Wiem, przecież zabrałem go od Ciebie. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, dlatego dzwonię –skłamała, bo nic nie pamiętała – no więc gdzie jest?
- W szpitalu psychiatrycznym na Narbuta. Wiesz, to jakaś poważna historia, strasznie się awanturował jak się zorientował, że został uznany za wariata.
- Dzięki, odwiedzę Go dzisiaj.
- Tak, to mu dobrze zrobi, bo cały czas wrzeszczał, że musi zobaczyć się z drugą Anną. Rozumiesz coś z tego?
- Jeszcze nie wiem, ale niewykluczone.
Szybko ubrała się i wybiegła z domu. Po niecałej godzinie była w szpitalu.
Na początku nie chcieli jej wpuścić, ale po telefonie do Marka nikt nie robił jej trudności.
- Arek co się stało?
- Mnie o to pytasz? Zamieniłaś się miejscami ze swoim przeciwieństwem i nie mogliśmy dokonać stabilizacji światów.
- Wiem, ale znowu poraził mnie prąd i przypomniałam sobie o tym co mówiłeś. Miałeś rację, teraz jestem pewna, że istnieją dwa równoległe światy w których niechcący poruszamy się zamiennie. Mówiłeś, że wiesz jak ustabilizować sytuację, żebyśmy wreszcie znaleźli się na swoim miejscu i żeby ten koszmar wreszcie się skończył.
- Wiem, ale nie mam tu odpowiednich sprzętów.
- Nie zapominaj, że ja mogę stąd wyjść i załatwić wszystko co nam będzie potrzebne.
-Zrób listę.
Lista była długa: kuchenka mikrofalowa, suszarka do włosów jakieś przewody itp.
 - Jak ja wniosę tu kuchenkę mikrofalową?
- Nie wiem, będziesz musiała coś wymyślić. No nie guzdrz się już, bo nie ma czasu.
- Dobrze, już idę.
- Wracaj szybko i nie dotykaj żadnych urządzeń podłączonych do prądu.
- Tak wiem.
Poszła. Wróciła po dwóch godzinach. O dziwo wniosła wszystko bez problemów. Oszukała, że niesie czyste ubrania. Arek zaraz zabrał się do konstruowania maszyny do przeniesienia ich do świata równoległego i zamknięcia korytarza, który teraz stale przenosił ich w obydwie strony przy każdej okazji, bez kontroli.
Gdy maszyna była już gotowa, pojawił się Marek.
- Aniu, co Ty tutaj robisz?
- Odwiedzam Arka.
- A dlaczego przyniosłaś mu sprzęty kuchenne?
- Bo potrzebował, prosił mnie.
- Chyba nie uwierzyłaś w tę bajkę o światach równoległych?
- To nie jest bajka.
- A, nie bajka? A może Ty też jesteś z tego świata równoległego?
- Tak, chciałam Ci o tym powiedzieć.
- Przykro mi, ale chyba zostaniecie w naszym świecie na zawsze.
- Nigdy, zaraz się  stąd wynosimy. Aniu podejdź do mnie i złap mnie za rękę. Szybko, bo zaraz wyłączą nam prąd. – wołał zrozpaczony Arek.
Zrobiła to o co ją prosił. Ułamek sekundy, ogromny wybuch, kupa dymu.
- No i co zrobiliście? Zniszczyliście całe pomieszczenie – Marek pochylał się nad Anną i Arkiem, którzy cali byli umazani sadzą. No widzicie nigdzie się nie przenieśliście. Mówiłem, że zostaniecie w naszym świecie.
- Co się stało? – zapytała Anna wstając i otrzepując pył ze spódnicy.
- Jak to co się stało? Zdemolowaliście pół szpitala.
- Ja niczego nie zdemolowałam, o co Ci chodzi? Gdzie ja jestem? Miałeś zabrać Arka do szpitala, ale nie mnie. Co to za żarty? – Anna była mocno wkurzona.
- To nie żarty. To Ty dostarczyłaś Arkowi sprzęty, ale ja dawno miałem Cię na oku, bo od dłuższego czasu zachowywałaś się bardzo podejrzanie. Miałaś zmienne nastroje, wiecznie byłaś zdenerwowana, a przyczyna była bardzo prozaiczna, choroba umysłowa. Przykro mi.
- Jaka choroba? Oszalałeś chyba? Wypuśćcie mnie. W ostatniej chwili złapała Marka za połę marynarki. Spojrzała, trzyma go bardzo mocno. Zaraz jak to było? Którą ręką go trzyma? Prawą!! Teraz jest znowu praworęczna….
- Do widzenia Anno, będę Cię odwiedzał. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia.
- Marek nie odchodź, pomóż nam. My naprawdę byliśmy w świecie równoległym. Zobacz teraz jestem praworęczna, a godzinę temu byłam leworęczna, bo te dwa światy są tak jakby lustrzanym odbiciem. Wierzysz mi?
- Oczywiście, do zobaczenia Anno.
- Marek!!!!!
 Opuszczając mury szpitala słyszał jeszcze jej desperacki krzyk. No cóż, każdemu może przytrafić się choroba umysłowa, chociaż zawsze uważał Annę za wyjątkowo zrównoważoną psychicznie,  ale …..

Dwa miesiące później.
Obchód w szpitalu psychiatrycznym, kilku lekarzy i cała grupa studentów. Ordynator objaśnia.
- Proszę państwa mamy tutaj dwa dziwne przypadki: mężczyzna i kobieta, identyczne objawy. Oboje twierdzą, że przybyli do nas ze świata równoległego do którego nie mogą wrócić, bo zostało zaburzone pole elektryczne naszej planety.
- I cóż w tym dziwnego panie kolego? – zapytał starszy lekarz, który uważnie przyglądał się dwóm osobom siedzącym w dziwnym odrętwieniu przy jednym ze stolików.-  Wielokrotnie objawy tej samej choroby wyglądają tak samo u różnych osób. Właśnie tak rozpoznajemy przecież schorzenia.
- Może nie byłoby nic dziwnego gdyby nie to, że oboje niezależnie od siebie opisują ten inny równoległy świat w którym podobno przebywali. Ze szczegółami. Ich opowieści niczym się nie różnią.
- A jak opisują?
- Jako lustrzane odbicie naszego. Wszystkie organy mają zamienione miejsca. Podobno nawet serce mają po prawej stronie.
 Wszyscy odruchowo przyłożyli ręce do lewej strony klatki piersiowej. Niektórzy odetchnęli z ulgą.
- A to rzeczywiście bardzo ciekawe – potwierdził starszy lekarz i zajął miejsce z tyłu grupy. I podczas gdy wszyscy przeszli do następnego pomieszczenia, cały czas trzymając się za serce opuścił ukradkiem szpital.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz