ZASADA RÓWNOLEGŁOŚCI
- A może ja jestem jakaś
upośledzona? - pomyślała Anna – to już czwarty facet w tym roku, który mnie
porzuca. Tak PORZUCA. Nigdy nie ma żadnych symptomów, że rozstanie jest bliskie
i raptem ni stąd ni zowąd :
- Przykro mi Aniu, ale nie
kocham Cię. Uważam, że kontynuowanie tego związku nie ma sensu. Starałem się,
ale dłużej nie mogę. Nie chcę Cię oszukiwać. Jutro się wyprowadzę.
Zostawiam wszystkie sprzęty, które razem
kupiliśmy, niech Ci służą. Żałuję, że nam się nie udało. Przepraszam.
Chciałbym, żebyśmy pozostali przyjaciółmi.
Ile razy słyszała podobny
tekst? Osiem, dziesięć razy? Dawno przestała liczyć. Czy z nią jest coś nie w
porządku?
Popatrzyła do lustra. No
może nie była wybitną pięknością, ale na pewno nic jej nie brakowało. Zawsze
mężczyźni mówili jej, że jest wyjątkowa, piękna , zgrabna, mądra….. No i co z
tego? Po pewnym czasie uciekali od tej pięknej zgrabnej i mądrej gdzie pieprz
rośnie. Niby deklarowali swoją przyjaźń, ale żaden nigdy się do niej nie
odezwał po rozstaniu. Teraz z Arkiem na pewno będzie to samo. Stała przy oknie
i patrzyła jak pakuje walizki do
samochodu. Rzeczywiście zabrał tylko rzeczy osobiste, zostawił jej wszystko co
razem kupili przez te cztery miesiące wspólnego mieszkania. Tu okazał się
najbardziej honorowy ze wszystkich, którzy ostatnio z nią mieszkali. Nie będzie
rozpaczać, poradzi sobie. Zresztą rozpacz nic tu nie pomoże. Od dłuższego czasu
próbowała dociec dlaczego nie może utrzymać przy sobie faceta dłużej niż pół roku.
Może zrobi sobie przerwę?
- Tak – postanowiła – nie
będzie dążyła do bliższej znajomości z żadnym facetem. W końcu może jej
przeznaczeniem jest bycie singlem? Musi tylko oswoić się z tą myślą. Teraz
skupi się na swojej pracy, która dawała jej ogromną satysfakcję. Jest przecież
wziętą projektantką mody. I jakby na przekór wszystkiemu projektowała głównie
suknie ślubne. Pewnie nigdy nie zaprojektuje tej najważniejszej, dla siebie.
Znowu zrobiło jej się bardzo smutno. Tak rozmyślając patrzyła jak Honda Arka
znika za rogiem Floriańskiej. Została sama, całkiem sama. Dziwne, ale tym razem
nie czuła pustki i nie była nawet wściekła. Była tylko bardzo, bardzo smutna.
Postanowiła, że poleży
trochę w wannie, może zastosuje jakąś aromaterapię i pójdzie wcześniej spać.
Siedziała w swoim ulubionym fotelu, słuchała Mozarta i czekała aż wanna napełni
się lawendową pianą. Niewiadomo co, może zapach lawendy a może muzyka Mozarta sprawiły, że życie wydało się
znośniejsze, nawet przyjemne. Jeszcze tylko łyk ulubionego czerwonego wina i
już zanurzała się w pachnącej nieco fioletowej pianie. Ale przyjemnie. Super,
trzeba było od razu wpaść na ten genialny pomysł. W końcu była w łóżku,
odprężona i odstresowana zasnęła.
- Dawno tak dobrze nie
spałam – pomyślała rano, leniwie się przeciągając – może jednak świat nie jest
taki podły. Zobaczymy !
Zapaliła papierosa, wypiła
kawę, nie zjadła kanapki i wyszła do swojego studia, które znajdowało się na
piętrze domu w którym mieszkała. Siadając przy swoim warsztacie pracy, czyli
przy desce kreślarskiej, uświadomiła sobie, że nikt nie zrobił jej awantury o
papierosa, kawę na czczo, no i nikt nie wciskał jej na siłę kanapki z białym
serem, którego organicznie nie znosiła. Całkiem przyjemne doświadczenie. Kto
wie może spodoba jej się bycie singlem. Te przyjemne rozmyślania przerwały :
Zuzka, Agnieszka i Marta, najlepsze przyjaciółki, które razem z nią pracowały.
Teraz właśnie zdała sobie sprawę, że wszystkie mają podobne doświadczenia z facetami. Dziwne!
Może kiedyś przy okazji zastanowią się nad tą sprawą razem.
- Anka! Jesteś tam? – wołała
Zuzka.
- Jestem, nie krzycz tak, bo
mi uszy spuchną.
- Gdzie jesteś chodź szybko
coś Ci powiemy – wołały wszystkie razem.
- Już idę, co to za nowina?
- Marta ma nowego faceta! –
wołała Agnieszka.
- Jak to nowego? Tak szybko?
- No trzeba łapać okazję,
może teraz coś z tego wyjdzie. – tłumaczyła się Marta.
- Mówię Wam nie warto. Arek
się wyprowadził wczoraj wieczorem.
- Jak to, wyprowadził się? Tak po prostu? –
zawołały wszystkie chórem.
- Tak po prostu, powiedział,
że mnie nie kocha i wyprowadził się.
- I Ty nie rozpaczasz? – nie
mogła uwierzyć Zuzka.
- Nie rozpaczam i nie mam
takiego zamiaru. Rezygnuję z samca.
- Jak to rezygnujesz z
samca? – słychać było oburzenie w głosach przyjaciółek.
- Od dziś uczę się być
SINGLEM!
- Ty singlem, przecież
zawsze mówiłaś…
- Wiem co mówiłam, ale
właśnie zmieniłam zdanie. Koniec kropka.
- Koniec, kropka, a to coś
nowego! – Zdziwiła się Agnieszka.
- No co tak wybałuszacie
gały? Nie rozumiecie prostych słów? Singiel to pojedynczy egzemplarz. I ja
jestem takim pojedynczym egzemplarzem. Jasne?
- No co to singiel to akurat
wiemy, ale Ty i singiel to zupełnie nie pasuje.
- Pasuje nie pasuje, teraz
już pasuje. Tak postanowiłam i jest mi z tym dobrze. Też możecie spróbować.
Mówię Wam nic trudnego. Polecam.
- Dziwnie gadasz dzisiaj
–stwierdziła Marta.
- Dziwnie, nie dziwnie.
Zostawmy ten temat, bierzmy się do pracy. Na jutro mamy mieć szkic sukni dla
tej posłanki. Wiecie jaka to wybredna baba? Zaraz kiedy ten ślub? Chyba za pięć
tygodni. No chyba mamy dosyć czasu, ale nie obijajcie się. Marta przygotuj
próbki tkanin.
Prawie sześć godzin
pracowały, oczywiście jak zwykle kłóciły się zażarcie, ale na koniec bardzo
były zadowolone.
- Zobaczymy co powie nasza
klientka, jak nie będzie zadowolona to ją chyba rozszarpię, bo ciężko znaleźć
coś równie pięknego.
- No skromna to Ty nie
jesteś – skwitowała Zuzka.
- Nie jestem przynajmniej
obłudnie fałszywa. A co może macie inne zdanie na ten temat?
- Nie, nam też bardzo się
podoba. Ta suknia jest niepowtarzalna, aż szkoda dla takiej jędzy!
- Jędza, nie jędza, ważne,
że solidnie płaci. Dawno nie miałyśmy tak hojnej klientki. To chyba też jest
ważne.
- Może i ważne, ale i tak
szkoda – Agnieszka nie dawała za wygraną.
- Koniec tych dywagacji. Chyba
na dzisiaj skończymy, inne projekty nie są takie pilne. Idę do fryzjera, muszę
się odmienić. Pozamykacie?
- Idź, odmieniaj się.
Pozamykamy i przygotujemy na jutro prezentację.
- Dzięki. To papa!
I już jej nie było.
No fryzura z kosmosu! Odlot, ale można wyglądać!
- Czy to na pewno ja? – Anna stała przed lustrem i nie mogła
uwierzyć w to co widziała. Chyba jest młodsza niż myślała. Trzeba było się
odmienić zanim Arek odszedł. Chociaż…. Może dobrze, że odszedł. Widać nie było im
pisane, dobrze, że odszedł wcześniej niż później. Dziwne, ale nie czuła już
żalu, że ta znajomość się skończyła. Teraz będzie żyła dla siebie i swojej
pracy. To będzie nowe doświadczenie.
- Szkoda, że nikt nie może mnie teraz zobaczyć, tak
rewelacyjnie dziś wyglądam. Chyba pójdę na spacer. Słoneczko świeci, na pewno
jest sporo ludzi na molo.
Jak pomyślała, tak zrobiła. Założyła swoje najlepsze ciuchy i
z podniesioną głową wyszła na ulicę, wsiadła do samochodu i odjechała. Chwila, i
już wysiadała na parkingu obok sopockiego mola, ale zanim wysiadła niebo
zasnuły obrzydliwe czarne chmury. Co za pech! Ale nie podda się, weźmie parasol
i pójdzie!
Poszła. Ona wchodziła na molo podczas gdy inni opuszczali je
w pośpiechu. Nie była jeszcze w połowie drogi gdy z nieba zaczęły spadać
ogromne krople. Rozłożyła parasol, szkoda fryzury, sama nie będzie umiała się
tak uczesać. Miała jeszcze ze 20 metrów do końca mola gdy zaczęło grzmieć. Nie
lubiła burzy i prawdę powiedziawszy porządnie się jej bała, ale dzisiaj nic jej
nie przestraszy, pójdzie dalej, zawróci dopiero na końcu. Szła dalej nie
zważając na porywisty wiatr i coraz częstsze wyładowania atmosferyczne.
W pewnej chwili wiatr tak bardzo nasilił się, że musiała się
zatrzymać. Stała walcząc z silnymi podmuchami kurczowo trzymając parasol, który
właśnie wywinął się na drugą stronę. Już miała zawrócić, gdy nagle niebo
przeszyła potężna błyskawica. Piorun uderzył chyba w jeden ze słupków mola,
nawet wydało jej się , że została lekko porażona prądem. Całe ciało było zdrętwiałe, czuła jak gdyby „mrówki”
przebiegały po nim od czubka głowy po końce palców u nóg. Po chwili wszystko
minęło. Podniosła parasol, który wypadł jej z rąk, odwinęła go na właściwą
stronę i wtedy zauważyła, że po deszczu i wichurze nie pozostał żaden ślad, no
może trochę mokre deski i ławki. Zanim podjęła decyzję co robić, iść dalej czy
zawrócić, molo zapełniło się spacerowiczami, którzy bardzo uważnie ją oglądali.
Może zauważyli jej nietypową fryzurę? Może rzeczywiście ładnie wygląda? Chyba
wróci jednak do domu, zaczynała boleć ją głowa, oby nie dostała migreny.
Jak postanowiła tak zrobiła, po pół godzinie otwierała drzwi
swojego mieszkania. Pierwsze kroki skierowała do łazienki i patrząc w lustro
zrozumiała dlaczego tak dziwnie na nią patrzyli przechodnie nad morzem. Z jej
misternej fryzury nie pozostało dosłownie nic, chociaż to i tak mało
powiedziane NIC. To co miała na głowie przypominało raczej ptasie gniazdo, tak
jakby nie czesała się od urodzenia. To pewnie ta wichura, no i ten piorun. Tak
to ten piorun. Na pewno ją poraził jakiś delikatny prąd, dlatego wygląda jak
bezdomna perska kotka. O matko! Siedem nieszczęść.
Wzięła szczotkę do włosów i próbowała się uczesać. Po kilku
nieudanych próbach postanowiła umyć głowę, mokre włosy łatwiej się ułożą. Ale
nie ułożyły się. Wściekła i sfrustrowana położyła się spać.
Rano było trochę lepiej, ale i tak po wczorajszym fryzjerze
nie było śladu.
- Jak Ty wyglądasz? - tak przywitały ją przyjaciółki gdy
przekraczała próg pracowni.
- Jak to? Jak wyglądasz? Normalnie.
- No może niezupełnie, podobno byłaś fryzjera?
- Byłam. No i co z tego, coś się Wam nie podoba?
- Nie, no może być jeżeli Tobie się podoba to wszystko w
porządku. Myślałyśmy, że idziesz zrobić się na bóstwo, bo masz dzisiaj
spotkanie z Arkiem i Markiem, pamiętasz?
- Jakie spotkanie? Co Wy wygadujecie. Przecież już dawno nie
spotykam się z Markiem a Arek właśnie mnie porzucił. Sklerozę macie czy co?
Mówiłam Wam przecież wczoraj. Zapomniałyście?
- Jak to Arek Cię rzucił? To chyba Ty masz sklerozę. Przecież
to Ty Go rzuciłaś. Zapomniałaś jaki był nieszczęśliwy. Od paru dni błaga Cię,
żebyś przemyślała swoją decyzję i właśnie dzisiaj miałaś mu dać odpowiedź. –
wyjaśniła Agnieszka.
- Nie, ja chyba mam
jakiś przykry sen.
- Jaki sen ,co Ty bredzisz? Przestań z nas żartować. Anka
opanuj się. –Zuzka poczuła się obrażona.
-O jest Arek! To my wychodzimy, dogadajcie się sami. – i już
ich nie było.
- Cześć Aniu! – w progu stał Arek z ogromnym bukietem frezji.
Pamiętał, że to jej ulubione kwiaty.
- Cześć – odpowiedziała niepewnie.
- Jestem tak jak się umówiliśmy.
- Prawdę powiedziawszy to nie wiem o co Ci chodzi. Myślę, że
już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Przynajmniej ja nie mam nic do dodania.
- To znaczy, że nie widzisz dla nas żadnej szansy? –
dopytywał.
- Nie. Nie widzę, nie kocham Cię. – mówiąc to uświadomiła
sobie nagle, że jest to prawda. Czy naprawdę mogła kiedyś kochać tego
człowieka, który stał teraz przed nią i ściskał nerwowo bukiet kolorowych
frezji.
- Jesteś tego pewna? A może potrzebujesz więcej czasu, żeby
zdecydować co dalej z nami będzie?
- Nie potrzebuję
więcej czasu, jestem pewna, nie widzę dla nas żadnej szansy. Przepraszam Cię,
ale mam dużo pracy.
- W takim razie życzę Ci szczęścia, szkoda, że nie chcesz dać
nam jeszcze jednej szansy.
- Jakiej szansy, o czym Ty do cholery mówisz?
- No jeżeli nie wiesz to trudno, proszę przyjmij te kwiaty na
pożegnanie. – mówiąc to podał jej bukiet, który odruchowo przyjęła i wyszedł. W
pewnym momencie wydało jej się, że przy dotknięciu palca Arka poraził ją delikatny
prąd. Ale może jej się tylko wydawało.
Dałaby sobie rękę odciąć, że to on od niej odszedł. Chyba
była bardzo zdruzgotana jak to zrobił, a tu masz to nie on ją a ona jego
zostawiła. Przynajmniej wszyscy tak twierdzą. Patrząc teraz na jego twarz uwierzyła,
że to chyba jednak ona rozstała się z nim. Nic do niego nie czuła, tego była
pewna. Czy kiedykolwiek coś czuła do człowieka, który przed chwilą wyszedł? Coś
tu jest nie tak! Tylko co?
I nagle osłupienie!
Czy to możliwe? Cały świat wygląda jakby był odwrócony, to
znaczy, to co było po lewej stronie jest teraz po prawej i odwrotnie, jej
biurko stoi z lewej strony okna a stało zawsze po prawej, wazon na szafie też
zmienił miejsce. Kto się tu rządzi, przecież to jej pracownia.
- Zaraz zadzwonię do Agnieszki i zapytam kto się tak
szarogęsi nie pytając mnie o zdanie – pomyślała. I zaraz zaczęła grzebać w
torebce, żeby wydobyć z niej telefon.
Zrobiła karczemną awanturę po której jej przyjaciółki
obraziły się na nią twierdząc, że wszystkie przedmioty od lat stoją na swoich
miejscach i nikt ich nie przestawia. Trochę jej ulżyło, już prawie się
uspokoiła, gdy nagle zdała sobie sprawą, że pisze LEWĄ RĘKĄ !!!! Nie to jakiś senny koszmar, przecież jest
praworęczna od urodzenia. Czuła się jak zbity pies. Co się dzieje? A może jest
chora psychicznie tylko o tym nie wie? Jutro pogada o tym z dziewczynami, chyba
powinna je przeprosić, bo coś jej mówiło, że niesłusznie się na nie wydzierała.
Tak przeprosi, a teraz pójdzie spać. Może rano obudzi się i wszystko wróci do normy.
Poszła do domu, wykąpała się i zajrzała do lodówki. Ale tutaj też czekała na
nią niespodzianka, nie ma jej ulubionych kabanosów, żółtego sera, pasztetu,
szynki. Jest pełno różnego rodzaju ryb i przetworów rybnych: wędzona rybka,
pasztet rybny… Fu! Co będzie jadła? Już miała zamknąć lodówkę, gdy pod wpływem
zapachu wędzonej makreli zmieniła zdanie.
Pyszna! Dlaczego wcześniej
nie jadała ryb? Jak można ich nie lubić? A może to ona się zmieniła? Podobno
gusty ludzkie co jakiś czas się zmieniają, może przyszedł ten czas dla mnie. –
pomyślała. Postanowiła, że nie będzie więcej o tym myślała, jutro pogada z
dziewczynami.
Spała bardzo długo i mocno.
Nic jej się nie śniło. Wstała bardzo wypoczęta i odprężona. Dawno tak się nie
czuła. Zjadła śniadanie i poszła do pracowni. Czekała do dziesiątej, ale żadna
z jej przyjaciółek nie przyszła do pracy. Dopiero to jej uświadomiło, że je
wczoraj obraziła. Po kolei wykonała trzy telefony. W końcu udało jej się jakoś
udobruchać koleżanki i po godzinie wszystkie siedziały przy kawie i PAPIEROSIE.
Dziwne wydawało jej się, że nie pali. Ale ostatnio dużo jej się wydawało. Nie
będzie tego roztrząsać, przynajmniej nie teraz. Rozmowa właściwie niczego
nowego nie wniosła. Poza tym, że dowiedziała się o sobie dużo więcej niż wydawało
jej się, że wie. Niczego nie rozumiała, ale skoro nie miała szansy zrozumieć,
to niech zostanie tak jak jest.
Przez kilkanaście następnych dni uczyła się
siebie, poznawała się na nowo. Często jej odkrycia co do własnych upodobań były
szokujące. Dlaczego przytrafiło się to właśnie jej? Może ma jakiś feler? A może
to jakaś wada genetyczna? Chyba zadzwoni do Marka, byłego faceta, jest lekarzem,
kardiologiem, ale na wielu chorobach się zna.
Nie zastanawiając się długo
wykręciła numer. Jednak po usłyszeniu jego głosu zmieniła zdanie. Stary
nudziarz. Czy jej rzeczywiście kiedyś na nim zależało? Czy płakała jak ją
rzucił? Nie chyba nie! Wyłączyła i odłożyła komórkę i położyła się. Ale nie
dane jej było pospać. Z płytkiej drzemki wyrwał ją uporczywy dźwięk telefonu
stacjonarnego.
- Słucham – zachrypiała do
słuchawki.
- Ania? – Marek był
zaniepokojony.
- Tak, Ania a kto miałby
być?
- Dzwoniłaś do mnie z
komórki, ale chyba coś było na linii, a może zepsuł Ci się telefon? Przez pół godziny
próbowałem się dodzwonić, ale Twój telefon nie odpowiada.
- Tak, wiem, wyłączyłam go .
Spałam.
- A to przepraszam, że Ci
przeszkadzam. Chora jesteś?
- Nie.
- Ale głos masz niewyraźny.
- Bo spałam, przecież mówię!
- No nie złość się. Przecież
to Ty do mnie dzwoniłaś.
- No tak, bo Ty jak mnie
porzuciłeś nie odezwałeś się ani razu.
- Ja się nie odezwałem? No
teraz to chyba przesadziłaś. To Ty mnie zostawiłaś i nie odbierałaś ode mnie
telefonów. Dlatego bardzo się ucieszyłem, że dzwonisz.
- Dobrze niech będzie, że to
ja wszystkich porzucam.
- Tak właśnie jest. Ale nie
kłóćmy się, potrzebujesz mojej pomocy, czy dzwoniłaś z innego powodu?
- Nie właściwie to nic nie
chcę, chyba pomyliłam numer –skłamała.
- Szkoda. Już miałam
nadzieję. No ale skoro się pomyliłaś to przepraszam, że Cię obudziłem. Cześć.
- Cześć –odpowiedziała bez
emocji. Rozłączył się, bo usłyszała sygnał zajętości.
Odłożyła słuchawkę.
Następny ,którego rzekomo
porzuciłam – pomyślała. Dziwne, ale zawsze mi się wydawało, że to oni mnie
porzucali.
Przez następny miesiąc dowiedziała się ilu
facetów porzuciła. Było ich sporo. Sześciu albo siedmiu, w pewnym momencie
przestała liczyć. Niebywałe, wydzwaniali do niej bez przerwy, musiała się
ukrywać. Zawsze marzyła o tym, żeby do niej wydzwaniali, żeby ją kochali,
a teraz wcale jej na żadnym nie
zależało. Pół roku temu szalałaby z radości, gdyby tak byli zainteresowani jej
osobą. Ale nie teraz.
Dni uciekały jeden za
drugim, nie zauważyła nawet, że przyszły święta Wielkanocne. Musi posprzątać
mieszkanie, bo w tym roku Rodzice przyjeżdżają do niej, a nie ona do nich. Nie
wie dlaczego to wymyśliła, no ale stało się, zaprosiła to nie może się
wykręcić.
Ustaliła sobie harmonogram
prac i zaczęła domowe porządki.
Dzisiaj prasowanie.
Okropieństwo, no ale sterta pogniecionych ciuchów czekała chyba ze trzy
tygodnie. Włączy Mozarta i zacznie katorgę.
Nawet nie szło tak źle,
pognieciona sterta topniała w oczach.
W pewnym momencie żelazko
zasyczało, zaskwierczało, zaśmierdziało i ostygło, chociaż w dalszym ciągu było
podłączone do gniazdka. No tak złośliwość rzeczy martwych.
Zajrzę do środka, może jakaś mała usterka i
uda mi się naprawić. W zeszłym tygodniu naprawiłam suszarkę do włosów, może
teraz też mi się uda. - Pomyślała i ochoczo zabrała się do rozkręcania żelazka,
jedna śrubka, druga, trzecia jeszcze tylko jedna i zaraz zobaczy co się dzieje.
Jest rozkręcone, zaraz otworzy i zajrzy do środka. Jednak podnosząc pokrywę
zawadziła palcem o przewód, którego nie wyłączyła z gniazdka i spowodowała
spięcie. Iskra, która wydobyła się z wnętrza poraziła ją w rękę. Na chwilę
straciła chyba przytomność, nie mogła oddychać, serce waliło jej jakby ktoś
uderzał młotem w ścianę. Chyba zemdleje. Ostatkiem sił zadzwoniła do Marka. Nie
odbierał. No tak obraził się. Zemdlała.
Obudziła się w szpitalu. To
Zuzka ją znalazła i wezwała pogotowie. Co za pech, trafiła do szpitala Marka, a
na dodatek był on na dyżurze.
Wcale się nie spieszył i
wcale się nie zmartwił, a jeszcze kilka godzin temu dawał jej do zrozumienia,
że nie jest mu obojętna. Trudno, zresztą skutecznie go zniechęciła. Nie może
mieć pretensji, chyba ,że do siebie.
- Co Ty wyprawiasz-
wrzeszczał na nią –jak można grzebać w żelazku, które jest włączone do sieci?
Życie Ci niemiłe? Wiesz jak niewiele brakowało, a nie miałbym na kogo
wrzeszczeć? Jesteś skończoną idiotką. Siostro proszę zabrać panią na Ekg i Usg
– zwrócił się do pielęgniarki.
Na szczęście badania nie
wykazały żadnych zmian i po dwóch godzinach Zuzka odwiozła ją do domu.
-Co Ty wyrabiasz? Dlaczego
tak bardzo wdzięczyłaś się do Marka, nie pamiętasz jak bardzo Cię upokorzył
odchodząc! Nie pamiętasz jaki był podły! Zabrał wszystkie sprzęty, które były wasze wspólne. Taką słabą masz
pamięć?
- To nie ja go porzuciłam?
- Wiesz co? Chyba
rzeczywiście ten prąd uszkodził Ci mózg. Wygadujesz jakieś dziwne rzeczy. Co
się dzieje? Czy coś Cię boli? A może powinnyśmy wrócić do szpitala?
- Nie, już wszystko w
porządku. Dziękuję Ci za pomoc i opiekę. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to
chciałabym zostać sama.
-Poradzisz sobie?
- Tak, dziękuję.
- Ok, jak będziesz czegoś
potrzebowała, zadzwoń.
- Dzięki.
- No to pa, do jutra.
- Pa, jeszcze raz dzięki.
Po chwili była sama. Leżała
na kanapie i bezmyślnie gapiła się w sufit. Co znowu jej się przydarzyło? Nic z
tego nie rozumiała. Poczuła, że jest bardzo głodna. Trzeba wstać i coś
upichcić. A może zje tylko kanapkę? Poszła do lodówki. A to co znowu, kabanosy,
pasztety, same paskudztwa, nie ma ani kawałka ryby. Przecież rano były same
ryby, ktoś grzebie jej w lodówce! Ciekawe kto? Arek nie mieszka z nią od paru dni.
Może to Zuzka? Nie, nie miałaby czasu. Chyba zamówi pizzę, wegetariańską. O, fu
wegetariańską? Jak mogła o tym pomyśleć przecież ona lubi mięso! Tak mięso i
chyba dużo go pochłania. Dlaczego zdziwiła się, że w lodówce nie ma ryb?
Przecież ona nie znosi ryb! Tak rozmyślając wzięła dwa kabanosy, chrzan i
kromkę chleba z masłem i zaczęła jeść. Pycha! Jak żołądek jest pełen to świat
wydaje się lepszy –pomyślała. Teraz dopiero zauważyła, że kroi, smaruje i je
prawą ręką. Mogłaby przysiąc, że rano robiła wszystko lewą. A może tylko tak
jej się wydawało? Nie będzie teraz tego roztrząsać, jutro pogada z
dziewczynami. Chyba się położy. Tak, jest bardzo zmęczona.
Obudził ją uporczywie
dzwoniący telefon.
- Słucham- rzuciła do
słuchawki niezupełnie obudzona.
- Gdzie jesteś? Dzisiaj mamy
przymiarkę sukni ślubnej. Zapomniałaś? Baba już tu jest i kipi, że Cię nie ma.
Zuzka nam opowiedziała co się zdarzyło, ale będziesz musiała przyjść, bo chyba
będą jakieś poprawki.
- Już idę, powiedzcie jej,
że za 10 minut będę.
- Dobrze, tylko bądź za te
10 minut.
- Będę.
Szybko obmyła twarz, umyła
zęby, związała włosy, włożyła jakieś ciuchy i przed upływem 10 minut była w
pracowni.
- Dzień dobry Pani!
Przepraszam za spóźnienie, ale nie czuję się najlepiej.
- Wiem. Pani koleżanki
opowiedziały mi o Pani przygodzie. Mam nadzieję, że wszystko dojdzie do normy.
- Dziękuję. Też mam taką
nadzieję. No ale zobaczmy jak wygląda nasze kreacja.
- Generalnie jest boska, ale
wydaje mi się, że na biodrach jest trochę za bardzo zmarszczona.
- Zaraz zobaczymy. Chyba ma
Pani rację. Zaraz poprawimy.
Wzięła do ręki igłę z nitką
i zaczęła poprawki. Po chwili zapytała:
- Czy teraz lepiej?
- O, właśnie o to mi
chodziło. Teraz jest idealnie. Dziękuję.
Trochę jeszcze pogadały o
wykończeniach i umówiły się na następne spotkanie.
- Słyszałyśmy, że Cię
wczoraj poraził prąd –Agnieszka z Martą były wyraźnie zaniepokojone.- Czy
dobrze się czujesz?
- Tak, chyba nic mi się nie
stało. Dziękuję Wam za troskę. Już wszystko w porządku.
- Musisz uważać, bo kiedyś
zrobisz sobie krzywdę.
- To był przypadek. Już się
nie powtórzy.
- No mamy nadzieję. Jeżeli
nie masz nic przeciwko temu to my chciałybyśmy dzisiaj wyjść wcześniej. Możemy?
- Oczywiście. Idźcie, już
nic dzisiaj nie ma do roboty. Jutro weźcie się za poprawki tej sukni.
- Tak, jutro to poprawimy.
No to my się ulatniamy. Cześć!
- Cześć –odpowiedziała,
właściwie samej sobie, bo dziewczyn już nie było. Swoją drogą zawsze podziwiała
je za tę nieprawdopodobną zdolność znikania jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki. Została sama i teraz przypomniała sobie, że miała z nimi pogadać o
sobie, tak o sobie, o swoich upodobaniach, facetach.
O właśnie przejdzie się po
pracowni i zobaczy jak poustawiane są jej ulubione ozdoby. Tak jak się tego
spodziewała, wszystko stało odwrotnie niż wczoraj, prawa strona zamieniona z
lewą, ona znowu pisze prawą, a może wczoraj wcale nie było? Siedziała i
rozmyślała o tych dziwnych zjawiskach, które ostatnio ją otaczały i im więcej o
tym myślała tym mniej rozumiała. Raz jest praworęczna i faceci od niej
uciekają, to znowu jest leworęczna i to ona wygania wszystkich facetów. Gdy tak rozmyślała usłyszała głośne pukanie
do drzwi. A to kto? Przecież dzisiaj już nie ma nikogo umówionego. Ale pukanie
przerodziło się w mocne walenie pięścią. Może zadzwonić po policję? Już miała
sięgnąć po telefon gdy usłyszała głos Arka.
- Anka, wiem, że tam jesteś,
otwórz!
- Już otwieram – a czego ten
chce ode mnie? Wczoraj się przecież wyprowadził. A może to ja jego wygoniłam?
Otworzyła. W progu stał przemoknięty Arek . Po jego ubraniu płynęły jeszcze
strugi wody, z włosów kapały ogromne krople.
- O matko! Jak Ty wyglądasz?
- zawołała odruchowo – Co tu robisz? Przecież się wyprowadziłeś?
- Ja się wyprowadziłem? A
wiem, Ty to Anka numer dwa, a ja to Arek numer jeden.
- Co takiego? Jaki numer
dwa, numer jeden? Co Ty bredzisz? Człowieku opamiętaj się!
- Opamiętaj się? To Ty się
opamiętaj i wysłuchaj mnie.
- Dobrze. Tylko streszczaj
się, bo nie mam czasu.
- Siadaj i słuchaj, jak
czegoś nie zrozumiesz to pytaj, ale z góry mówię, że ja sam nie wszystko
rozumiem. Może razem uda nam się rozwikłać tę zagadkę?
- Jaką zagadkę? O czym Ty do
cholery mówisz?
- Zaraz się przekonasz, że
tkwisz w tej, jak mówisz zagadce po uszy.
- No to wreszcie zacznij, bo
nie mam czasu.
- Zacznę , jak mi na to
pozwolisz, bez przerwy gadasz. Mogę zacząć?
- No jak już zacząłeś to
gadaj, bo mnie to już nudzi.
- Dobrze. Odpowiedz na kilka
pytań.
- Nie umawialiśmy się na pytania.
- Przestań wreszcie być
opryskliwa i powiedz czy ostatnio nie spotkało Cię nic szczególnego? Dziwnego?
Niezrozumiałego?
- Owszem.
- Możesz opowiedzieć?
-Tak. Raz jestem praworęczna
raz leworęczna. Raz wszystkie przedmioty stoją po lewej stronie to znowu po
prawej. Raz faceci mnie porzucają to znowu ja ich porzucam, choć wydaje mi się,
że przed chwilą ich kochałam. To znowu uwielbiam ryby by za chwilę nie znosić
nawet ich zapachu. Nie umiem tego wyjaśnić. Czuję, że niedługo wyląduję w
jakimś domu wariatów.
- No widzisz mnie spotyka to
samo.
- Niemożliwe!
- Możliwe i prawdziwe.
Myślę, że razem jakoś to wyjaśnimy. Porównamy nasze doświadczenia i może uda
nam się wyciągnąć jakieś sensowne wnioski.
- Wątpię, to co mnie spotyka
nie daje się wytłumaczyć w żaden logiczny sposób.
- Dlatego musimy porównać
nasze odczucia. Zbadać sytuacje w których mają miejsce te dziwne zjawiska. Może
jest jakiś wspólny czynnik? Musi coś być co nas tak odmienia.
- Nie wiem. Nic nie
przychodzi mi do głowy.
- Kiedy pierwszy raz Cię to
spotkało?
- Po spacerze na molo w
Sopocie. Wróciłam do domu i stwierdziłam, że jestem leworęczna, a w pracy
wszystko było poprzestawiane. Dziewczyny były wściekłe, że je ochrzaniłam i
stwierdziły, że zawsze wszystko tak stało, a ja byłam pewna, że nie.
-A drugi raz?
- Drugi? A już wiem jak
wróciłam ze szpitala.
- Ze szpitala? A co Ci było?
- Naprawiałam żelazko i prąd
mnie poraził.
- Czyli bez związku z molem
sopockim?
- Raczej bez związku.
- A nie wydarzyło się na tym
molo nic szczególnego?
- Nic, poza silnym wiatrem i
grzmotami.
- Grzmotami?
- Tak, na chwilę zerwała się
wichura, deszcz i parę razy grzmotnęło, nawet wydawało mi się, że uderzyło w
jeden z filarów mola.
- Aha, to już jakiś punkt
zaczepienia. Posłuchaj siedź teraz w domu dopóki do Ciebie nie przyjadę. Nie
dotykaj żadnych sprzętów. Najlepiej połóż się do łóżka.
- Oszalałeś? O siódmej do
łóżka?
- Jeżeli chcesz wyjaśnić to
zjawisko to posłuchaj mnie. Jeden dzień możesz poleżeć w łóżku.
- Spróbuję, nie wrzeszcz już
na mnie.
- Nie wrzeszczę, tylko
jestem zdenerwowany, być może jestem o krok od rozwiązania tej zagadki, tylko
proszę Cię nie przeszkadzaj mi.
- Dobrze, już dobrze, idę
spać. Kiedy przyjedziesz?
- Nie wiem, postaram się
wrócić jak najszybciej. Wezmę klucze, dobrze?
- Dobrze weź, miałeś
przecież przez cztery miesiące.
- To nie ja miałem, ale
nieważne. Idę, trzymaj kciuki, żeby mi się udało.
- Jasne.
Usłyszała tylko odgłos
zamykanych drzwi i przekręcanie klucza w zamku. Nawet nie zauważyła kiedy
zasnęła. Obudziła się o czwartej nad ranem. Nic dziwnego skoro poszła spać jak
niemowlak. Chciało jej się nieludzko pić. Postanowiła, że pójdzie do kuchni i
zrobi sobie herbatę. Włączyła czajnik elektryczny i czekała aż woda zagotuje
się. Czekała i czekała a czajnik nie wyłączał się chociaż woda gotowała się
wychodząc prawie na zewnątrz. Trzeba chyba pomóc temu guzikowi odskoczyć.
Podeszła do blatu i nacisnęła przycisk z drugiej strony, odskoczył ale przy
okazji spod światełka wyskoczyła mała iskra i dotkliwie ją tak jakby oparzyła.
- Ała, jak boli – zawołała.
Wzięła czajnik do ręki i
powoli nalewała wodę do dzbanka z herbatą.
- O matko! Znowu trzymam
czajnik w lewym ręku. Dlaczego? Co się stało? Przełożę do prawej. Oj, lepiej
nie- zawołała gdy woda zamiast do dzbanka wylewała się na podłogę. - Czyżby
ktoś robił na mnie jakieś eksperymenty? Może to nowe lekarstwo na włosy i
paznokcie wywołuje jakieś efekty uboczne? Zapytam w aptece. – z tym
postanowieniem poszła do łóżka. Może uda jej się trochę pospać. Ale się nie
udało, bo za pół godziny usłyszała jak ktoś manipuluje przy zamku drzwi wejściowych.
Bardzo się przestraszyła. Wzięła do ręki kij od mopa i zaczaiła się za drzwiami
sypialni. Była gotowa walić mocno każdego kto się w nich pojawi.
- Aniu! Gdzie jesteś?
–usłyszała głos Arka.
- Ale mnie wystraszyłeś. Jak
się tu dostałeś?
- Jak to? Jak się dostałem?
Przecież parę godzin temu dałaś mi swoje klucze. Już wiem dlaczego mamy
ostatnio takie dziwne odczucia.
- Jakie odczucia? Ja dałam
Ci klucze? Co Ty opowiadasz?
- No tak wszystko przepadło
–powiedział zobaczywszy herbatę w dzbanku.- Miałaś nie dotykać żadnych
sprzętów! Wszystko popsułaś! Jestem na Ciebie wściekły! Wściekły!
- Człowieku! Opanuj się! Co
zepsułam? Herbaty nie można nawet sobie zrobić?
- Umówiliśmy się, że nie
będziesz nic robić! Miałaś leżeć w łóżku! Niczego nie wolno było Ci dotykać!
Przez Ciebie ja też nie będą mógł wrócić do swojej rzeczywistości.
- Czyżbyś pisał powieść
science fiction?
- Nie kpij ze mnie.
Zapomniałaś, bo Ty to nie ta osoba z którą rozmawiałem parę godzin temu.
- Chyba nie ta sama, bo ja
sobie nie przypominam, żebym z Tobą rozmawiała.
- No i o to chodzi, ja muszę
spotkać się z tamtą Anną.
- To się spotykaj! Kto Ci
broni?
-Ty mi to uniemożliwiłaś.
- Jak? Gotując herbatę?
- Tak. Posłuchaj. Istnieją
dwa niezależne równoległe światy, które są identyczne ale o innej orientacji w
czasoprzestrzeni. Na skutek jakiegoś zaburzenia tej przestrzeni niektórzy
ludzie stale przeskakują z jednego świata do drugiego. Nie zauważyłaś, że nie
możesz się w życiu odnaleźć? Bo Ty jesteś jednym z takich osobników, zresztą ja
też. Odkryłem dlaczego tak się dzieje i mógłbym przywrócić równowagę w tych
dwóch światach, ale muszę spotkać przynajmniej jednego osobnika z mojego
świata.
- To przywracaj tę
równowagę, czego chcesz ode mnie?
- Tamta Anna była z mojego
świata, a Ty jesteś z przeciwnego. Ty nie możesz mi pomóc.
- Dlaczego ja nie mogę
pomóc?
- Bo jesteś inaczej
spolaryzowana. Zapomniałaś ? Raz jesteś leworęczna to znowu praworęczna? Raz
lubisz ryby a innym razem ich nie cierpisz. Zawsze jak porazi Cię prąd
zamieniasz się miejscami w tych dwóch światach. Znowu musi porazić Cię prąd.
Chodź tu szybko dotknij tego przewodu.
- Nie, no tego już za dużo. Co
Ty wygadujesz? Niczego nie będę dotykała, uspokój się. Dzwonię do Marka, jest
lekarzem, na pewno Ci pomoże.
- Wątpię, chyba ,że on też kursuje
między tymi dwoma światami. Rób jak chcesz, ale jeszcze tego pożałujesz.
Zadzwoniła.
- O, jest Marek – zawołała
gdy zobaczyła czarne BMW podjeżdżające pod jej dom.
- Cześć Aniu! Cześć Arku! No
co tam u Was słychać? Coś Ci dolega? – zwrócił się do Arka.
-Nic mi nie dolega. Ja po
prostu nie jestem z Waszego świata. Jestem ze świata równoległego, do którego
nie mogę powrócić, bo powstało ogromne zaburzenie pola elektrycznego, które mi
to uniemożliwia.
- A w jaki sposób my możemy
Ci pomóc?
- Nie wiem, tamta Anna była
z mojego świata mogła mi pomóc, ale ta Anna zamieniła się z nią miejscami, bo
poraził ją prąd. Teraz ta musi zostać porażona, żebym mógł przywrócić równowagę
we wszechświecie.
- Aha, rozumiem. Jak
spotkasz tamtą Annę to będziesz mógł wrócić do swojego świata? Czy tak?
- Tak, tak widzę, że
wszystko zrozumiałeś. Pomożesz mi?
- Oczywiście, pojedziesz ze
mną, razem coś wymyślimy. –w tym momencie Marek puścił oko do Anny, ale Arek
tego nie zauważył.
Wyszli. Gdy Arek siedział
już w samochodzie Marka, Anna podeszła i zapytała:
- Dokąd go zabierasz?
- Do szpitala, do
psychiatry. Coś mu odbiło, może po tym rozstaniu z Tobą.
- Nie wydaje mi się. Zadzwoń
jak coś będziesz wiedział.
- Zadzwonię –obiecał i
odjechali.
Anna wróciła do siebie.
- Co tu robić? A gdzie moja
herbata? O jest! Całkiem wystygła. To nic zrobię sobie nowej, gorącej.
Podeszła do blatu na którym
stał czajnik, nalała wody i włączyła. Woda wrzała, ale czajnik nie wyłączał
się. Przez chwilę wydało się jej, że już to raz widziała. Podeszła do czajnika
i wcisnęła guzik z drugiej strony i w tej chwili poraził ją prąd. Usiadła na
podłodze i ciężko oddychała. Boli. Cały palec był czerwony. Włożyła go pod
zimną wodę, ból zelżał. Teraz może nalać sobie herbaty. Zwróciła uwagę, że teraz
jest znowu leworęczna. Kiedyś o tym pomyśli, ale nie dzisiaj, teraz przecież
czeka na Arka. Swoją drogą, gdzie on jest? Już dawno powinien tu być. Nie
przyszedł do ósmej. Zadzwoniła, ale telefon nie odpowiadał, ani domowy, ani
komórka. Nie wie dlaczego zadzwoniła do Marka.
- Marek, nie wiesz co dzieje
się z Arkiem?
- Wiem, przecież zabrałem go
od Ciebie. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, dlatego dzwonię
–skłamała, bo nic nie pamiętała – no więc gdzie jest?
- W szpitalu psychiatrycznym
na Narbuta. Wiesz, to jakaś poważna historia, strasznie się awanturował jak się
zorientował, że został uznany za wariata.
- Dzięki, odwiedzę Go
dzisiaj.
- Tak, to mu dobrze zrobi,
bo cały czas wrzeszczał, że musi zobaczyć się z drugą Anną. Rozumiesz coś z
tego?
- Jeszcze nie wiem, ale
niewykluczone.
Szybko ubrała się i wybiegła
z domu. Po niecałej godzinie była w szpitalu.
Na początku nie chcieli jej
wpuścić, ale po telefonie do Marka nikt nie robił jej trudności.
- Arek co się stało?
- Mnie o to pytasz?
Zamieniłaś się miejscami ze swoim przeciwieństwem i nie mogliśmy dokonać
stabilizacji światów.
- Wiem, ale znowu poraził
mnie prąd i przypomniałam sobie o tym co mówiłeś. Miałeś rację, teraz jestem
pewna, że istnieją dwa równoległe światy w których niechcący poruszamy się
zamiennie. Mówiłeś, że wiesz jak ustabilizować sytuację, żebyśmy wreszcie
znaleźli się na swoim miejscu i żeby ten koszmar wreszcie się skończył.
- Wiem, ale nie mam tu
odpowiednich sprzętów.
- Nie zapominaj, że ja mogę
stąd wyjść i załatwić wszystko co nam będzie potrzebne.
-Zrób listę.
Lista była długa: kuchenka
mikrofalowa, suszarka do włosów jakieś przewody itp.
- Jak ja wniosę tu kuchenkę mikrofalową?
- Nie wiem, będziesz musiała
coś wymyślić. No nie guzdrz się już, bo nie ma czasu.
- Dobrze, już idę.
- Wracaj szybko i nie
dotykaj żadnych urządzeń podłączonych do prądu.
- Tak wiem.
Poszła. Wróciła po dwóch
godzinach. O dziwo wniosła wszystko bez problemów. Oszukała, że niesie czyste
ubrania. Arek zaraz zabrał się do konstruowania maszyny do przeniesienia ich do
świata równoległego i zamknięcia korytarza, który teraz stale przenosił ich w
obydwie strony przy każdej okazji, bez kontroli.
Gdy maszyna była już gotowa,
pojawił się Marek.
- Aniu, co Ty tutaj robisz?
- Odwiedzam Arka.
- A dlaczego przyniosłaś mu sprzęty
kuchenne?
- Bo potrzebował, prosił
mnie.
- Chyba nie uwierzyłaś w tę
bajkę o światach równoległych?
- To nie jest bajka.
- A, nie bajka? A może Ty
też jesteś z tego świata równoległego?
- Tak, chciałam Ci o tym
powiedzieć.
- Przykro mi, ale chyba zostaniecie
w naszym świecie na zawsze.
- Nigdy, zaraz się stąd wynosimy. Aniu podejdź do mnie i złap
mnie za rękę. Szybko, bo zaraz wyłączą nam prąd. – wołał zrozpaczony Arek.
Zrobiła to o co ją prosił.
Ułamek sekundy, ogromny wybuch, kupa dymu.
- No i co zrobiliście?
Zniszczyliście całe pomieszczenie – Marek pochylał się nad Anną i Arkiem,
którzy cali byli umazani sadzą. No widzicie nigdzie się nie przenieśliście.
Mówiłem, że zostaniecie w naszym świecie.
- Co się stało? – zapytała
Anna wstając i otrzepując pył ze spódnicy.
- Jak to co się stało?
Zdemolowaliście pół szpitala.
- Ja niczego nie
zdemolowałam, o co Ci chodzi? Gdzie ja jestem? Miałeś zabrać Arka do szpitala,
ale nie mnie. Co to za żarty? – Anna była mocno wkurzona.
- To nie żarty. To Ty
dostarczyłaś Arkowi sprzęty, ale ja dawno miałem Cię na oku, bo od dłuższego
czasu zachowywałaś się bardzo podejrzanie. Miałaś zmienne nastroje, wiecznie
byłaś zdenerwowana, a przyczyna była bardzo prozaiczna, choroba umysłowa.
Przykro mi.
- Jaka choroba? Oszalałeś
chyba? Wypuśćcie mnie. W ostatniej chwili złapała Marka za połę marynarki.
Spojrzała, trzyma go bardzo mocno. Zaraz jak to było? Którą ręką go trzyma?
Prawą!! Teraz jest znowu praworęczna….
- Do widzenia Anno, będę Cię
odwiedzał. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia.
- Marek nie odchodź, pomóż
nam. My naprawdę byliśmy w świecie równoległym. Zobacz teraz jestem
praworęczna, a godzinę temu byłam leworęczna, bo te dwa światy są tak jakby
lustrzanym odbiciem. Wierzysz mi?
- Oczywiście, do zobaczenia
Anno.
- Marek!!!!!
Opuszczając mury szpitala słyszał jeszcze jej desperacki
krzyk. No cóż, każdemu może przytrafić się choroba umysłowa, chociaż zawsze
uważał Annę za wyjątkowo zrównoważoną psychicznie, ale …..
Dwa miesiące później.
Obchód w szpitalu psychiatrycznym,
kilku lekarzy i cała grupa studentów. Ordynator objaśnia.
- Proszę państwa mamy tutaj
dwa dziwne przypadki: mężczyzna i kobieta, identyczne objawy. Oboje twierdzą,
że przybyli do nas ze świata równoległego do którego nie mogą wrócić, bo zostało
zaburzone pole elektryczne naszej planety.
- I cóż w tym dziwnego panie
kolego? – zapytał starszy lekarz, który uważnie przyglądał się dwóm osobom
siedzącym w dziwnym odrętwieniu przy jednym ze stolików.- Wielokrotnie objawy tej samej choroby wyglądają
tak samo u różnych osób. Właśnie tak rozpoznajemy przecież schorzenia.
- Może nie byłoby nic
dziwnego gdyby nie to, że oboje niezależnie od siebie opisują ten inny
równoległy świat w którym podobno przebywali. Ze szczegółami. Ich opowieści
niczym się nie różnią.
- A jak opisują?
- Jako lustrzane odbicie
naszego. Wszystkie organy mają zamienione miejsca. Podobno nawet serce mają po
prawej stronie.
Wszyscy odruchowo przyłożyli ręce do lewej
strony klatki piersiowej. Niektórzy odetchnęli z ulgą.
- A to rzeczywiście bardzo
ciekawe – potwierdził starszy lekarz i zajął miejsce z tyłu grupy. I podczas
gdy wszyscy przeszli do następnego pomieszczenia, cały czas trzymając się za
serce opuścił ukradkiem szpital.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz